15.05.2024, 20:44 ✶
Thomas nie należał do osób mściwych i pamiętliwych, a przynajmniej jeśli w grę wchodziły jakieś drobnostki. Więc nie, dawanie mandatów nie było czymś, co służyło karaniu kogoś, kto mu podpadł. Szczególnie niezasłużenie. Zresztą…
- Jeśli ktoś mnie wkurzy tak, bym chciał się zemścić, to raczej zrobiłbym to poza pracą, a nie zasłaniając się mundurem. No, chyba, że mówimy o zrobieniu mi czegoś naprawdę koszmarnego, ale wtedy mandat raczej by nie wystarczył. Nie bardzo chyba wierzę w zemstę jako taką, bardziej, nie wiem, w sprawiedliwość? Wiem, wiem, strasznie to prawe i w ogóle, ale zawsze chciałem wierzyć w lepszy świat. - Uniósł jeden kącik ust wiedząc, że to naiwne. Ale trochę taki był. Chciał widzieć na świecie jak najwięcej dobra.
Nawet nie zauważył jak wiele powiedział Gerry przez ten krótki czas, jaki ze sobą rozmawiali. Nie bał się mówić o tym, co myśli, co czuje i rzucać swoimi drobnymi sekretami. Czuł, że nie zostanie wyśmiany, a nawet jeśli, to mógł to przeżyć, jeśli rzeczywiście ją rozbawi. Było mu, cóż, błogo. Na duszy.
- Trochę tak. Z częścią rodzeństwa ostatnio się trochę pogłębił, ale z pozostałymi próbuję chyba ostatnio trochę to wszystko odbudować. Nie wiem jak to wszystko do końca wyjdzie, ale wiesz, to rodzina. Czasem cię wkurzą i masz ich dość, ale ich kochasz. I wybaczasz, szybciej, niż pewnie się powinno. - Przynajmniej na razie. Potrafił zrozumieć wszystko co ich spotkało i choć nie zawsze było kolorowo, tak nigdy nie poczuł się nieodwracalnie skrzywdzony.
Czasem po prostu bolał go ten kompletny brak zrozumienia, który, jak zdał sobie sprawę, nie musiał być oczywistością.
Zaśmiał się, na zapewnienie ochrony. Nie dlatego, że nie wierzył w Gerry. Raczej przez to, że sama wizja bycia księżniczką w wieży go rozbawiła.
- Będziesz moim rycerzem na białym koniu? Choć znając ciebie, wparowałabyś na smoku i nawet bym nie mrugnął okiem. No, dobra, może jednak bym mrugnął, ale wiem, że mogę jak coś na ciebie liczyć. - Nie, żeby chciał potrzebować pomocy, bo w końcu miał swoją męską dumę i wolał problemy rozwiązywać samemu. Choć już się przekonał, że istnieją sytuacje beznadziejne, gdzie jeśli chce się żyć, trzeba ją przełknąć.
Whisky wypita podczas toastu przyjemnie paliła. Czasem czuł się niepewnie, zastanawiając, ile osób czyha na jego życie i jak szybko może ktoś chcieć je dokończyć. Wiedział, że takie osoby istnieją bo już próbowali. A jednak dzięki Gerry czuł w tej chwili, że może nie jest tak źle i jednak dadzą radę. Że są po prostu lepsi i to jest ich przewaga.
- Dzięki. Naprawdę dobrze czasem to usłyszeć. Cieszę się, że też jesteś lepsza od nich wszystkich. Ostatnio nawet z zaufaniem jest ciężko, gdy wiesz, nie wie się co i jak i kto stoi po jakiej stronie, mimo, że się nie przyznaje. Kiedyś ktoś popadnie w paranoję, mówię ci. - Westchnął, biorąc kolejny duży łyk alkoholu.
Podobało mu się, gdy tak wisiała nad nim, a jej włosy lekko opadały na jej twarz, przysłaniając ją lekko. Uśmiechał się mimowolnie na ten widok, wędrując wzrokiem po jej oczach, policzkach, wargach i nosie.
