15.05.2024, 19:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.05.2024, 21:29 przez Millie Moody.)
rozmawiam przy stole z Erikiem, przytulam się do niego, smęce, a potem ide do Caina, Isaaca i Morpheusa i odpierdalam szajs i podejmuje próbę ucieczki w stronę Patricka i Basiliusa
– Ty w tym swoim nazwisku to masz przede wszystkim BAG przedziurawione przez SHOT, nic dziwnego, żeś się jeszcze tony bękartów nie dorobił dupku! – żachnęła się wściekle w stronę odchodzącego Isaaca, ale nie zamierzała już tej pyskówki kontynuować, bez względu na to, czy jej dawny... ktoś zamierzał w to brnąć.
Tymczasem efekt zjedzonego ciasteczka dopiero powoli mijał, jej włosy falowały nad głową. Uśmiechała się przypatrując mechowym babeczkom z których wyrastały różnobarwne cukrowe grzyby, które "wspólnie" robili z Erikiem i chwilę później zwróciła się do niego:
– Wczoraj by mi wystarczyło za prezent, nie myślałam, że kiedykolwiek się skusisz na moje wróżby. Ale.. khm... dzięki. – nie zauważył nawet kiedy wątłe ramiona w czarnym golfie objęły go, bezczelnie wykorzystały fakt, że był niższy, że w końcu to jego można było zamknąć w uścisku a nie odwrotnie.
– Chujowo. Chujowo się czuje, ale z Wami jest trochę mniej chujowo. Dziękuję. – szepnęła, ledwie słyszalnie pociągając nosem. Głupio było się tak mazgaić, może jednak powinna zgodnie z pierwotnym planem stąd spierdolić? Może nikt by nie zauważył? – Em... za Tobą są o drzewo oparte drewniane flamingi, mogą Ci się przydać wiesz... jakbyś chciał sobie poodbijać jak za starych dobrych lat. Maluchu – odsunęła się nagle i potarmosiła ręką perfekcyjnie ułożone włosy pana pięknisia. Jedyna taka okazja.
A potem sięgnęła po fiolkę z wykaligrafowanym napisem Drink me!
– Pod Twoją trzydziestkę, abyś Ty zaczął falę, a ja żebym ją skończyła. Żebyśmy w przyszłym roku spotkali się w tym samym, jak nie większym gronie!– wzniosła toast kończąc go w kierunku wszystkich i wypiła zawartość buteleczki, a jej skóra momentalnie roziskrzyła się brokatowo. Mildred zaśmiała się krótko, niemal jakby szczekała. – Jest i farbowany jednorożec! – zsunęła zarękawia, by było widać więcej jej bladej skóry lśniącej teraz niczym rybia łuska. A potem wzięła dwa ciasta z kremem, rozłożyste placki, z wielu ustawionych na stole słodkości poza tortem, babeczkami i ciasteczkami ekstra i podeszła do Caina, Isaaca i Morpheusa, po czym zasadziła jedno z tych ciast prosto Cainowi w twarz.
– W białym Ci ładniej niż w zielonym kapeluszniku. – wspięła się na palce i cmoknęła go w okremowany nos, zlizując trochę, a co miało się zmarnować? Cmoknęła raz, cmokneła drugi patrząc się prosto w Cainowe oczęta. A potem odwróciła się i cisnęła drugim ciastem w Isaaca, na oślep, tam gdzie powinien mieć swój głupi ryj i z piskiem uciekła w kierunku narożnika całej imprezy gdzie stały flamingowe kije do krokieta. Krykieta? Jeden chuj.
!drinkme
– Ty w tym swoim nazwisku to masz przede wszystkim BAG przedziurawione przez SHOT, nic dziwnego, żeś się jeszcze tony bękartów nie dorobił dupku! – żachnęła się wściekle w stronę odchodzącego Isaaca, ale nie zamierzała już tej pyskówki kontynuować, bez względu na to, czy jej dawny... ktoś zamierzał w to brnąć.
Tymczasem efekt zjedzonego ciasteczka dopiero powoli mijał, jej włosy falowały nad głową. Uśmiechała się przypatrując mechowym babeczkom z których wyrastały różnobarwne cukrowe grzyby, które "wspólnie" robili z Erikiem i chwilę później zwróciła się do niego:
– Wczoraj by mi wystarczyło za prezent, nie myślałam, że kiedykolwiek się skusisz na moje wróżby. Ale.. khm... dzięki. – nie zauważył nawet kiedy wątłe ramiona w czarnym golfie objęły go, bezczelnie wykorzystały fakt, że był niższy, że w końcu to jego można było zamknąć w uścisku a nie odwrotnie.
– Chujowo. Chujowo się czuje, ale z Wami jest trochę mniej chujowo. Dziękuję. – szepnęła, ledwie słyszalnie pociągając nosem. Głupio było się tak mazgaić, może jednak powinna zgodnie z pierwotnym planem stąd spierdolić? Może nikt by nie zauważył? – Em... za Tobą są o drzewo oparte drewniane flamingi, mogą Ci się przydać wiesz... jakbyś chciał sobie poodbijać jak za starych dobrych lat. Maluchu – odsunęła się nagle i potarmosiła ręką perfekcyjnie ułożone włosy pana pięknisia. Jedyna taka okazja.
A potem sięgnęła po fiolkę z wykaligrafowanym napisem Drink me!
– Pod Twoją trzydziestkę, abyś Ty zaczął falę, a ja żebym ją skończyła. Żebyśmy w przyszłym roku spotkali się w tym samym, jak nie większym gronie!– wzniosła toast kończąc go w kierunku wszystkich i wypiła zawartość buteleczki, a jej skóra momentalnie roziskrzyła się brokatowo. Mildred zaśmiała się krótko, niemal jakby szczekała. – Jest i farbowany jednorożec! – zsunęła zarękawia, by było widać więcej jej bladej skóry lśniącej teraz niczym rybia łuska. A potem wzięła dwa ciasta z kremem, rozłożyste placki, z wielu ustawionych na stole słodkości poza tortem, babeczkami i ciasteczkami ekstra i podeszła do Caina, Isaaca i Morpheusa, po czym zasadziła jedno z tych ciast prosto Cainowi w twarz.
– W białym Ci ładniej niż w zielonym kapeluszniku. – wspięła się na palce i cmoknęła go w okremowany nos, zlizując trochę, a co miało się zmarnować? Cmoknęła raz, cmokneła drugi patrząc się prosto w Cainowe oczęta. A potem odwróciła się i cisnęła drugim ciastem w Isaaca, na oślep, tam gdzie powinien mieć swój głupi ryj i z piskiem uciekła w kierunku narożnika całej imprezy gdzie stały flamingowe kije do krokieta. Krykieta? Jeden chuj.
!drinkme