Wcale nie tak łatwo było jej o tym wszystkim mówić, jednak czuła, że jest pod ścianą, że czas najwyższy podzielić się tym, co ją męczyło. Isaak kiedyś był jej przyjacielem, wiedziała, że może mu ufać, wierzyła, że skoro jest na miejscu, to może będą mieli szansę wrócić do tego, co było. Zresztą sama trochę to sprowokowała tym otwarciem się przed nim.
Zatrzymała się gwałtownie, kiedy zaczął mówić o lekarzu. Przeniosła na niego swoje spojrzenie, nie tego potrzebowała, może nie była stuprocentowo pewna, że nie zwariowała, jednak zanim założy tę wersję musiała sprawdzić wszystkie inne możliwości. Coś było nie tak, jednak niekoniecznie z nią, chociaż miało się to dopiero okazać.
- Na razie nie potrzebuję lekarza, wiem, że chorzy zazwyczaj mówią w ten sposób, muszę sprawdzić jednak inne możliwości, obiecuję, że jeśli okaże się, że jestem pierdolnięta, to udam się po pomoc. - Zapewniła go jeszcze.
Jako, że nadal trzymała go pod rękę wyczuła spięcie jego ciała, gdy wspomniała o swoim bracie. Coś jej tutaj nie grało, tyle, że znowu Isaak go pamiętał, to oznaczało, że Thoran istniał, chociaż czy na pewno? Nie wszyscy jej znajomi w ogóle wiedzieli o jego istnieniu.
- Coś się z nim dzieje, ogólnie rzecz biorąc nie wiem od czego mam zacząć, dużo się wydarzyło ostatnio w moim życiu. - Może najprościej byłoby mówić wszystko, co wiedziała po kolei?
- Byłam w czerwcu u rodziców, przyśnił mi się straszny koszmar, nigdy w życiu nie śniło mi się coś tak realnego, istota w tym śnie mówiła, że Moje życie jest jej, głosem Thorana, a później wyrwała mi serce, nie mogłam się bronić. Po tym śnie pozostał mi ślad, tak jakby, czułam dotyk tego czegoś na swoim ciele. Obudziłam wszystkich w rezydencji, mój brat też tam był, wyjątkowo interesowało go, jak się z tym czuje, z tym, co mi się przyśniło i starał mi się wmówić, że to jest tylko sen i żebym się tym nie przejmowała. Rozmawialiśmy chwilę i nie umiałam sobie przypomnieć dlaczego nie był z nami na wakacjach w Egipcie, nie do końca potrafił mi udzielić odpowiedzi na to pytanie, mówił, że nie pamięta, że pewnie był chory. - Wszystko powiedziała bardzo szybko, niemalże jednym tchem, odetchnęła głęboko i kontynuowała dalej. - Rozmawiałam z ojcem, on twierdzi, że Thoran nie istnieje, prawie zabił przez to konia, gołymi rękoma, mówił, że kupił tego konia dla mnie, w co śmiem uwierzyć, bo wyglądał jak zwierzę wybrane specjalnie dla mnie, tylko jak to możliwe, że ojciec uważa, że on nie istnieje? że Thorana nie ma? - Widać było, że Yaxley nie wie jak sobie z tym wszystkim poradzić. - Thoran zaatakował Florence, moją serdeczną przyjaciółkę, tak naprawdę nie wiem z jakiego powodu, postanowiłam skorzystać z jej daru, zbadała jego intencje i tutaj też coś nie pasowało, mówiła, że nie spotkała się z takim przypadkiem, żeby jedna osoba miała w sobie intencje kilkunastu osób, że to niemożliwe. - Tę część nie do końca rozumiała, bo w ogóle nie interesowała się jasnowidztwem. [b] - Czytałeś może o podobnych przypadkach, o stworach, które są czarne, nie przybierają żadnej formy i wyrywają ludziom serca we śnie?