16.05.2024, 00:40 ✶
Kiedy pamięć o wydarzeniach sprzed lat w pełni dotarła do jego świadomości, poczuł jakby silne uderzenie obuchem w głowę. Kompletnie go zamroczyło, a umysł zalała panika, jakby na moment cofnął się w czasie, a w wilczej kryjówce wcale nie znajdował się prawie trzydziestoletni detektyw Brygady Uderzeniowej, a piętnastoletni chłopak, którego życie za sprawą jednego incydentu wywróciło się do góry nogami. W głowie kołatała mu jedna myśl. Jak? Jak mógł zapomnieć? Czy na tyle odciął się od tych pierwszych dzikich pełni, że całkowicie wyparł je z głowy? A może te wspomnienia zawsze tam były?
Mogły czyhać na niego na krawędzi podświadomości, zaglądając co rusz do jego umysłu, zastanawiając, kiedy ponownie go nawiedzić. Erik zaparł się o kraty, wbijając mętny wzrok w jeden z kątów klatki. Celi. To nie było normalne. Nie powinien zapomnieć czegoś tak formatywnego dla tego, kim teraz był. A jednak wspomnienia z nocy pierwszej przemiany były jak piasek przesypujący się między jego palcami, gdy rozpaczliwie próbował łapać pojedyncze ziarenka i poskładać kawałki układanki w całość. Uporządkować swój własny umysł. Musiał sięgnąć głębiej. Nie mógł odpuścić. Nie mógł zapomnieć.
Objął sztywno matkę. Okazywanie sobie bliskości w tej rodzinie nie było niczym dziwnym. Chociaż w niektórych rodzinach czystej krwi nadmierna bliskość była traktowana jako wada, tak u Longbottomów postrzegano to jako coś naturalnego. Przewagę. Dyscyplina i poświęcenie mogły wznieść mocne fundamenty, jednak to wzajemne wsparcie sprawiało, że ród po dziś dzień pozostawał mocny i związany ze sobą. Warownia nie byłaby tą samą twierdzą, gdyby nie rządziły nią ludzkie wartości. Gdyby rodzina nie była na pierwszym miejscu. Nawet jeśli Godryk Longbottom lubił wierzyć, że parę wartości i tak wybijało się przed szereg.
Longbottom przespał sporą część swojej rekonwalescencji. Jak przez mgłę pamiętał pojedyncze chwile, gdy budził się ze snu na parę minut, tylko po to, aby dojrzeć śpiącą sylwetkę ojca, matki, wuja czy nawet siostry drzemiącej przy jego szpitalnym łóżku. Jak okropnie to nie brzmiało, był to raczej jeden z milszych okresów jaki go spotkał od czasów ugryzienia. Ten krótki czas, kiedy tkwił w nieświadomości co do tego, co właściwie się wydarzyło. Dopiero później wzięto go w obroty: diagnoza, leczenie, łagodzenie objawów, tajemniczy specyfik warzony na zapleczu Apteki Lupinów. Śledztwo w sprawie ugryzienia. Skrzywił się na samą myśl, szarpiąc palcami cienką szatę matki.
Twoje ciało cię zdradzi. Słowa ojca odbijały się echem w jego głowie. Kolejna udręka dla kogoś z rodu Longbottomów, który słynął z pracy nad własnym ciałem. Z szermierki, która sprawiała, że szybciej reagowali na zagrożenie, łatwiej unikali ciosów. Na moment porównał w myślach wilkołactwo do kalectwa i momentalnie wzdrygnął się na to porównanie. Kolejne słowa ojca, chociaż być może miały na celu go wzmocnić, tylko nim wstrząsnęły.
— Nie możesz tego wiedzieć! — Pokręcił gwałtownie głową.
