14.05.2024, 19:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.05.2024, 19:29 przez Leonard Mulciber.)
Leonard zawsze sądził, że do każdych warunków był w stanie się przystosować. Czy to pełna głośnych studentów szkoła, czy jeszcze pełniejszy jęczących czarodziejów szpital. Błąd. Do kamienicy, do której w trójkę z ojcem i bratem przeprowadzili się z Oslo, za jasną cholerę przystosować się nie potrafił. Już nie sama ilość ludzi, ale ich przyzwyczajenia, nawyki oraz zakazy i nakazy, których się trzymali, sprawiały, że Leonard coraz bardziej zaczynał myśleć o przeprowadzce na swoje. Potrzebował zaplecza, w którym mógłby urządzić swoją własną pracownię. Pracownię, na którą w rodzinnej kamienicy nikt nie chciał wyrazić zgody. Hmpf. Co za uporczywe podcinanie skrzydeł. Tak jakby sami nie mieli później zbierać owoców jego pracy za półdarmo.
Kręcąc głową do swoich myśli, Leo chyłkiem wsunął się przez drzwi prowadzące do Dziurawego Kotła. Skoro już był w okolicy, mógł chociaż raz zahaczyć o ten obskurny, osławiony z jakiegoś powodu, czarodziejski pub. Ponoć serwis był lepszy, niż wyglądał, więc nie szkodziło zaryzykować.
- Brandy - rzucił do barmana, podchodząc do baru i zasiadając zaraz przy nim.
Coś w zapachu tego przybytku go mierziło, choć nie od razu był pewny co. Miał nadzieje, że nie toalety. Ale nie. To nie były toalety. To był zapach dymu papierosowego. Jakaś kobieta siedzące dwa krzesła dalej wypluwała z siebie kłęby dymu. Litości. Leonard skrzywił się nieco, wyciągnął różdżkę i oczyścił powietrze dookoła siebie.
Kręcąc głową do swoich myśli, Leo chyłkiem wsunął się przez drzwi prowadzące do Dziurawego Kotła. Skoro już był w okolicy, mógł chociaż raz zahaczyć o ten obskurny, osławiony z jakiegoś powodu, czarodziejski pub. Ponoć serwis był lepszy, niż wyglądał, więc nie szkodziło zaryzykować.
- Brandy - rzucił do barmana, podchodząc do baru i zasiadając zaraz przy nim.
Coś w zapachu tego przybytku go mierziło, choć nie od razu był pewny co. Miał nadzieje, że nie toalety. Ale nie. To nie były toalety. To był zapach dymu papierosowego. Jakaś kobieta siedzące dwa krzesła dalej wypluwała z siebie kłęby dymu. Litości. Leonard skrzywił się nieco, wyciągnął różdżkę i oczyścił powietrze dookoła siebie.