- Ech, ojciec ciągle gada o tej Karen, odkąd spadł z konia. - To tym się miała zająć po ich ostatniej rozmowie na początku czerwca, bo wydawało się jej, że może to być jakieś stworzenie, które nie daje mu spokoju, ale póki co nie miała czasu się tym zająć, bo inne rzeczy się piętrzyły. Zbyt wiele problemów, jak dla niej jednej, czuła, że zupełnie sobie nie radzi, chociaż bardzo zależało jej na tym, aby pomóc rodzinie, jeśli nie ona, to kto się nimi zaopiekuje? Czuła, że to jej obowiązek. - W tym roku mieliśmy huczne drugie urodziny, bo Thoran się na nich zaręczył, nie pamiętasz tego? - Jak mogłaby zapomnieć tę część imprezy, czy może zjawiła się tu później, po tej części zaręczynowej? - Spóźniłaś się na te przyjęcie? - Nie potrafiła sobie przypomnieć tego szczegółu. - Thoran już może nie jest zaręczony, bo ta jego wybranka uciekła, ale te dwie sprawy były połączone. - Może faktycznie umknęło to Bulstrode, z drugiej strony Florence nigdy się nie spóźniała, zawsze była punktualna, więc i samej Gerry coraz mniej się zgadzało w tym wszystkim.
Bulstrode rownież widziała jej bliźniaka przy stajni, chociaż tyle się zgadzało, to nie mogło oznaczać, że sobie uroiła jego egzystencję, bo przecież stał tam, w całej okazałości i zagadywał stajennego.
- Tylko po co, skoro zostawił dokumenty? - Kolejne pytanie, może był nieostrożny i przez to nie posprzątał śladów, jednak skoro rzucił na nią urok i trafił, to nie powinien się spieszyć, aż tak bardzo. Nic nie pasowało Geraldine w tej historii, i chyba to ją najbardziej martwiło, bo prakowało w tym jakiejkolwiek oczywistości.
Przyglądała się Flo, kiedy ta spoglądała na Thorana zza szyby. Nie przeszkadzała jej, milczała, wiedziała, że jej gadanie mogłoby jej nie pozwolić w pełni się skupić. Musiała zaczekać, aż przyjaciółka skończy.
Nie do końca wiedziała, jak działa ta zdolność, Ger była raczej bardzo sceptycznie nastawiona do wróżbiarstwa, chociaż samo jasnowidztwo uznawała za nieco bardziej wiarygodne, bo możliwe było to, że niektóre osoby posiadają dar, zdecydowanie bardziej w to wierzyła niżeli we wróżenie z fusów, czy kart.
- Tak naprawdę tyle, co nic, nigdy jakoś specjalnie nie wchodziłam w te tematy, nie interesowały mnie, wiesz, że jestem człowiekiem czynów, nie rozważań. - Geraldine wolała działać, niżeli gdybać o tym co będzie, nigdy nie wchodziła w takie przemyślenia.
- Czyli ty widzisz tylko to, co ja mam w planach zrobić, chyba rozumiem. - Słuchała uważnie tłumaczenia przyjaciółki, aby nic nie przegapić, bo nie było to dla niej coś oczywistego. Była mocno skupiona na Florence.
Zastanowiła się chwilę nad tym, co jej przekazała po tym, gdy spojrzała na jej brata. - Czy to nie oznacza, że ma wiele planów? - To było pierwsze co przyszło jej na myśl, może rozpisał sobie w głowie swój najbliższy kwartał, czy rok życia, tylko czy myślał o tym wszystkim teraz? Nie miała pojęcia, jak to do końca działało. - Kilkanastu osób? To dużo, chyba dużo, jest to w ogóle możliwe? - Nie wątpiła w to, co widziała Florence, bo wierzyła w jej profesjonalizm, nigdy jej dotąd nie zawiodła.