23.12.2022, 12:15 ✶
Florence skrywała empatię, całkiem sporą za pewną oschłością, która znikała głównie wobec młodszych krewnych i za maską surowości, którą z kolei zdejmowała bardzo rzadko, nawet przy najbliższych. Musiałaby być jednak dużo, dużo okrutniejsza niż była, aby odepchnąć Patricka w sytuacji, w której się znalazł. Obejmowała go więc po prostu, w ten niewerbalny sposób starając się pokazać, że ktoś jest obok, bo ludzie już tak mieli, że pewne rzeczy łatwiej było znieść, jeśli mogli na kimś się oprzeć.
Zesztywniała na moment, gdy wspomniał o tym, że nie może jej darować… bo samobójstwo tak bardzo nie pasowało do radosnej Kordelii Avery. Wiedziała, oczywiście, że czasem nagle życie odbierał sobie ktoś, po kim nikt by się tego nie spodziewał. Kto pozornie nie miał ku temu żadnych powodów. Zdarzyło się nawet dwa czy trzy razy, że tacy niedoszli samobójcy, jeśli spróbowali użyć ku temu magii, trafiali na jej oddział.
Ale nie potrafiła połączyć samobójczej śmierci i Avery.
Przesunęła w końcu dłonią po jego plecach, wciąż zapatrzona gdzieś w ciemność. Co takiego się stało, że Clare zdecydowała się odebrać sobie życie? Czy to na pewno nie był jakiś nieszczęśliwy wypadek?
- Nie wierzę, że chodziło tylko o wasze zerwanie. Może miała inne problemy – wyszeptała. To była tylko część myśli krążących jej po głowie: których nie chciała wypowiadać, bo Patrick miał dostateczny mętlik w głowie i sercu. Powstrzymała też wszystkie pytania, cisnące się na usta. Nie pora, nie czas na to. Czegoś się dowiedzieć spróbuje później.
– Oczywiście, że się zjawiłam – powiedziała już znów spokojnym tonem, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Wyswobodziła się ostrożnie z jego objęć, odsuwając się trochę. – I oczywiście, że nie wrócisz sam do mieszkania. Wybieraj. Idziemy razem do ciebie albo do mnie. Moja kanapa jest całkiem wygodna, mam też trochę ziół na sen, jeśli byś ich potrzebował – poinformowała tonem, nie znoszącym sprzeciwu, mniej więcej takim, jakiego używała, gdy ordynowała zalecenia pacjentowi. Nawet przez ułamek sekundy nie przyszło jej do głowy, że mogłaby zostawić tej nocy Stewarda samego sobie. Już pomijając to, że nie powinien zostać sam ze swoim smutkiem… Był podpity, omal nie zamarzł w parku, a wcześniej wdał się w bójkę z dwójką mugoli i puszczenie go samopas było po prostu niebezpieczne. Nigdy by sobie nie wybaczyła, gdyby coś mu się tej nocy stało.
Orion, na szczęście, miał dziś nocną służbę. A Atreus… pewnie był w kasynie, a jeśli nie, to miała do dyspozycji dwa własne pokoje w ich kamienicy, na innym piętrze niż bracia, pewnie i tak nie zwróci uwagi, a nawet jeżeli brat by ich zobaczył i coś źle by zrozumiał, to on akurat nie należał do osób, które robiłyby jakieś problemy.
Zesztywniała na moment, gdy wspomniał o tym, że nie może jej darować… bo samobójstwo tak bardzo nie pasowało do radosnej Kordelii Avery. Wiedziała, oczywiście, że czasem nagle życie odbierał sobie ktoś, po kim nikt by się tego nie spodziewał. Kto pozornie nie miał ku temu żadnych powodów. Zdarzyło się nawet dwa czy trzy razy, że tacy niedoszli samobójcy, jeśli spróbowali użyć ku temu magii, trafiali na jej oddział.
Ale nie potrafiła połączyć samobójczej śmierci i Avery.
Przesunęła w końcu dłonią po jego plecach, wciąż zapatrzona gdzieś w ciemność. Co takiego się stało, że Clare zdecydowała się odebrać sobie życie? Czy to na pewno nie był jakiś nieszczęśliwy wypadek?
- Nie wierzę, że chodziło tylko o wasze zerwanie. Może miała inne problemy – wyszeptała. To była tylko część myśli krążących jej po głowie: których nie chciała wypowiadać, bo Patrick miał dostateczny mętlik w głowie i sercu. Powstrzymała też wszystkie pytania, cisnące się na usta. Nie pora, nie czas na to. Czegoś się dowiedzieć spróbuje później.
– Oczywiście, że się zjawiłam – powiedziała już znów spokojnym tonem, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Wyswobodziła się ostrożnie z jego objęć, odsuwając się trochę. – I oczywiście, że nie wrócisz sam do mieszkania. Wybieraj. Idziemy razem do ciebie albo do mnie. Moja kanapa jest całkiem wygodna, mam też trochę ziół na sen, jeśli byś ich potrzebował – poinformowała tonem, nie znoszącym sprzeciwu, mniej więcej takim, jakiego używała, gdy ordynowała zalecenia pacjentowi. Nawet przez ułamek sekundy nie przyszło jej do głowy, że mogłaby zostawić tej nocy Stewarda samego sobie. Już pomijając to, że nie powinien zostać sam ze swoim smutkiem… Był podpity, omal nie zamarzł w parku, a wcześniej wdał się w bójkę z dwójką mugoli i puszczenie go samopas było po prostu niebezpieczne. Nigdy by sobie nie wybaczyła, gdyby coś mu się tej nocy stało.
Orion, na szczęście, miał dziś nocną służbę. A Atreus… pewnie był w kasynie, a jeśli nie, to miała do dyspozycji dwa własne pokoje w ich kamienicy, na innym piętrze niż bracia, pewnie i tak nie zwróci uwagi, a nawet jeżeli brat by ich zobaczył i coś źle by zrozumiał, to on akurat nie należał do osób, które robiłyby jakieś problemy.