Martwiła się strasznie tym, co się wydarzyło. Skąd mogła wiedzieć, że to nie był dopiero początek? Jeśli Thoran poszedł do Florence, mógł trafić również do innych jej przyjaciół, a może to był zwykły zbieg okoliczności, chociaż zastanawiała się ile jej bliźniak miał procent szans na to, że trafił w tym Mungu akurat do kogoś jej bliskiego? Rzadko kiedy zdarzały się takie zbiegi okoliczności, no ale niby czasem faktycznie miały miejsce. Nie dawało jej to spokój, nic nie było dla niej jasne, tylko coraz bardziej się komplikowało.
Uspokoiła ją nieco odpowiedź przyjaciółki, ulżyło jej. Florence już tu była, dobrze się jej wydawało, może jeszcze nie pomieszało jej się w głowie tak do końca? Może jeszcze wcale nie było tak źle.
- No tak, przecież jesteśmy bliźniakami, urodziliśmy się w Ostarę. - To pytanie spowodowało, że czuła się nieswojo, rozumiała jego sens, skoro w ogóle zaczęły kwestionować istnienie jej brata bliźniaka, jednak nie zmieniało to faktu, że sama sytuacja była naprawdę popierdolona. - Oczywiście nie każde urodziny obchodzimy razem, szczególnie jak zrobiliśmy się starsi, ale wcześniej raczej większość. Mamy też taki rytuał, że chodzimy razem szukać jajek w Ostarę. - Rytuał, którego przestrzegali, bo nadal byli dla siebie ważni w życiu, znajdowali chwilę, żeby wspólnie świętować sabat, a przy okazji swoje urodziny.
Wreszcie podeszła do okna, spojrzała przez nie, miała widok na stajnię, która chyba była jednym z ulubionych miejsc Thorana. - Chodź tu Flo. - Dostrzegła brata zza zasłony, był tam, jak gdyby nigdy nic, gawędził ze stajennym, wiedziała, że ma do niego słabość. Nie chciała się z nim jeszcze konfrotnować, szczególnie, że nie miała pojęcia, co właściwie się działo. Nie mógł wiedzieć, że zaczęła węszyć, szczególnie, że mówił jej, że to wszystko to był sen, że koszmary się zdarzają, jakby nie chciał, żeby interesowała się tematem.