14.05.2024, 18:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.05.2024, 18:54 przez Leonard Mulciber.)
Choć Leonard z natury był raczej cierpliwym człowiekiem, do brata jakoś zawsze mu jej brakowało. Po głowie od razu zaczęły mu chodzić rozmaite sposoby na zrewanżowanie się w najbliższych dniach. Byłby jeszcze skontrował wypowiedzieć Charliego, ale pech chciał, że do jadalni wkroczył pan domu.
Leonard odchrząknął na widok wuja i udał, że za dłonią, którą akurat przysłonił usta, wcale nie przełknął w pośpiechu kawałka mięsa.
- Moje najszczersze przeprosiny - uśmiechnął się przepraszająco do wuja. - Rzeczywiście zapachy nieco mnie pokonały po dzisiejszym maratonie.
Nie był pewien, czy brat go w tym momencie bronił, czy też podkładał jeszcze bardziej, ale nie miało to dla niego aż tak wielkiego znaczenia. Jeśli miał być szczery, całe to wyczekiwanie, aż cała familia zbierze się do kupy, było stratą czasu i niepotrzebnym nikomu zwyczajem. Nie przepadał za bezczynnym siedzeniem przy stole i wymienianiem sztucznych uprzejmości.
Przedstawionego 'Pana Borgina' staksował od góry do dołu czujnym spojrzeniem. Obecność obcej osoby przy stole była tu rzadkością, ale jeśli mogła nieco rozładować nastroje albo skierować zainteresowanie obecnych na coś innego, niż jego napoczętą kiełbaskę, to nie miał temu absolutnie nic do zarzucenia!
- Dzień dobry - skinął głową Borginowi. - Mnie również miło - dodał dla świętego spokoju.
Chętnie wróciłby na spokojnie do swoich kiełbasek i jajek, ale oczywiście tegoż spokoju nie dało się zaznać, gdy przy stole pojawiła się również Shophie. Lewy kącik ust Leonarda drgnął w kolejnym tiku.
- Hmm, zaskakująco dobrze dziś wyglądać, Sophie. Robiłaś coś z włosami? Wydają się... Jeszcze bardziej rude, niż zazwyczaj - rzucił sucho.
Leonard odchrząknął na widok wuja i udał, że za dłonią, którą akurat przysłonił usta, wcale nie przełknął w pośpiechu kawałka mięsa.
- Moje najszczersze przeprosiny - uśmiechnął się przepraszająco do wuja. - Rzeczywiście zapachy nieco mnie pokonały po dzisiejszym maratonie.
Nie był pewien, czy brat go w tym momencie bronił, czy też podkładał jeszcze bardziej, ale nie miało to dla niego aż tak wielkiego znaczenia. Jeśli miał być szczery, całe to wyczekiwanie, aż cała familia zbierze się do kupy, było stratą czasu i niepotrzebnym nikomu zwyczajem. Nie przepadał za bezczynnym siedzeniem przy stole i wymienianiem sztucznych uprzejmości.
Przedstawionego 'Pana Borgina' staksował od góry do dołu czujnym spojrzeniem. Obecność obcej osoby przy stole była tu rzadkością, ale jeśli mogła nieco rozładować nastroje albo skierować zainteresowanie obecnych na coś innego, niż jego napoczętą kiełbaskę, to nie miał temu absolutnie nic do zarzucenia!
- Dzień dobry - skinął głową Borginowi. - Mnie również miło - dodał dla świętego spokoju.
Chętnie wróciłby na spokojnie do swoich kiełbasek i jajek, ale oczywiście tegoż spokoju nie dało się zaznać, gdy przy stole pojawiła się również Shophie. Lewy kącik ust Leonarda drgnął w kolejnym tiku.
- Hmm, zaskakująco dobrze dziś wyglądać, Sophie. Robiłaś coś z włosami? Wydają się... Jeszcze bardziej rude, niż zazwyczaj - rzucił sucho.