15.05.2024, 02:58 ✶
Życie Erika w ciągu ostatnich dwóch tygodni zmieniło się w istną karuzelę wrażeń. I pomyśleć, że zalążka tych wszystkich kłopotów można było szukać w tym, że Longbottom zgodził się sekundować na pojedynku Philipa Notta, który postanowił sprawdzić się w boju z jednym z mężczyzn z rodu Lestrange. Wprawdzie sam spór między czarodziejami nie miał nic wspólnego z nastrojami detektywa, jednak tuż po tym wydarzeniu miała miejsce pełnia, która zdecydowanie nie skończyła się na niego najlepiej.
Popijawa ze skrzacim bimbrem w roli głównej, desperacki list do Selwyna, wizyta u niego, nagły wyjazd o Little Hangleton, noc spędzonego u Anthony'ego, stresy w pracy związane z tymi wszystkimi nagłymi zmianami. Coś go nawet podkusiło, żeby szukać relaksu w łaźniach miejskich, gdzie natknął się na nikogo innego, jak Vakela Dolohova. A potem już poszło z górki: obchody Lammas w centrum Londynu, potańcówka Brenny i jej pokłosie oraz wisienka na torcie: wesele Perseusza Blacka, z którego wrócił kompletnie styrany.
Większość dnia Erik spędził w sypialni, odsypiając imprezę, która przeciągnęła się do późnych godzin nocnych i dopiero późnym popołudniem, żeby nie powiedzieć, że wieczorem wyściubił nos poza swój pokój i skierował się do kuchni. Kontrowersyjny wybór, biorąc pod uwagę, że to właśnie tutaj wraz z Norą i Morfeuszem wlewał w siebie zapasy pędzonego przez Malwę alkoholu. Wzdrygnął się i poprawił wiązanie grubego granatowego szlafroka. Szklanka wody czy soku pomarańczowego i wróci spać. Bądź co bądź, następnego dnia miał się zjawić na imprezie z okazji...
— Jeszcze przed jedenastymi urodzinami wiedziałem, że jestem czarodziejem, ale nie podejrzewałem, że potrafię powoływać swoje myśli do życia. Co za niespodzianka — odezwał się, stając jak wryty na widok Mildred. Uśmiechnął się niepewnie, nie do końca wiedząc, co dziewczyna tutaj robi. Większość dnia spędził na górze. Brenna pewnie mu zostawiła jakąś notkę. Albo krzyknęła z dołu, że Moody wpadła w odwiedziny. Kolejny zwykły dzień w Warowni. — Miło cię widzieć, Mills.
Wyjął z szafki czystą szklanką i nalał sobie przy stole trochę świeżego soku. Przy okazji schłodził też szkło zaklęciem Glacius. Westchnął z zadowoleniem, gdy po gardle spłynął wychłodzony sok. Dopiero wtedy zbliżył się do dziewczyny, aby przyjrzeć się, co tak właściwie wyrabia w kuchni.
— Widzę, że praca wre — skomentował, postanawiając jednak nie sięgać po słodkie przekąski. Kto wie, czy przypadkiem nie były wypełnione jakimś zaklętym nadzieniem. Zmarszczył lekko czoło, zerkając na Mildred. — Od dawna tu tak siedzisz?
Popijawa ze skrzacim bimbrem w roli głównej, desperacki list do Selwyna, wizyta u niego, nagły wyjazd o Little Hangleton, noc spędzonego u Anthony'ego, stresy w pracy związane z tymi wszystkimi nagłymi zmianami. Coś go nawet podkusiło, żeby szukać relaksu w łaźniach miejskich, gdzie natknął się na nikogo innego, jak Vakela Dolohova. A potem już poszło z górki: obchody Lammas w centrum Londynu, potańcówka Brenny i jej pokłosie oraz wisienka na torcie: wesele Perseusza Blacka, z którego wrócił kompletnie styrany.
Większość dnia Erik spędził w sypialni, odsypiając imprezę, która przeciągnęła się do późnych godzin nocnych i dopiero późnym popołudniem, żeby nie powiedzieć, że wieczorem wyściubił nos poza swój pokój i skierował się do kuchni. Kontrowersyjny wybór, biorąc pod uwagę, że to właśnie tutaj wraz z Norą i Morfeuszem wlewał w siebie zapasy pędzonego przez Malwę alkoholu. Wzdrygnął się i poprawił wiązanie grubego granatowego szlafroka. Szklanka wody czy soku pomarańczowego i wróci spać. Bądź co bądź, następnego dnia miał się zjawić na imprezie z okazji...
— Jeszcze przed jedenastymi urodzinami wiedziałem, że jestem czarodziejem, ale nie podejrzewałem, że potrafię powoływać swoje myśli do życia. Co za niespodzianka — odezwał się, stając jak wryty na widok Mildred. Uśmiechnął się niepewnie, nie do końca wiedząc, co dziewczyna tutaj robi. Większość dnia spędził na górze. Brenna pewnie mu zostawiła jakąś notkę. Albo krzyknęła z dołu, że Moody wpadła w odwiedziny. Kolejny zwykły dzień w Warowni. — Miło cię widzieć, Mills.
Wyjął z szafki czystą szklanką i nalał sobie przy stole trochę świeżego soku. Przy okazji schłodził też szkło zaklęciem Glacius. Westchnął z zadowoleniem, gdy po gardle spłynął wychłodzony sok. Dopiero wtedy zbliżył się do dziewczyny, aby przyjrzeć się, co tak właściwie wyrabia w kuchni.
— Widzę, że praca wre — skomentował, postanawiając jednak nie sięgać po słodkie przekąski. Kto wie, czy przypadkiem nie były wypełnione jakimś zaklętym nadzieniem. Zmarszczył lekko czoło, zerkając na Mildred. — Od dawna tu tak siedzisz?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