14.05.2024, 22:08 ✶
Wpatrywałem się w nieznajomego, zastanawiając się, w jaki sposób postąpić względem niego i jego pomysłów. Bywałem nieufny względem obcych, a odkąd dołączyłem do kategorii umarlaków, stało się to poniekąd moją obsesją, zdecydowanym przewrażliwieniem. Nie znałem go, nie kojarzyłem, ale ze sposobu zachowania, nie pomijając przy tym jego ubioru, mogłem swobodnie stwierdzić, że miałem do czynienia z mugolem. Dobrze i niedobrze. Z takimi trzeba było się obchodzić z jajkami, ale... Właśnie, było ogromne ALE.
Potrafił sprawnie wiosłować. A bynajmniej tak się reklamował. Potrzebowałem kogoś, kto by nas naprędce przerzucił na wyspę i z powrotem, a Fox zdawał się być osobą, która raczej nikomu nie wchodziła w drogę, ewentualnie kusiła do złego... na swobodny sposób...? Kurdeee... Miałem słabość do takich akcji, akcji, którymi zaraziła mnie Kimi, a w które aktualnie wciągały mnie wszystkie po kolei - zarówno Kimi, jak i Geraldine, a teraz nawet i Daisy. Właśnie, Daisy! Potrzebowała tego tematu, artykułu miesiąca. Zasługiwała na to.
Uniosłem palec, celując nim w nieznajomego, jeśli na mnie nie spojrzał, to chwyciłem z niemałym oddaleniem za trzymaną przez niego linę.
- Z chęcią również to sprawdzę... Z tobą, ale... Mam dwa warunki. Wracamy przed świtem i za nic w świecie niech cię nie kusi dotykanie wody, wychylanie się z łódki, cokolwiek związanego z wodą - ostrzegłem, a właściwie wymogłem obietnicę...? Cóż, niezależnie od tego, w jaki sposób to przyjął, nie wyciągałem do niego dłoni na powitanie, kiedy postanowiłem się przedstawić. - Astaroth jestem. Możesz mi mówić As.
Chwilę czekałem, czy potwierdzi, czy może jednak nie... Niezależnie jednak od werdyktu, zamierzałem się wpakować w te tarapaty. Nie mogłem mugola samego puścić w taką podróż, a obstawiałem, że sam również nie posłuchałby mojego zakazu. Miał broń i te sprawy... Jeszcze zacząłby do mnie strzelać i nie mam pojęcia, w jaki sposób miałbym mu wytłumaczyć, dlaczego łaskawie nie krwawię i dalej stoję. Ciekawe, jacy byli mugole, jeśli chodziło o takie zachowania...? Bardziej potulni czy może bardziej agresywni...?
Cóż, zmierzyłem go jeszcze raz wzrokiem, jak gdybym chciał z tym oglądaniem odkryć jakąś Eurekę, po czym wpakowałem się na łódź. Niech mnie wiezie. Oby tam był jakiś domek albo jakaś jaskinia, jeśli nie uda nam się wrócić przed świtem, inaczej będzie kiepsko.
- Słyszałeś może... o ostatnim zniknięciu...? - zacząłem niepewnie, bo nie wiedziałem, ile informacji dopuszczano do mugolskiej wiedzy. Próbowałem jednak wybadać, ile ten cały Fox wie o sytuacji w Windermere, a tym samym na ile przydatny będzie na wyspie. - Czym się zajmujesz...? Chyba widziałem u ciebie broń? - wypaliłem zaraz, bez pomyślunku. Czasami bywałem zbyt szybki, zbyt ciekawski, zbyt niedomyślny. Ale może to dobrze.
Potrafił sprawnie wiosłować. A bynajmniej tak się reklamował. Potrzebowałem kogoś, kto by nas naprędce przerzucił na wyspę i z powrotem, a Fox zdawał się być osobą, która raczej nikomu nie wchodziła w drogę, ewentualnie kusiła do złego... na swobodny sposób...? Kurdeee... Miałem słabość do takich akcji, akcji, którymi zaraziła mnie Kimi, a w które aktualnie wciągały mnie wszystkie po kolei - zarówno Kimi, jak i Geraldine, a teraz nawet i Daisy. Właśnie, Daisy! Potrzebowała tego tematu, artykułu miesiąca. Zasługiwała na to.
Uniosłem palec, celując nim w nieznajomego, jeśli na mnie nie spojrzał, to chwyciłem z niemałym oddaleniem za trzymaną przez niego linę.
- Z chęcią również to sprawdzę... Z tobą, ale... Mam dwa warunki. Wracamy przed świtem i za nic w świecie niech cię nie kusi dotykanie wody, wychylanie się z łódki, cokolwiek związanego z wodą - ostrzegłem, a właściwie wymogłem obietnicę...? Cóż, niezależnie od tego, w jaki sposób to przyjął, nie wyciągałem do niego dłoni na powitanie, kiedy postanowiłem się przedstawić. - Astaroth jestem. Możesz mi mówić As.
Chwilę czekałem, czy potwierdzi, czy może jednak nie... Niezależnie jednak od werdyktu, zamierzałem się wpakować w te tarapaty. Nie mogłem mugola samego puścić w taką podróż, a obstawiałem, że sam również nie posłuchałby mojego zakazu. Miał broń i te sprawy... Jeszcze zacząłby do mnie strzelać i nie mam pojęcia, w jaki sposób miałbym mu wytłumaczyć, dlaczego łaskawie nie krwawię i dalej stoję. Ciekawe, jacy byli mugole, jeśli chodziło o takie zachowania...? Bardziej potulni czy może bardziej agresywni...?
Cóż, zmierzyłem go jeszcze raz wzrokiem, jak gdybym chciał z tym oglądaniem odkryć jakąś Eurekę, po czym wpakowałem się na łódź. Niech mnie wiezie. Oby tam był jakiś domek albo jakaś jaskinia, jeśli nie uda nam się wrócić przed świtem, inaczej będzie kiepsko.
- Słyszałeś może... o ostatnim zniknięciu...? - zacząłem niepewnie, bo nie wiedziałem, ile informacji dopuszczano do mugolskiej wiedzy. Próbowałem jednak wybadać, ile ten cały Fox wie o sytuacji w Windermere, a tym samym na ile przydatny będzie na wyspie. - Czym się zajmujesz...? Chyba widziałem u ciebie broń? - wypaliłem zaraz, bez pomyślunku. Czasami bywałem zbyt szybki, zbyt ciekawski, zbyt niedomyślny. Ale może to dobrze.