23.12.2022, 12:32 ✶
- Ten manifest na pewno brzmi, jakby był bardzo pewny siebie. I przygotowany, a to w najbliższym czasie oznacza dla nas wiele problemów – zgodziła się Brenna. Nie wątpiła, że wiele osób zbagatelizuje te wiadomości. Na razie. Że potraktują Voldemorta jako szaleńca, który nic nie zrobi albo szybko zostanie ujęty.
Brenna pracowała jednak w BUM dostatecznie długo, aby od jakiegoś czasu przeczuwać coś więcej. Tajemnicze zaginięcie czarownicy, której nie udało się odszukać. Ciało, znalezione w jakiejś alejce i sprawa przejęta przez aurorów. Nobby Leach i jego choroba oraz cały harmider, jaki się wtedy podniósł. Sugestie, że za naganką stało coś więcej. Nawet eskalacja podczas Marszu Charłaków. Wszystko zapowiadało nadejście czegoś… kogoś. I już wiedzieli kogo.
- O Albusie Dumbledore? Całkiem sporo – powiedziała, podnosząc się, gdy czajnik zagwizdał. Machinalnymi ruchami nasypała do dwóch koszyczków liści herbaty, a potem je zalała. Przez chwilę, nim wróciła z nimi do stołu, patrzyła za okno: na sad, w tej porze roku i tej pogodzie, tak ponuro się prezentujący. Wiatr szarpiący gałęziami drzew pozbawionych liści, deszcz siekający o szybę, szarość nieba. Odpowiednia atmosfera do takich rozmów. Voldemort wybrał sobie doprawdy idealny moment na swoje ogłoszenie.
- Ale chyba nie będziemy organizowały konkursu wiedzy z jego biografii? – spytała, wracając do blatu, ustawiając na nim filiżanki. – Bo jeśli tak, to jako młody człowiek mieszkał tu w Dolinie Godryka, niektórzy sąsiedzi wciąż lubią o nim rozmawiać, a jeżeli chodzi o ulubiony przysmak, jestem prawie pewna, że to będą cytrynowe dropsy. Mleka? Cukru? – spytała, nim zajęła miejsce, spoglądając na Idę uważnie.
Brenna niekoniecznie była znawcą charakterów. Do tej pory zresztą miała tendencje do wychodzenia z wyciągniętą ręką do każdego. I choć od teraz było jej pisane przestać ufać innym i spoglądać na świat z lekką paranoją, nie raz, nie dwa miała nie dostrzec w kimś mroku.
Ale Ida miała wręcz wypisane na twarzy, że przyszła tu w poważnej sprawie. Słowa o Voldemorcie i Albusie ładnie wpasowywały się w tę układankę. Longbottom nie musiała być aurowidzem, legimentą czy nawet osobą szczególnie spostrzegawcza, aby to wszystko sobie mniej więcej poukładać. Powinna się z tego powodu niepokoić. A paradoksalnie, czuła niemalże ulgę, bo najwyraźniej nie tylko ona przejęła się tym manifestem tak bardzo. I chociaż nie zdążyła wymyśleć, co zrobić z tym dalej, niewykluczone, że zrobił to za nią już ktoś inny.
- Nie bawmy się w podchody, Ida – poprosiła w końcu, obdarzając kobietę uśmiechem. Niezbyt szerokim może, trochę bladym, niekoniecznie pasującym do sytuacji, pogody, tematu rozmowy i nastroju Moody, za to bardzo pasującym do Brenny. – Powiedz po prostu, czego ty, Dumbledore i tajemniczy „wy” ode mnie oczekujecie. Obie wiemy, że się zgodzę. No, chyba że będzie to ode mnie wymagało poświęcenia pierworodnego, przypadkiem nie mam takiego na zbyciu.
Brenna pracowała jednak w BUM dostatecznie długo, aby od jakiegoś czasu przeczuwać coś więcej. Tajemnicze zaginięcie czarownicy, której nie udało się odszukać. Ciało, znalezione w jakiejś alejce i sprawa przejęta przez aurorów. Nobby Leach i jego choroba oraz cały harmider, jaki się wtedy podniósł. Sugestie, że za naganką stało coś więcej. Nawet eskalacja podczas Marszu Charłaków. Wszystko zapowiadało nadejście czegoś… kogoś. I już wiedzieli kogo.
- O Albusie Dumbledore? Całkiem sporo – powiedziała, podnosząc się, gdy czajnik zagwizdał. Machinalnymi ruchami nasypała do dwóch koszyczków liści herbaty, a potem je zalała. Przez chwilę, nim wróciła z nimi do stołu, patrzyła za okno: na sad, w tej porze roku i tej pogodzie, tak ponuro się prezentujący. Wiatr szarpiący gałęziami drzew pozbawionych liści, deszcz siekający o szybę, szarość nieba. Odpowiednia atmosfera do takich rozmów. Voldemort wybrał sobie doprawdy idealny moment na swoje ogłoszenie.
- Ale chyba nie będziemy organizowały konkursu wiedzy z jego biografii? – spytała, wracając do blatu, ustawiając na nim filiżanki. – Bo jeśli tak, to jako młody człowiek mieszkał tu w Dolinie Godryka, niektórzy sąsiedzi wciąż lubią o nim rozmawiać, a jeżeli chodzi o ulubiony przysmak, jestem prawie pewna, że to będą cytrynowe dropsy. Mleka? Cukru? – spytała, nim zajęła miejsce, spoglądając na Idę uważnie.
Brenna niekoniecznie była znawcą charakterów. Do tej pory zresztą miała tendencje do wychodzenia z wyciągniętą ręką do każdego. I choć od teraz było jej pisane przestać ufać innym i spoglądać na świat z lekką paranoją, nie raz, nie dwa miała nie dostrzec w kimś mroku.
Ale Ida miała wręcz wypisane na twarzy, że przyszła tu w poważnej sprawie. Słowa o Voldemorcie i Albusie ładnie wpasowywały się w tę układankę. Longbottom nie musiała być aurowidzem, legimentą czy nawet osobą szczególnie spostrzegawcza, aby to wszystko sobie mniej więcej poukładać. Powinna się z tego powodu niepokoić. A paradoksalnie, czuła niemalże ulgę, bo najwyraźniej nie tylko ona przejęła się tym manifestem tak bardzo. I chociaż nie zdążyła wymyśleć, co zrobić z tym dalej, niewykluczone, że zrobił to za nią już ktoś inny.
- Nie bawmy się w podchody, Ida – poprosiła w końcu, obdarzając kobietę uśmiechem. Niezbyt szerokim może, trochę bladym, niekoniecznie pasującym do sytuacji, pogody, tematu rozmowy i nastroju Moody, za to bardzo pasującym do Brenny. – Powiedz po prostu, czego ty, Dumbledore i tajemniczy „wy” ode mnie oczekujecie. Obie wiemy, że się zgodzę. No, chyba że będzie to ode mnie wymagało poświęcenia pierworodnego, przypadkiem nie mam takiego na zbyciu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.