15.05.2024, 01:25 ✶
— Chciałbym powiedzieć, że możemy to sobie darować, ale obawiam się, że byłoby to kłamstwo — stwierdził Erik na słowa Rudej.
W takim razie nie oczekiwałbym zbyt wiele, pomyślał z przekąsem, gdy Brenna wspomniała, że podejrzani z Biura Aurorów są sprawą Harper. W pełni rozumiał, że kobieta mogła być wstrząśnięta minionymi wydarzeniami, ale nie była jedyną osobą w Zakonie Feniksa, jakiej dotknęła tragedia w ostatnich miesiącach. Dziwiło go, że jak na kogoś, kto wylądował tak głęboko w strukturach organizacji, zachowywała się tak, jakby funkcjonowała całkowicie niezależnie od reszty tej zbieraniny. Duma? Układy z Dumbledorem? A może była na tyle przewrażliwiona, że to w fundamentalnych członkach organizacji widziała podejrzanych? Pokręcił głową, biorąc głęboki oddech.
— Moglibyśmy z czasem wdrożyć jakieś specjalne procedury — napomknął, upijając nieco herbaty. — Nie mówiąc oczywiście, że chodzi o kontrolę pracowników, ale może coś w rodzaju... Wzmagania produktywności? Podpisywanie listy obecności i powrotów? Konkurs na przykładnego Brygadzistę czy Aurora? Nawet jeśli Moody znowu zamilknie, to można spróbować u Bonesa.
Naturalnie utrudniłoby to także pracę im samym, jednak taka lista obecności z kilku miesięcznych brzmiała jego zdaniem całkiem obiecująco. Wprawdzie trudno byłoby kontrolować to, kto z kim wychodzi na papierosa czy jada obiadki w kafeterii, ale z drugiej strony dostaliby całkiem niezły dostęp do wiadomości o tym, którzy pracownicy towarzyszyli sobie w czasie pracy z własnej woli. Nie żebyśmy wszyscy nie byli jedną wielką wesołą rodziną, dopowiedział sobie Erik, biorąc kolejny łyk ciemnego napoju.
— Dzban ozdobny do domu najeżony zaklęciami negującymi uroki brzmi całkiem nieźle. Alternatywnie, jakiś wisiorek, który mogłaby ze sobą nosić — skomentował na słowa siostry.
Westchnął cicho.
— Mógł po prostu przestać być przydatny — skomentował z kwaśną miną, odstawiając filiżankę z herbatą na spodeczek, zanim pociągnął kolejny łyk. — Jeśli grupa, która go przesłuchiwała, nie wiedziała, jak wedrzeć się do jego umysłu lub miała z tym wyraźny problem, to ograniczyłoby znacznie ich pole do popisu. Musieliby korzystać z tradycyjnych metod. Nikt nie jest niezniszczalny. Mógł się złamać pod wpływem ich środków przymusu. — Westchnął przeciągle, starając się nie wyobrażać sobie, do czego w przypadku Greybacka mogli posunąć się Śmierciożercy. — Albo i w tym aspekcie się im oprzeć. Wówczas mogli stać się na tyle sfrustrowani, że zdecydowali się go pozbyć i zrobić z tego... Cóż, przedstawienie.
Skakał wzrokiem od Heather do Brenny, gdy te zaczęły dyskutować o tym, jak uzyskać szybki dostęp do informacji na temat Greybacka. Zauważył, że siostra wspomniała o Ashling; skoro nawet krewni mężczyzny nie za bardzo wiedzieli, o kogo chodzi, to znalezienie innych osób, które były z nim powiązane mogło okazać się sporym problemem. Zwłaszcza jeśli był to ktoś, kto często się z nim spotykał. Jeśli informacja na temat głowy, która wylądowała w gabinecie Harper, rozniesie się po mieście... To jeszcze bardziej utrudni dostęp do sprawdzonych wiadomości. I odpowiednich kontaktów. Nie zdziwiłby się, gdyby parę osób w ten sposób kompletnie zapadło się pod ziemię. Ktoś mógł się wystraszyć, wiedząc, że po piętach depcze mu zarówno Ministerstwo Magii, jak i wysłannicy Czarnego Pana.
— Jeśli kiedykolwiek wcześniej przewinął się przez system, to powinien widnieć w jakichś kartotekach — zasugerował miękkim głosem. — Nawet jeśli nie mamy jego pełnych akt gdzieś w archiwach departamentu, to może kiedyś źle zaparkował miotłę. Może dostał mandat za zbyt szybkie latanie w strefie miejskiej. Może wdał się w bójkę w barze. Może był świadkiem przy jakiejś burdzie na mieście. Nikt nie jest nieskazitelnie czysty. Musiał się gdzieś przewinąć. Zacząłbym w dokumentach. Gdzieś tam powinien kryć się jego adres, a stamtąd bliska droga do całej masy informacji personalnych albo landlorda, który mu podnajmował lokum.
