14.05.2024, 16:20 ✶
Florence naprawdę nie uważała, że kogokolwiek dręczy. Była po prostu... stanowcza. Błędy winne być wskazywane i naprawiane, w szpitalu musiała panować odpowiednia dyscyplina, buteleczki z eliksirami należało oznaczać we właściwy sposób, a uzdrowiciele nie powinni rzucać w siebie nawzajem zaklęć na korytarzach. Nie wspominając o tym, że na szpitalnych korytarzach nie powinny rozpętywać się burze. Jeśli czasem trzeba było powiedzieć komuś kilka nieprzyjemnych słów, to wynikało to po prostu z konieczności, prawda? Bycie miłym bardzo rzadko w takich sytuacjach doprowadzało do pożądanych rezultatów.
Florence zakładała, że kiedy dasz komuś palec, ten często zechce sięgnąć po całą rękę.
– Mamy tu z jednej strony niezależne zaklęcie, z drugiej klątwę żywiołów. Złe połączenie - powiedziała Bulstrode, marszcząc lekko brwi. Ze słów Stacey wynikało, że pacjent uaktywnił klątwę żywiołów, bo przestraszył się burzy – nawiasem mówiąc było ogromnie ironiczne, że ktoś obarczony klątwą błyskawic bał się burzy właśnie – Florence liczyła więc, że gdy rozproszą chmury i deszcz, ten się uspokoi.
Płonne nadzieje.
Westchnęła na jego propozycję. Czy normalnie by na nią przystała? Oczywiście, że tak. Czy zamierzała pozwolić, aby do obarczonego klątwą żywiołów, potencjalnie niebezpiecznego mężczyzny, podszedł jeden "z jej chłopców"? (Nieważne, że ten konkretny chłopiec był młodszy zaledwie o rok.)
Oczywiście, że nie.
- Jestem pewna, że doskonale dasz sobie radę z rozpraszaniem - zapewniła, po czym ruszyła po prostu po mokrej posadce ku kołyszącemu się w przód i w tył mężczyźnie. Jej wygodne pantofle na płaskiej podeszwie, zakładane specjalnie do szpitala, nieprzyjemnie nasiąkły wodą. Florence uniosła różdżkę i machnęła nią - nie próbowała jednak rozpraszać magii, a... rzucić na chmury silenco. Skoro ten człowiek bał się burzy, może jeżeli te złowrogie pomruki umilkną, poczuje się lepiej? W końcu grzmot wcale nie sprawi, że któreś z nich uniknie błyskawicy, a może ten człowiek się nieco uspokoi.
- Panie Clark? Słyszy mnie pan? – spytała. Swoim zwykłym, spokojnym tonem, jakby wcale nie stała na środku zalanego korytarza, pod burzową chmurką, przed mężczyzną, po którego poranionych dłoniach pełzały co chwila wyładowania. – Może zechciałby pan wstać i przejść ze mną z dala od tej burzy?
Na rozproszenie dźwięków.
Florence zakładała, że kiedy dasz komuś palec, ten często zechce sięgnąć po całą rękę.
– Mamy tu z jednej strony niezależne zaklęcie, z drugiej klątwę żywiołów. Złe połączenie - powiedziała Bulstrode, marszcząc lekko brwi. Ze słów Stacey wynikało, że pacjent uaktywnił klątwę żywiołów, bo przestraszył się burzy – nawiasem mówiąc było ogromnie ironiczne, że ktoś obarczony klątwą błyskawic bał się burzy właśnie – Florence liczyła więc, że gdy rozproszą chmury i deszcz, ten się uspokoi.
Płonne nadzieje.
Westchnęła na jego propozycję. Czy normalnie by na nią przystała? Oczywiście, że tak. Czy zamierzała pozwolić, aby do obarczonego klątwą żywiołów, potencjalnie niebezpiecznego mężczyzny, podszedł jeden "z jej chłopców"? (Nieważne, że ten konkretny chłopiec był młodszy zaledwie o rok.)
Oczywiście, że nie.
- Jestem pewna, że doskonale dasz sobie radę z rozpraszaniem - zapewniła, po czym ruszyła po prostu po mokrej posadce ku kołyszącemu się w przód i w tył mężczyźnie. Jej wygodne pantofle na płaskiej podeszwie, zakładane specjalnie do szpitala, nieprzyjemnie nasiąkły wodą. Florence uniosła różdżkę i machnęła nią - nie próbowała jednak rozpraszać magii, a... rzucić na chmury silenco. Skoro ten człowiek bał się burzy, może jeżeli te złowrogie pomruki umilkną, poczuje się lepiej? W końcu grzmot wcale nie sprawi, że któreś z nich uniknie błyskawicy, a może ten człowiek się nieco uspokoi.
- Panie Clark? Słyszy mnie pan? – spytała. Swoim zwykłym, spokojnym tonem, jakby wcale nie stała na środku zalanego korytarza, pod burzową chmurką, przed mężczyzną, po którego poranionych dłoniach pełzały co chwila wyładowania. – Może zechciałby pan wstać i przejść ze mną z dala od tej burzy?
Na rozproszenie dźwięków.
Rzut PO 1d100 - 44
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!