Przełknęła głośno ślinę, nerwowo, gdy Florence powiedziała, że jest pewna, że nigdy o nim nie wspominała. Jak to w ogóle możliwe? Jak mogło dojść do tego, że nie wspominała swojej przyjaciółce przez tyle lat znajomości o tym, że ma brata bliźniaka, przecież to się nie trzymało kupy, zupełnie. Przerażało ją to wręcz. Widziała, że coś w tym wszystkim nie gra, tylko sama nie miała pojęcia co dokładnie.
- Thoran taki jest, nie robi dobrego wrażenia, z naszej dwójki to ja zawsze byłam postrzegana jako ta wiesz, bardziej ułożona. On jest specyficzny, bardzo. Nie każdemu leży jego towarzystwo. - W stosunku do siostry był uprzejmy, ale do nikogo innego, ostatnio coraz bardziej. Miała wrażenie, że dzieje się coś złego w jego życiu, że z czymś sobie nie radzi. Nie wypytywała go o to jednak, chciała dać mu trochę czasu, a później ewentualnie zareagować. Może niepotrzebnie tyle zwlekała, może to był odpowiedni moment, żeby zainteresować się tym, co się u niego działo. Powinna zrobić to szybciej, ale miała sporo na głowie, oswajała Astarotha w jego nowej życiowej sytuacji, przeżywała swoje rozstanie, miała do siebie żal, że zostawiła go na pastwę losu. Nie sądziła, że ćpa.
- Nic ci się nie stało? - Zapytała roztrzęsiona, to, że Florence siedziała przed nią świadczyło o tym, że nie był to poważny urok, mimo wszystko zmartwiło ją to, że jej brat atakował jej przyjaciół. To było dziwne, bardzo dziwne, po co to robił, czy faktycznie potrzebował leków, był tak zdesperowany, żeby atakować pracowników Munga?
Słuchała uważnie tego, co mówiła Florence. Zaczynała przy tym blednąć, robiła się biała niczym ściana. Przerażały ją jej słowa. - Ja pierdole. Flo, nie wiem, co mu odjebało. Może ma jakieś kłopoty, nie wiem dlaczego z tym do mnie nie przyszedł, przecież bym mu pomogła. Mam pieniądze. Jak to wyskoczył przez okno? Nic mu się nie stało? - Głos jej drżał przy tym wszystkim, bo autentycznie martwiła się o Thorana. Przygasiła papierosa w popielniczce, bo zaaferowana nie zauważyła, że pali już praktycznie filtr i poczuła na ustach ciepło, najprawdopodobniej się lekko poparzyła.
- Myślisz, że może chcieć komuś zrobić krzywdę? - Wszystko ku temu zmierzało, przecież jak zabije kogoś to zaczną go ścigać aurorzy, wyląduje w Azkabanie, jej brat w Azkabanie. - Nie wiem, co się z nim ostatnio dzieje, nie spodziewałam się, że jest tak źle, że jest w stanie zrobić coś takiego. Strasznie mi przykro, że cię to spotkało. Przepraszam. - Nie wiedziała, co innego mogła zrobić.
- On przy mnie jest inny, nie wiem, czy gra, ale nie wiedziałam, że to taka poważna sprawa. - Jej myśli zaczęły krążyć gdzieś daleko, zastanawiała się nad tym, co jej się ostatnio przytrafiło, nad słowami ojca, nad tym, co napisał do niej Louvain... Może czas najwyższy komuś powiedzieć o tym wszystkim, wiedziała, że Florence nie będzie jej oceniać. Odetchnęła głośno.
- Możesz wziąć mnie za wariatkę Flo, ale ostatnio coś się wydarzyło. Byłam u rodziców na kolacji, wiesz, że z moim ojcem jest gorzej, od kiedy spadł z konia. On uważa, że nie mam brata, że Theon nie istnieje. Boję się, że oszalałam, jak Gerard. Gdy byłam u rodziców, przyśnił mi się sen, a raczej koszmar, nigdy w życiu nie przeżyłam czegoś takiego. Coś wyrwało mi serce, nie wie, co to była za istota, ale mówiła jego głosem, Twoje życie jest moje, to były te słowa. Thoran pojawił się w mojej sypialni, po tym jak się obudziłam, zresztą jak praktycznie wszyscy mieszkańcy rezydencji. Uspokoił mnie i powiedział, że to tylko sen. Miałam przebłysk związany z naszym rodzinnym wyjazdem, pytałam go o Egipt, mówił, że był chory, kiedy byliśmy na wakacjach, ale za cholerę nie mogłam sobie tego przypomnieć. Wiesz, jak jest dzieciaki często gubią swoje wspomnienia. Później poszłam do ojca, on mówił, że kupił konia dla mnie, konia, którego dzień wcześniej chciał zabić gołymi rękoma krzycząc, że Thoran nie istnieje. Do tego mój znajomy zasugerował mi w liście, że jestem wariatką i że nie zna żadnego Thorana. - Powiedziała to wszystko na jednym wydechu, nie wiedziała, czy jej słowa był spójne. - Florence, czy ja zwariowałam? - Zapytała jeszcze przyjaciółki patrząc na nią wystraszona, Bulstrode pewnie dawno nie widziała jej w takim stanie.