Lekarze sami nie wiedzieli, co wpływa na pamięć wilkołaków. Twierdzili, że Eliksir Tojadowy mógł pozwolić na kontrolę nad odruchami podczas pełni, ale nic nie mówili o wspomnieniach. Różne przypadki? Za mało punktów wspólnych? Niektórzy badani zachowywali wspomnienia, inni nie. Cholerna loteria, w której zawsze lądowało się na przegranej pozycji. Erik westchnął ciężko, gwałtownie łapiąc powietrze. Ulga nieświadomości czy mądrość wiedzy? Co miałby wybrać? Czy wybór w ogóle istniał?
Już i tak przyjął w ostatnich dniach kilka dawek eliksiru. Zapewne i tak stłumiłby dzikie żądze wilczego ducha. Ale czy to wystarczy na wytrwanie do brzasku? Gdy usłyszał o pomyśle ojca, jeszcze mocniej pokręcił głową, próbując się cofnąć. To nie był wybór. Może miał piętnaście lat, ale nie był głupi. Za nic w świecie nie postawiłby ojca czy matki w niebezpieczeństwie. Już i tak ściągnął na rodzinę tragedię. Samo oswojenie się z tym, że będą mieli w rodzinie cholernego zmiennokształtnego, będzie sporym wyzwaniem. A teraz jeszcze jego własny ojciec chciał pakować się z nim do tej... Do tej klatki?!
— Wezmę... Wezmę eliksir — zdecydował, wbijając wzrok w czubek swoich starych znoszonych butów. Na tę noc nie było sensu zakładać ciuchów, których będzie żałował. — Jeśli... Jeśli teraz tego nie zrobię, to możliwe, że nigdy się na to nie zbiorę.
Eliksir Tojadowy był eksperymentem. Ryzykiem. Kto wie, jak zareaguje? Mikstura była teraz dla Erika wieloma rzeczami, ale jedna z nich wybijała się ponad inne. Była zabezpieczeniem. Jeśli nie zmniejszy bólu, jakiego doświadczy jego ciało i umysł, to może przynajmniej nie dopuści do tego, aby zagroził innym. Choćby miał łykać truciznę, tak postawiony przed tym wyborem, tak naprawdę nie miał innego wyboru. Dyscyplina. Rodzina zawsze trzymała się razem. Ojciec był gotów zaryzykować dla dobra syna. Syn musiał być gotów odwdzięczyć się tym samym. Młody wilkołak sięgnął do kieszeni po małą buteleczkę z ręcznie wypisaną nazwą specyfiki i podniósł wzrok na ojca.
Mogły czyhać na niego na krawędzi podświadomości, zaglądając co rusz do jego umysłu, zastanawiając, kiedy ponownie go nawiedzić. Erik zaparł się o kraty, wbijając mętny wzrok w jeden z kątów klatki. Celi. To nie było normalne. Nie powinien zapomnieć czegoś tak formatywnego dla tego, kim teraz był. A jednak wspomnienia z nocy pierwszej przemiany były jak piasek przesypujący się między jego palcami, gdy rozpaczliwie próbował łapać pojedyncze ziarenka i poskładać kawałki układanki w całość. Uporządkować swój własny umysł. Musiał sięgnąć głębiej. Nie mógł odpuścić. Nie mógł zapomnieć.
Objął sztywno matkę. Okazywanie sobie bliskości w tej rodzinie nie było niczym dziwnym. Chociaż w niektórych rodzinach czystej krwi nadmierna bliskość była traktowana jako wada, tak u Longbottomów postrzegano to jako coś naturalnego. Przewagę. Dyscyplina i poświęcenie mogły wznieść mocne fundamenty, jednak to wzajemne wsparcie sprawiało, że ród po dziś dzień pozostawał mocny i związany ze sobą. Warownia nie byłaby tą samą twierdzą, gdyby nie rządziły nią ludzkie wartości. Gdyby rodzina nie była na pierwszym miejscu. Nawet jeśli Godryk Longbottom lubił wierzyć, że parę wartości i tak wybijało się przed szereg.