- Umówieni. - Rzucił, wiedząc, że nawet jeśli jednak przegra, nie będzie czuł się z tym źle. Nie jeśli to ona miała wygrać i mieć na ustach ten swój radosny uśmiech.
- Jeśli ktoś mnie wkurzy tak, bym chciał się zemścić, to raczej zrobiłbym to poza pracą, a nie zasłaniając się mundurem. No, chyba, że mówimy o zrobieniu mi czegoś naprawdę koszmarnego, ale wtedy mandat raczej by nie wystarczył. Nie bardzo chyba wierzę w zemstę jako taką, bardziej, nie wiem, w sprawiedliwość? Wiem, wiem, strasznie to prawe i w ogóle, ale zawsze chciałem wierzyć w lepszy świat. - Uniósł jeden kącik ust wiedząc, że to naiwne. Ale trochę taki był. Chciał widzieć na świecie jak najwięcej dobra.
Nawet nie zauważył jak wiele powiedział Gerry przez ten krótki czas, jaki ze sobą rozmawiali. Nie bał się mówić o tym, co myśli, co czuje i rzucać swoimi drobnymi sekretami. Czuł, że nie zostanie wyśmiany, a nawet jeśli, to mógł to przeżyć, jeśli rzeczywiście ją rozbawi. Było mu, cóż, błogo. Na duszy.
- Trochę tak. Z częścią rodzeństwa ostatnio się trochę pogłębił, ale z pozostałymi próbuję chyba ostatnio trochę to wszystko odbudować. Nie wiem jak to wszystko do końca wyjdzie, ale wiesz, to rodzina. Czasem cię wkurzą i masz ich dość, ale ich kochasz. I wybaczasz, szybciej, niż pewnie się powinno. - Przynajmniej na razie. Potrafił zrozumieć wszystko co ich spotkało i choć nie zawsze było kolorowo, tak nigdy nie poczuł się nieodwracalnie skrzywdzony.
Czasem po prostu bolał go ten kompletny brak zrozumienia, który, jak zdał sobie sprawę, nie musiał być oczywistością.
Zaśmiał się, na zapewnienie ochrony. Nie dlatego, że nie wierzył w Gerry. Raczej przez to, że sama wizja bycia księżniczką w wieży go rozbawiła.
- Będziesz moim rycerzem na białym koniu? Choć znając ciebie, wparowałabyś na smoku i nawet bym nie mrugnął okiem. No, dobra, może jednak bym mrugnął, ale wiem, że mogę jak coś na ciebie liczyć. - Nie, żeby chciał potrzebować pomocy, bo w końcu miał swoją męską dumę i wolał problemy rozwiązywać samemu. Choć już się przekonał, że istnieją sytuacje beznadziejne, gdzie jeśli chce się żyć, trzeba ją przełknąć.
Whisky wypita podczas toastu przyjemnie paliła. Czasem czuł się niepewnie, zastanawiając, ile osób czyha na jego życie i jak szybko może ktoś chcieć je dokończyć. Wiedział, że takie osoby istnieją bo już próbowali. A jednak dzięki Gerry czuł w tej chwili, że może nie jest tak źle i jednak dadzą radę. Że są po prostu lepsi i to jest ich przewaga.
- Dzięki. Naprawdę dobrze czasem to usłyszeć. Cieszę się, że też jesteś lepsza od nich wszystkich. Ostatnio nawet z zaufaniem jest ciężko, gdy wiesz, nie wie się co i jak i kto stoi po jakiej stronie, mimo, że się nie przyznaje. Kiedyś ktoś popadnie w paranoję, mówię ci. - Westchnął, biorąc kolejny duży łyk alkoholu.
Podobało mu się, gdy tak wisiała nad nim, a jej włosy lekko opadały na jej twarz, przysłaniając ją lekko. Uśmiechał się mimowolnie na ten widok, wędrując wzrokiem po jej oczach, policzkach, wargach i nosie.
- Umówieni. - Rzucił, wiedząc, że nawet jeśli jednak przegra, nie będzie czuł się z tym źle. Nie jeśli to ona miała wygrać i mieć na ustach ten swój radosny uśmiech.