Skoro ten dzień, zebrał się im pod stan własnego zdrowia i niestety ukazał się jako pierwszy Nicholasowi, dobrze byłoby wiedzieć, czy i Rodolphus z czymś się zmaga. Skoro tak stanął przed zlewem i wydawało się, że coś mu dolega. Bezsenność, to w tych czasach problem dość wielu czarodziei, pracoholików lub tych, co zasnąć się boją z lęku o swoje życie. Ci, którzy mają prawo się bać, gdyż nie powinni byli się narodzić. Szlamy. Brudnokrwiści, zdrajcy.
- Akurat bezsenność to problem wielu z nas.Stwierdził. Co raczej już wcześniej po sobie zauważyli. Uzupełniali zapas eliksirów, gdy zdarzyły się im te problemy. A lepiej do pracy wstać wypoczętym. Nicholas wspomagał się także kadzidłami. Jako zamiennik, żeby też nie uzależnić się od eliksirów na bezsenność.
Słysząc po chwili kolejne słowa, gdzie Lestrange wspomniał o kolejnej przypadłości, Nicholas uważnie na niego patrzył, marszcząc brwi. Rodolphus przysnął się bliżej. Mówił o problemie tak, jakby mogło być coś naprawdę poważniejszego od włochatości serca.
Nicholas już szukał w swojej głowie, do czego przypisać jego problem zdrowotny. Choć nie posiadał tak zaawansowanej wiedzy medycznej, to przez jego gesty, dość szybko zrozumiał przekaz. Travers przeniósł wzrok z jego twarzy, na jego rękę. A następnie przed siebie. Nie odpychał go. Nie reagował jakkolwiek negatywnie. Ani też pozytywnie. Neutralnie? Obojętnie?
Kiedy kolega wsadził dłoń pod jego rękaw swetra, przeszedł go lekki dreszcz. Zadziałał tak obcy dotyk, przyzwyczajając się do jego dotyku.
- Ktoś… Kiedyś mówił podobnie.Podobnie, nie tak samo. Zastanawiał się, ale nie chciał wierzyć temu, co mu podpowiada intuicja.
- Ta przypadłość… Ma swoją nazwę?
Zapytał, jednocześnie przenosząc wzrok na Rodolphusa. Jakby wolał to usłyszeć z jego słów, niż się domyślać, strzelać i zrobić z siebie durnia. Spojrzenie rozbawienia. Nicholas w swoim miał pytające, nierozumiejące tego ”uczucia” opisywanego przez Rodolphusa. Czy to znaczyło, że się zakochał? Czy tak opisuje się uczucia do kogoś? Czy to inny rodzaj choroby?