Dobranie Brennie partnera do tańca było zaiste wyzwaniem. Z drugiej strony może dałoby się namówić ją do tego, żeby spróbowała z Erikiem..? Wzięłaby go na ramię i by tak tańczyli przytulańca...
- To pewnie przez ten kapelusz. - Uśmiechnął się w typowy dla siebie sposób do Brenny, zadzierając głowę, żeby w ogóle być w stanie nawiązać z nią kontakt wzrokowy. Przytrzymał rąbek kapelusza, żeby ten nie ześlizgnął się z jego głowy. - Nie przyzwyczajaj się. Zaraz znowu będę mógł ci napluć na głowę. - Wtedy zamiast Alastora za zadzieranie z siostrą dałby mu w nos Erik. Albo i nie! Nie warto było ryzykować, jak zwykle. - Właśnie knułem niecny plan znalezienia ci partnera do tańca, ale poległem. Przyznaję się do porażki. - Ściągnął kapelusz, żeby łatwiej było spoglądać w twarz Brennie. Chyba zadowolonej? Szczęśliwej? Ta kobieta zawsze była zadowolona, kiedy innych dotykała łuna szczęścia. Chyba każdy mógł odczuwać tutaj ulgę, że z Millie było wszystko w porządku (och, nie było...) po wyjściu ze szpitala?
W pierwszej chwili nie był pewien, czy Isaac mówi do niego, pokręcił nawet głową w podziękowaniu za papierosa, darując sobie przynajmniej w tym momencie.
- O tym, z kim Brenna Longbottom powinna zatańczyć. - Podzielił się bez skrępowania rąbkiem tego "wielkiego sekretu", jakim był obłok jego myśli. Może jednak zatrzymanie się na tamtym kocyku było dobrym pomysłem, bo tutaj nagle zaczęło się robić nader gęsto od ludzi. Rozmowy toczyły się gładko, chętnie, gęsto. Tylko Morpheus stanowił ciągle Mur Chiński nie do przebycia dla Bletchleya, więc skoro nie mógł iść naprzód - mógł się tylko cofać. Tak i zrobił sobie jeden kroczek w tył, przyglądając się uważnie towarzystwu. Z ciekawością.
Nawet wycofałby się rakiem, być może skutecznie, do Alastora, który wypełniał rolę, która powinna być JEMU dana, ale jakiś diabeł zwiódł go na złe torowisko (zwany dalej nieogarniającym narratorem), ale Millie skutecznie go... zaskoczyła.
Zaatakowała nawet.
Moment szoku i zdziwienia był najpierw. Potem przyszło przejechanie dłonią po twarzy, powrót uśmiechu.
- Wracaj tu ty mały szkodniku! - Puścił kapelusz i rzucił się w pogoń za Millie, żeby wysmarować jej twarz słodkim kremem, którego większość była teraz na jego dłoni.
Na aurowidzenie i nici powiązań
Sukces!
Sukces!