To nie tak, że miała go za głupka, może trochę, ale nie dlatego czuła desperację. Yaxley przyzwyczajona była do tego, że radzi sobie ze swoimi problemami sama. Nie umiała prosić o pomoc, wiedziała jednak, że tym razem nie może działać w pojedynkę, to już była desperacja. Szukanie pomocy u znajomych. Nie znosiła się prosić o przysługi, nawet jeśli za nie płaciła. Crow zresztą cieszył się mieszaną reputacją, w tej chwili jednak przestawała się zastanawiać nad słusznością swoich poczynań. Potrzebowała odpowiedzi, najważniejsze było to, żeby ktokolwiek był w stanie je dla niej uzyskać. Wiedziała, że Flynn potrafił dowiedzieć się wszystkiego, jeśli się tylko trochę postarał, mało kto miał w sobie tyle uroku osobistego, co on.
Mogłaby go zapytać i o pułapkę, pewnie później jej się przyda, tyle, że aktualnie jeszcze sama nie wiedziała na co i czy w ogóle poluje. Crow miał się stać jej przynętą, może więc i miało to więcej wspólnego z polowaniem niż się mogło na początku wydawać? Nie do końca wiedziała jednak, jak mu oznajmić, jaki miała pomysł. Rzucić na wejściu, hej, spróbujesz omamić mojego brata/ wyruchać mojego brata? to drugie brzmiało źle. Zdecydowanie nie powinna sięgać po takie słowa, nie był przecież dziwką, będzie musiała ująć to jakoś inaczej.
Nie poznała go od razu, nie zauważyła, kiedy wszedł do środka. W wyobraźni widziała go w krótszych włosach, pamiętała, że się kręcą, więcej razy zresztą widziała go bez nich.[/]
[a]Dopijała zawarość pierwszej szklanki, gdy dostrzegła, że się zbliża. Uśmiechnęła się na widok mężczyzny, wyglądał dobrze, dłuższe włosy dodawały mu uroku, cieszyła się, że miewa się w miarę dobrze, kilka lat temu zastanawiała się, jak długo jeszcze pożyje przy jego trybie życia. - Cześć, rozgość się, dobrze wyglądasz. - Rzuciła jeszcze lekko, nie wiedzieć czemu pokusiła się na ten komplement. Spojrzała na jego kufel z piwem, po czym przeniosła swój wzrok na butelkę ginu, która stała na stole. - Wzięłam nam gin, nie pamiętałam, co lubisz pić. - Najwyżej wypije tę butelkę sama, to też nie było nic strasznego. Dolała sobie alkoholu do szklanki. - Smakuje obrzydliwie, pewnie jak wszystko w tym miejscu. - Poczuła zapach dymu z jego papierosa, co skłoniło ją do wsadzenia i sobie fajki w usta, odpaliła ją mugolską, srebrną zapalniczką Zippo.
Westchnęła ciężko, kiedy zadał jej pytanie. Czyli już powinna przejść do rzeczy, nie zamierzała udawać, że nie spotkali się tutaj bo miała do niego interes, zresztą wspomniała o tym w liście. - Mam problem, trochę pojebany, chciałabym, żebyś do kogś dotarł i spróbował z niego wyciągnąć nieco informacji, masz znajomości i urok osobisty, którego niejedna osoba ci zazdrości i mało kto jest się w stanie ci oprzeć. - Kolejne komplementy, jakby to miało jej pomóc go przekonać.