Cóż, kolejna rzecz, która ich łączyła. Geraldine również miała spore doświadczenie w piciu, czy ćpaniu, chociaż to drugie zdarzało jej się ostatnio raczej sporadycznie, szczególnie, kiedy zostawił ją jej chłopak narkoman. Zaczęła trochę gardzić tymi substancjami, bo dostrzegła co potrafią zrobić z człowiekiem, jeśli nie potrafi się ograniczać. Skutecznie ją to odsunęło od pomysłu radzenia sobie z problemami życia doczesnego w ten sposób.
- O, ty też. - Skomentowała jeszcze jego przywitanie. - Wiem, że to może być dla ciebie nowość. - Pociągnęła temat, bo wydawało jej się, że było to dla niego coś dziwnego. Tak, na co dzień raczej się nie stroiła, jednak kiedy miała okazję zdarzało jej się ubrać na siebie coś innego od starego płaszcza i skórzanych spodni. Może nie robiła tego z ogromną przyjemnością, no ale bywały takie sytuacje.
Skorzystała z ramienia, które jej podsunął. Mogli zaliczyć całkiem przyjemny spacer, nie była też w końcu dzikuską, może kiedyś bardziej, ale z wiekiem nieco się uspokoiła, potrafiła się zachować, przynajmniej czasami. Humor miała nie najgorszy mimo lekkiego kaca, który zaczął dawać o sobie znać.
- Męczy mnie pewna sprawa, nie mówiłam ci o tym wczoraj, bo trochę to wszystko dziwne. - Zaczęła mówić, chociaż nie było to dla niej wcale takie proste. Nie przywykła do dzielenia się z innymi swoimi problemami, ale w tej sytuacji nie miała innego wyjścia. Nie była sobie w stanie poradzić bez pomocy.
- Chciałabym znaleźć w bibliotece pewne informacje, nie wiem, czy spotkałeś się kiedyś z czymś takim, ale ostatnio zaczęło mi się mocno mieszać w głowie. - Nie patrzyła na niego kiedy o tym wspominała, bo uważała, że dzieje się coś złego. - Nie wiem, czy kojarzysz, ale mój ojciec kiedyś spadł z konia i też trochę oszalał, obawiam się, że mogę mieć to po nim, chociaż ja nie spadłam z żadnego konia. - Wolała sprostować, skąd mogła wiedzież, że to nie jest jakaś choroba genetyczna. - Pamiętasz mojego brata bliźniaka Thorana? - Musiała zadać to pytanie, bo jego istnienie wcale nie było takie oczywiste dla wszystkich jej znajomych, jak się ostatnio okazywało, zresztą również dla jej ojca.
Szli powoli w kierunku biblioteki Parkinsonów, nie mieli do tego miejsca wcale bardzo daleko.