14.05.2024, 20:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.05.2024, 20:57 przez Florence Bulstrode.)
Cóż, o ile normalnie byłaby może nieco zdziwiona tym, że to Geraldine uważano za bardziej ułożoną, tak spotkanie z Thoranem jasno pokazywało, że taka jest prawda. A złość Florence na Yaxleya i całą sytuację zaczęła powoli rozmywać się, rozpływać w fali zmartwienia o przyjaciółkę.
– Nic mi nie jest. Oszołomił mnie tylko. Musi być wprawiony w urokach. I nie było go pod oknem, nie sądzę więc, że cokolwiek się mu stało – zapewniła, sięgając ku Geraldine, by ująć ją za dłoń i na moment ścisnąć jej palce.
Czy Thoran mógł planować zrobić komuś krzywdę?
Tak, podpowiedziała jej intuicja, jeszcze nim przeanalizowała całą sytuację i doszła do racjonalnego wniosku, że nie było to wykluczone. To paskudne przeczucie, które nawiedziło ją tego dnia, gdy zobaczyła Thorana, wciąż jej nie opuszczało. A jednocześnie wszystko, co mówiła Yaxleyówna, malowało tę sytuację jeszcze dziwniejszymi barwami. Gdyby nie to, że Florence sama spotkała Thorana Yaxleya, że widziała jego dokumenty, pomyślałaby, że ktoś Geraldine zaklął.
A może i tak to zrobił?
Może te dokumenty w Mungu zostawiono celowo, może to w ogóle nie był Thoran Yaxley? Ale czy to czyniło mniej dziwnym to, że Geraldine nagle twierdziła, że ma bliźniaka, o którego istnieniu nie wiedziała Florence?
– Przede wszystkim myślę, że powinnaś pokazać mi jego zdjęcie – powiedziała w końcu, kiedy wysłuchała już całej historii i po chwili milczenia, podczas której rozważała wszystko, co powiedziała jej Geraldine i próbowała uporządkować to jakoś w głowie. Powinny się upewnić, że wyglądał identycznie, choć i to niczego nie gwarantowało: istniały w końcu eliksiry oraz metamorfomadzy. – Może to był ktoś, kto się pod niego podszywał. I nie sądzę, że oszalałaś, ale to co mówisz jest bardzo dziwne, Geraldine. Czy inni pamiętają Thorana? Służba? Astaroth? Twój starszy brat? – dopytała.
Ona nie pamiętała, aby Geraldine miała brata. Znajomy zapewniał, że nie zna żadnego Thorana. I wreszcie Florence pamiętała drobne wzmianki o rodzinie Yaxleyów – o Geraldzie, o Astarothcie, o najstarszym synu, a nawet o Jennifer – ale ani słowa o Thoranie Yaxleyu… Może ją zaklęto?
– Jeśli tak, być może na twojego ojca też rzucono jakiś urok. Albo twój brat…
Zawahała się. Jak miała to powiedzieć? Twój brat może być psychopatą? Może wyczyścił mi pamięć w Mungu, i ten urok wcale nie był nieszkodliwy?
– Może spotkało go coś złego? Uboczne efekty imperiusa? Może z tego powodu robi dziwne rzeczy? – zasugerowała w końcu, bo to też była możliwość, choć zdawała się Florence bardzo mało prawdopodobna. – Mogłabym spróbować spojrzeć w jego przyszłość. Gdybym go zobaczyła. Chociaż po dzisiejszym występie, lepiej, aby on nie widział wtedy mnie.
Cóż, to dało się załatwić modyfikacją wyglądu albo choćby pokazaniem go jej z okna w rodzinnej posiadłości Yaxleyów.
Musiała coś zrobić.
Twoje życie jest moje?
Geraldine niemal na pewno była w niebezpieczeństwie.
– Nic mi nie jest. Oszołomił mnie tylko. Musi być wprawiony w urokach. I nie było go pod oknem, nie sądzę więc, że cokolwiek się mu stało – zapewniła, sięgając ku Geraldine, by ująć ją za dłoń i na moment ścisnąć jej palce.
Czy Thoran mógł planować zrobić komuś krzywdę?
Tak, podpowiedziała jej intuicja, jeszcze nim przeanalizowała całą sytuację i doszła do racjonalnego wniosku, że nie było to wykluczone. To paskudne przeczucie, które nawiedziło ją tego dnia, gdy zobaczyła Thorana, wciąż jej nie opuszczało. A jednocześnie wszystko, co mówiła Yaxleyówna, malowało tę sytuację jeszcze dziwniejszymi barwami. Gdyby nie to, że Florence sama spotkała Thorana Yaxleya, że widziała jego dokumenty, pomyślałaby, że ktoś Geraldine zaklął.
A może i tak to zrobił?
Może te dokumenty w Mungu zostawiono celowo, może to w ogóle nie był Thoran Yaxley? Ale czy to czyniło mniej dziwnym to, że Geraldine nagle twierdziła, że ma bliźniaka, o którego istnieniu nie wiedziała Florence?
– Przede wszystkim myślę, że powinnaś pokazać mi jego zdjęcie – powiedziała w końcu, kiedy wysłuchała już całej historii i po chwili milczenia, podczas której rozważała wszystko, co powiedziała jej Geraldine i próbowała uporządkować to jakoś w głowie. Powinny się upewnić, że wyglądał identycznie, choć i to niczego nie gwarantowało: istniały w końcu eliksiry oraz metamorfomadzy. – Może to był ktoś, kto się pod niego podszywał. I nie sądzę, że oszalałaś, ale to co mówisz jest bardzo dziwne, Geraldine. Czy inni pamiętają Thorana? Służba? Astaroth? Twój starszy brat? – dopytała.
Ona nie pamiętała, aby Geraldine miała brata. Znajomy zapewniał, że nie zna żadnego Thorana. I wreszcie Florence pamiętała drobne wzmianki o rodzinie Yaxleyów – o Geraldzie, o Astarothcie, o najstarszym synu, a nawet o Jennifer – ale ani słowa o Thoranie Yaxleyu… Może ją zaklęto?
– Jeśli tak, być może na twojego ojca też rzucono jakiś urok. Albo twój brat…
Zawahała się. Jak miała to powiedzieć? Twój brat może być psychopatą? Może wyczyścił mi pamięć w Mungu, i ten urok wcale nie był nieszkodliwy?
– Może spotkało go coś złego? Uboczne efekty imperiusa? Może z tego powodu robi dziwne rzeczy? – zasugerowała w końcu, bo to też była możliwość, choć zdawała się Florence bardzo mało prawdopodobna. – Mogłabym spróbować spojrzeć w jego przyszłość. Gdybym go zobaczyła. Chociaż po dzisiejszym występie, lepiej, aby on nie widział wtedy mnie.
Cóż, to dało się załatwić modyfikacją wyglądu albo choćby pokazaniem go jej z okna w rodzinnej posiadłości Yaxleyów.
Musiała coś zrobić.
Twoje życie jest moje?
Geraldine niemal na pewno była w niebezpieczeństwie.