Pokręciłam głową, gdy powiedział, że "czarodzieje czasem tak bezmyślnie czarują". Roześmiałam się. Czy on teraz usprawiedliwiał Neila? Ale czemu? Poza tym, chłopak nie wyglądał na takiego, który płatał figle. Szczególnie tak kontrowersyjne i o dotkliwych skutkach.
— No, próbowałeś i nie wyszło, więc lepiej zostawić tego całego Neila w spokoju — wzruszyłam ramionami. Sama nie zwykłam robić drugiego podejścia do poznawania osób. Jak od razu poczułam, że z kimś się nie dogadam, to się wycofywałam. Jeśli los nas zetknie później, to się to stanie. Ale nie z mojej strony. Nic na siłę.
— Ojej, warsztat!? To fajno! I jeszcze tak mieszkać w nim! Bardzo wygodnie — odpowiedziałam radośnie, ale Sam westchnął i już sama nie wiedziałam, co mu teraz przeszkadzało. — Ale czego jest za dużo?
Na początku odebrałam samowe "podoba ci się, co?" jako pytanie o pana Longbottoma jako osobę. To by było bardzo w stylu Sama, pytać o człowieka w taki sposób. Ale nie. Mu chodziło o coś innego. Więc szybko przestałam potakiwać głową i szybko zaprzeczyłam.
— Co!? Nie! Nie, nie o to mi... Sam... Nie, nie mów... Y-y, nie... — starałam mu się mu wejść w słowo, by tylko przestał mówić o życiu intymnym pana Longbottoma. Zaczęłam machać rękami w jego stronę, by jeszcze dobitniej przekazać mu swoją myśl, a twarz zaczęła czerwienić się jak rumiane jabłuszko i nie odczerwieniła się nawet, jak już zmienił ten temat.
— Na zakręcony ogonek, i ty to widziałeś? Oh, proszę, zapomnij o tym... — Schowałam twarz w dłoniach (pustych — nożyk i jabłko w którymś momencie po prostu straciło kontakt z moimi rękoma). — A nagrodę, tak, byłam wczoraj. W gabinecie luster. To... To bardzo interesujące miejsce... — wybąkałam. Sam wpędzał mnie w prawdziwą Dolinę Niezręczności.