Pewnie miał rację. Mogła pić najdroższe wina w najbardziej popularnych miejscach w Londynie, gdyby tylko chciała pewnie mogłaby sobie kupić Wiwernę nawet w tej chwili. Jednak nigdy jej to nie wystarczało, potrzebowała czegoś więcej. Poznać najróżniejszych ludzi, ich historie, uważała, że są ciekawsi od większości bogaczy, nie czerpała przyjemności z tych gier towarzyskich, nie sprawiało jej przyjemności brylowanie pośród elity. Lekka hipokryzja, bo przecież sama była jej częścią, ba mimo tego, że tak tym gardziła, to pojawiała się pośród nich, żeby nie stracić tego, co miała. Musiała utrzymać swój status, aby nadal mieć możliwość podążania ścieżką, którą sobie wybrała. Niby była wolna, jednak nie do końca, wolała się nad tym nie zastanawiać, bo doprowadzało ją to do ogromnego wkurwa, wolała żyć w tej swojej bańce, że może robić to, na co tylko ma ochotę.
- To wiele wyjaśnia. - Nie wiedziała, czy mówi prawdę, czy ją kłamie. Wiedziała, że nie może mu w pełni zaufać, bo tacy jak on zawsze kręcili, z drugiej strony po co miałby ją oszukiwać w takiej banalnej sprawie? - Cieszę się twoim szczęściem, dobrze wiedzieć, że komuś się układa. - Dodała jeszcze, bo chyba oczekiwał, że jakoś na to zareaguje, skoro wspomniał o swojej dupie po raz kolejny. Zrozumiała aluzję, więc na nią zareagowała, może to mu wystarczy.
Ulżyło jej, mógł zauważyć, że wyraz jej twarzy się zmienił. Skoro mu go przedstawiła i o nim pamiętał, to Thoran faktycznie musiał istnieć. Nie był wymysłem jej wyobraźni, jak sugerował Lestrange. Nie była wariatką, nie była pierdolnięta jak jej ojciec, prawda? Skoro Flynn go pamiętał, to musiało być to prawdą.
Nie miała pojęcia o tym, że Crow pieprzył się z jej bratem, nigdy nie wnikała jakoś specjalnie w jego gusta, zresztą Thoran również nie interesował się tym z kim ona sypiała, tak chyba było bezpieczniej, jak ostatnio jej powiedział, nie o wszystkim powinno się rozmawiać z siostrą, dobrze było mieć swoje tajemnice, chociaż takie nieistotne.
Zauważyła zmianę jaka zaszła na jego twarzy, wydawało jej się, że mogło być w tej znajomości coś więcej, skoro na samo wspomnienie tak zareagował, jeszcze jednak nie umiała stwierdzić, co łączyło go z jej bratem. Może dowie się od niego czegoś więcej?
- Czasem to jeszcze nie pedał. Ponoć po trzecim razie się zeruje, kolega mi tak mówił. - Mrugnęła nawet do niego porozumiewawczo, nie oceniała go przez pryzmat jego upodobań, nie obchodziło jej z kim sypia. Miała to naprawdę gdzieś.
Przygasiła peta w pustej szklance, z której nie korzystał Edge, po czym upiła kolejny łyk ginu, powoli docierała do dna, postanowiła więc dolać sobie alkoholu. Łatwiej było rozmawiać, kiedy alkohol płynął w żyłach. - Tak naprawdę to sama nie wiem co o tym myśleć, to jest dziwne. Mój ojciec nie był jedyną osobą, która uważa, że on nie istnieje, po tym zamieszaniu w Beltane zaczęłam szukać Thorana, podejrzewałam, że gdzieś zniknął, wywiało go chuj wie gdzie. Napisałam do naszych wspólnych znajomych, z którymi się trzymał, jeden z nich odpowiedział mi, że nie mam brata bliźniaka, rozumiesz? - Wolała się upewnić, że wie, o co jej chodzi. - Zaczęłam się w tym wszystkim gubić, nie wiem, czy to miał być żart, ale później Gerard, znaczy mój stary też zaczął pierdolić, że nie istnieje żaden Thoran, ale jak on może nie istnieć skoro od zawsze był w moim życiu i ty też go pamiętasz? - Zadała pytanie, chociaż nie spodziewała się, że Edge da jej odpowiedź.