Uważała tę jego naiwność za całkiem uroczą. Świat byłby naprawdę dużo lepszym miejscem, gdyby więcej osób miało podobne podejście. Wyglądało to jednak zupełnie inaczej, wiele osób wykorzystywało swoje pozycje, aby zemścić się na innych, czy osiągać swoje cele w nie do końca prawy sposób. Hardwick był inny, naprawdę jej to imponowało. - Sprawiedliwość dosięgnie każdego, prędzej, czy później. Warto w nią wierzyć. - Najwyraźniej miała co do tego podobne zdanie, co Thomas.
Nie miała tendencji do wyśmiewania się z innych, nawet jeśli ich problemy były bardzo różne od tych jej. Nie wspomniała mu jeszcze o swoich ostatnich problemach z bratem bliźniakiem, nie chciała tego robić, bo to spotkanie wydawało się być od ogromną odskocznią od tego, co działo się w jej życiu, chyba naprawdę tego potrzebowała, żeby odetchnąć. Przestać tak intensywnie myśleć nad tym wszystkim co się działo. Nie zamierzała tego wieczora wracać do tych myśli, czuła spokój, pierwszy raz od naprawdę dawna. Nie sądziła, że może jej tego, aż tak bardzo brakować.
- Tak, więzy krwi rządzą się swoimi własnymi prawami, te relacje są silniejsze niż wszystko inne. - Dodała jeszcze, bo naprawdę rozumiała jego podejście, w końcu miała takie samo. Nie mogła więc tego negować, chociaż rodziny były różne, czasem przecież się nienawidziły, ale wolała myśleć o tym, że jej, czy Thomasa należą do przeciwieństwa tych nienawidzących się.
- Konie nie są specjalnie atrakcyjne, nie dla takich rycerzy jak ja. Smok robi wrażenie, na pewno przyleciałabym na smoku! - Roześmiała się w głos, a w myślach wyobraziła sobie siebie, jako smoczego jeźdźca, jej marzeniem było wytresować smoka, zmusić go do słuchania swoich poleceń, o tym jednak Hardwick nie mógł wiedzieć, jedyną osobą której o tym wspominała był Theseus, zabawne było całkiem to, że sam wpadł na taki pomysł.
- To nie tak, że nie wolałabym być księżniczką, chociaż raz, ale chyba to do mnie nie pasuje. - Te opowieści z bajek, czy baśni, które znała od najmłodszych lat zawsze stawiały kobiety w roli tych słabszych ogniw, ona nigdy nie należała do tych osób, które nie byłyby w stanie sobie poradzić same, może na siłę też kreowała się jako taka silna, ostatnio bowiem czuła, że nie daje sobie rady, że może faktycznie przydałby się i jej jakiś książę, który wyciągnąłby ją z tego wszystkiego i zabrał daleko stąd.
Alkohol powodował, że czuła się nieco pewniej, dodawał jej odwagi, a do tego przynosił przyjemne ciepło rozchodzące się po jej ciele. Coraz mniej przejmowała się tym, co mówi, czy robi.
- Nie wiem, czy jestem lepsza Thomas, ale mam swoje poglądy, które nigdy się nie zmienią, zresztą miałeś szansę to widzieć, już w szkole. - To w Hogwarcie zaczęła bronić tych, którzy potrzebowali tej pomocy, nie znosiła tych sztucznych podziałów wynikających ze starych przekonań, uważała, że dawno powinni pozostawić je za sobą.
- Mam wrażenie, że niektórzy już mogli popaść w paranoję. - Zresztą wcale im się nie dziwiła, to było nawet wskazane w sytuacjach, w których nie wiadomo było komu ufać.
Uśmiechała się niemalże cały czas podczas tej rozmowy, dawno nie czuła się tak lekko. Była to naprawdę cudowna odskocznia od przytłaczającej codzienności. Znajdowała się nad nim, postanowiła zbliżyć się do niego jeszcze bardziej, tak że jej włosy mogły połaskotać go po twarzy, uśmiechała się przy tym promiennie, a oczy jej błyszczały, czuła się naprawdę błogo. - Musisz tylko wybrać datę spotkania, i nie uciec mi znowu. - Dodała jeszcze. Miała ochotę go w tej chwili pocałować, bo ich twarze znajdowały się naprawdę blisko siebie, ale póki co się przed tym powstrzymywała.