15.05.2024, 09:57 ✶
- Brenna! - na widok koleżanki rozpromieniła się. Dostrzegła, że ta wygląda na niego... Nawet nie zagubioną, ale być może trochę zmęczoną? Przyjrzała się jej uważnie, ale nie dostrzegła specjalnie jakichś ostrzeżeń w postaci cieni pod oczami czy bladej cery, więc uznała, że po prostu sobie coś ubzdurała. Nie pierwszy raz zresztą. - No nie? Wygląda to okropnie. Ok-rop-nie. Jak tylko zobaczyłam, jak to wszystko jest zaniedbane, to aż mi trochę serce drgnęło.
Przytaknęła, bo to była prawda: widok był naprawdę godny pożałowania. Ale to nie brak zadbanego ogrodu, w którym łatwo by mogły kopać, ją najbardziej niepokoił. Wydawało jej się, że gdzieś w tych chaszczach coś mignęło. I nie była pewna czy to było zwierzę, czy być może... Jakaś magiczna roślina?
- Słuchaj, Brenn, nie chcę być pesymistką, ale myślisz, że coś tu mogło się... No wiesz - zamieszkać? - zapytała, mrużąc oczy. Wzrok miała jeszcze dobry, ale do tego mignięcia cienia doszło jeszcze dziwne wrażenie, że coś się na nich patrzy. - Albo czy hodowali tu magiczne rośliny? Takie które, no nie wiem, mogłoby nam zjeść nogę?
Zaśmiała się, chociaż trochę nerwowo. Pokręciła głową, pukając się kilka razy w skroń.
- Wybacz, chyba za dużo się książek naczytałam. Jeśli chodzi o ten pomysł, to myślę że może najlepiej będzie zacząć od usunięcia tej wysokiej trawy? Albo faktycznie spróbujemy zmienić ziemię na przezroczystą. Kształtowanie idzie mi całkiem dobrze, mogę spróbować wyczarować narzędzia i niech one kopią za nas. Niestety nie mamy skrzata, którego mogłabym poprosić o pomoc... Z transmutacją to wolałabym nie odpowiadać na to pytanie - no cóż - jeśli Brenna by drążyła, pewnie Olivia musiałaby podzielić się tą krępującą historią z zajęć, podczas których zmieniła sowę zamiast w piszące pióro: w kartkę ze skrzydłami, która postanowiła im spierdolić przez okno. Szukała jej potem pół dnia, by cofnąć zaklęcie.
Przytaknęła, bo to była prawda: widok był naprawdę godny pożałowania. Ale to nie brak zadbanego ogrodu, w którym łatwo by mogły kopać, ją najbardziej niepokoił. Wydawało jej się, że gdzieś w tych chaszczach coś mignęło. I nie była pewna czy to było zwierzę, czy być może... Jakaś magiczna roślina?
- Słuchaj, Brenn, nie chcę być pesymistką, ale myślisz, że coś tu mogło się... No wiesz - zamieszkać? - zapytała, mrużąc oczy. Wzrok miała jeszcze dobry, ale do tego mignięcia cienia doszło jeszcze dziwne wrażenie, że coś się na nich patrzy. - Albo czy hodowali tu magiczne rośliny? Takie które, no nie wiem, mogłoby nam zjeść nogę?
Zaśmiała się, chociaż trochę nerwowo. Pokręciła głową, pukając się kilka razy w skroń.
- Wybacz, chyba za dużo się książek naczytałam. Jeśli chodzi o ten pomysł, to myślę że może najlepiej będzie zacząć od usunięcia tej wysokiej trawy? Albo faktycznie spróbujemy zmienić ziemię na przezroczystą. Kształtowanie idzie mi całkiem dobrze, mogę spróbować wyczarować narzędzia i niech one kopią za nas. Niestety nie mamy skrzata, którego mogłabym poprosić o pomoc... Z transmutacją to wolałabym nie odpowiadać na to pytanie - no cóż - jeśli Brenna by drążyła, pewnie Olivia musiałaby podzielić się tą krępującą historią z zajęć, podczas których zmieniła sowę zamiast w piszące pióro: w kartkę ze skrzydłami, która postanowiła im spierdolić przez okno. Szukała jej potem pół dnia, by cofnąć zaklęcie.