W takim razie nie oczekiwałbym zbyt wiele, pomyślał z przekąsem, gdy Brenna wspomniała, że podejrzani z Biura Aurorów są sprawą Harper. W pełni rozumiał, że kobieta mogła być wstrząśnięta minionymi wydarzeniami, ale nie była jedyną osobą w Zakonie Feniksa, jakiej dotknęła tragedia w ostatnich miesiącach. Dziwiło go, że jak na kogoś, kto wylądował tak głęboko w strukturach organizacji, zachowywała się tak, jakby funkcjonowała całkowicie niezależnie od reszty tej zbieraniny. Duma? Układy z Dumbledorem? A może była na tyle przewrażliwiona, że to w fundamentalnych członkach organizacji widziała podejrzanych? Pokręcił głową, biorąc głęboki oddech.
— Moglibyśmy z czasem wdrożyć jakieś specjalne procedury — napomknął, upijając nieco herbaty. — Nie mówiąc oczywiście, że chodzi o kontrolę pracowników, ale może coś w rodzaju... Wzmagania produktywności? Podpisywanie listy obecności i powrotów? Konkurs na przykładnego Brygadzistę czy Aurora? Nawet jeśli Moody znowu zamilknie, to można spróbować u Bonesa.
Naturalnie utrudniłoby to także pracę im samym, jednak taka lista obecności z kilku miesięcznych brzmiała jego zdaniem całkiem obiecująco. Wprawdzie trudno byłoby kontrolować to, kto z kim wychodzi na papierosa czy jada obiadki w kafeterii, ale z drugiej strony dostaliby całkiem niezły dostęp do wiadomości o tym, którzy pracownicy towarzyszyli sobie w czasie pracy z własnej woli. Nie żebyśmy wszyscy nie byli jedną wielką wesołą rodziną, dopowiedział sobie Erik, biorąc kolejny łyk ciemnego napoju.
— Dzban ozdobny do domu najeżony zaklęciami negującymi uroki brzmi całkiem nieźle. Alternatywnie, jakiś wisiorek, który mogłaby ze sobą nosić — skomentował na słowa siostry.
Westchnął cicho.
— Mógł po prostu przestać być przydatny — skomentował z kwaśną miną, odstawiając filiżankę z herbatą na spodeczek, zanim pociągnął kolejny łyk. — Jeśli grupa, która go przesłuchiwała, nie wiedziała, jak wedrzeć się do jego umysłu lub miała z tym wyraźny problem, to ograniczyłoby znacznie ich pole do popisu. Musieliby korzystać z tradycyjnych metod. Nikt nie jest niezniszczalny. Mógł się złamać pod wpływem ich środków przymusu. — Westchnął przeciągle, starając się nie wyobrażać sobie, do czego w przypadku Greybacka mogli posunąć się Śmierciożercy. — Albo i w tym aspekcie się im oprzeć. Wówczas mogli stać się na tyle sfrustrowani, że zdecydowali się go pozbyć i zrobić z tego... Cóż, przedstawienie.
Skakał wzrokiem od Heather do Brenny, gdy te zaczęły dyskutować o tym, jak uzyskać szybki dostęp do informacji na temat Greybacka. Zauważył, że siostra wspomniała o Ashling; skoro nawet krewni mężczyzny nie za bardzo wiedzieli, o kogo chodzi, to znalezienie innych osób, które były z nim powiązane mogło okazać się sporym problemem. Zwłaszcza jeśli był to ktoś, kto często się z nim spotykał. Jeśli informacja na temat głowy, która wylądowała w gabinecie Harper, rozniesie się po mieście... To jeszcze bardziej utrudni dostęp do sprawdzonych wiadomości. I odpowiednich kontaktów. Nie zdziwiłby się, gdyby parę osób w ten sposób kompletnie zapadło się pod ziemię. Ktoś mógł się wystraszyć, wiedząc, że po piętach depcze mu zarówno Ministerstwo Magii, jak i wysłannicy Czarnego Pana.
— Jeśli kiedykolwiek wcześniej przewinął się przez system, to powinien widnieć w jakichś kartotekach — zasugerował miękkim głosem. — Nawet jeśli nie mamy jego pełnych akt gdzieś w archiwach departamentu, to może kiedyś źle zaparkował miotłę. Może dostał mandat za zbyt szybkie latanie w strefie miejskiej. Może wdał się w bójkę w barze. Może był świadkiem przy jakiejś burdzie na mieście. Nikt nie jest nieskazitelnie czysty. Musiał się gdzieś przewinąć. Zacząłbym w dokumentach. Gdzieś tam powinien kryć się jego adres, a stamtąd bliska droga do całej masy informacji personalnych albo landlorda, który mu podnajmował lokum.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