14.05.2024, 22:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2025, 12:08 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Badacz Tajemnic
6.08 - wieczór
Warownia Longbottomów - kuchnia
Warownia Longbottomów - kuchnia
To nie miało być przyjęcie niespodzianka, tylko legitna impreza spodziankowa, bo przecież mogła powiedzieć co na niej chciała. I to było ok, przecież nie mogła mieć za złe Brennie, że ta chciała jej sprawić przyjemność. Co prawda gdyby mogła wybrać to poszłaby z Alastorem na ryby. Nienawidziła być na rybach, to było kurewsko w chuj nudne, ale obecność brata przez tyle godzin w jednym jebanym miejscu, brata, który nigdzie nie znikał, nigdzie się nie spieszył, nigdzie nie miał dodatkowego dyżuru, dodatkowej sprawy, dodatkowych cudzych kurwa raportów do uzupełnienia. Brata który myślał, że se tylko łowi, że należy do swojego ulubionego zajęcia, ale był tylko jej. No. Marzenie ściętej głowy, bo przecież nie na Aliku świat stoi, inni ludzie nadal istnieli. Dlatego nie została u Bertiego w przede dniu imprezy. Chciała, żeby Alastor się wyspał, bo przecież pewnie by czuwał, co jakiś czas ją budził i upewniał się że śpiączka nie wróciła. A Warownia była w chuj bezpieczna. Najbezpieczniejsza buda w całej wsi.
Nie miała ochoty by z kimkolwiek rozmawiać. Już wystarczyło jej czujne spojrzenie papy Morfiny i to nie na jej dupie (której z resztą nie miała) czy cyckach (tu również deficyt), ale na jebanej głowie dociążonej lekami. Zmieniłaś się powiedział, coś mu nie stykało z nią, ale oczywiście nie było czasu by pogadać. Nie miała ochoty na to z resztą. Stresowała się jutrzejszym dniem. Stresowała się koszmarami, które może przyniosą jej Ci, których kochała (bo serce Mildred było bardzo pojemne, ale nikt nie musiał kurwa tego wiedzieć), stresowała się, że będzie ich zbyt wiele, że nie da sobie z nimi rady, że po środku kolorowego party zacznie płakać i krzyczeć, bo głupio podczas swojego przyjęcia otwierać notes i rysować portrety. Rysować trupy. Bała się.
Ale teraz siedziała w kuchni nad całą wielką tacą babeczek, które upierdalała zielonym kremem maślanym, a potem próbowała transmutować masę w gładka masę, co kończyło się tym, że krem wyglądał jak mech. Reversed transmutology bejb! Nawet i takie beztalencie magiczne potrafiło obejść system! Powtarzalność pracy przynosiła jej ukojenie, gdzieśtam przytłumione dźwięki tętniącego życiem domostwa nie były aż przytłaczające, pomagały nie myśleć o jutrze i o tym co ją czeka. W misce obok leżały cukrowe grzybki, paskudnie słodkie, chrupiące w zębach. Miała przeczucie, że za moment może ich zabraknąć bo znikały szybciej niż przyrastały na dekorowanych babeczkach.