Longbottom przespał sporą część swojej rekonwalescencji. Jak przez mgłę pamiętał pojedyncze chwile, gdy budził się ze snu na parę minut, tylko po to, aby dojrzeć śpiącą sylwetkę ojca, matki, wuja czy nawet siostry drzemiącej przy jego szpitalnym łóżku. Jak okropnie to nie brzmiało, był to raczej jeden z milszych okresów jaki go spotkał od czasów ugryzienia. Ten krótki czas, kiedy tkwił w nieświadomości co do tego, co właściwie się wydarzyło. Dopiero później wzięto go w obroty: diagnoza, leczenie, łagodzenie objawów, tajemniczy specyfik warzony na zapleczu Apteki Lupinów. Śledztwo w sprawie ugryzienia. Skrzywił się na samą myśl, szarpiąc palcami cienką szatę matki.
Twoje ciało cię zdradzi. Słowa ojca odbijały się echem w jego głowie. Kolejna udręka dla kogoś z rodu Longbottomów, który słynął z pracy nad własnym ciałem. Z szermierki, która sprawiała, że szybciej reagowali na zagrożenie, łatwiej unikali ciosów. Na moment porównał w myślach wilkołactwo do kalectwa i momentalnie wzdrygnął się na to porównanie. Kolejne słowa ojca, chociaż być może miały na celu go wzmocnić, tylko nim wstrząsnęły.
— Nie możesz tego wiedzieć! — Pokręcił gwałtownie głową.
Lekarze sami nie wiedzieli, co wpływa na pamięć wilkołaków. Twierdzili, że Eliksir Tojadowy mógł pozwolić na kontrolę nad odruchami podczas pełni, ale nic nie mówili o wspomnieniach. Różne przypadki? Za mało punktów wspólnych? Niektórzy badani zachowywali wspomnienia, inni nie. Cholerna loteria, w której zawsze lądowało się na przegranej pozycji. Erik westchnął ciężko, gwałtownie łapiąc powietrze. Ulga nieświadomości czy mądrość wiedzy? Co miałby wybrać? Czy wybór w ogóle istniał?
Już i tak przyjął w ostatnich dniach kilka dawek eliksiru. Zapewne i tak stłumiłby dzikie żądze wilczego ducha. Ale czy to wystarczy na wytrwanie do brzasku? Gdy usłyszał o pomyśle ojca, jeszcze mocniej pokręcił głową, próbując się cofnąć. To nie był wybór. Może miał piętnaście lat, ale nie był głupi. Za nic w świecie nie postawiłby ojca czy matki w niebezpieczeństwie. Już i tak ściągnął na rodzinę tragedię. Samo oswojenie się z tym, że będą mieli w rodzinie cholernego zmiennokształtnego, będzie sporym wyzwaniem. A teraz jeszcze jego własny ojciec chciał pakować się z nim do tej... Do tej klatki?!
— Wezmę... Wezmę eliksir — zdecydował, wbijając wzrok w czubek swoich starych znoszonych butów. Na tę noc nie było sensu zakładać ciuchów, których będzie żałował. — Jeśli... Jeśli teraz tego nie zrobię, to możliwe, że nigdy się na to nie zbiorę.
Eliksir Tojadowy był eksperymentem. Ryzykiem. Kto wie, jak zareaguje? Mikstura była teraz dla Erika wieloma rzeczami, ale jedna z nich wybijała się ponad inne. Była zabezpieczeniem. Jeśli nie zmniejszy bólu, jakiego doświadczy jego ciało i umysł, to może przynajmniej nie dopuści do tego, aby zagroził innym. Choćby miał łykać truciznę, tak postawiony przed tym wyborem, tak naprawdę nie miał innego wyboru. Dyscyplina. Rodzina zawsze trzymała się razem. Ojciec był gotów zaryzykować dla dobra syna. Syn musiał być gotów odwdzięczyć się tym samym. Młody wilkołak sięgnął do kieszeni po małą buteleczkę z ręcznie wypisaną nazwą specyfiki i podniósł wzrok na ojca.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