16.05.2024, 08:08 ✶
- Człowiek przypomina sobie, jak szybko płynie czas - stwierdziła Brenna i przez moment i jej ton, i mina były poważne, takie trochę nie pasujące do tej Brenny, jaką widywało się na co dzień, ale zaraz to wrażenie ustąpiło, rozpłynęło się wraz ze zwykłym uśmiechem. To tak naprawdę była ponura historia: utraty, upadku i zawiedzionych nadziei, świetności, która przeminęła. Jeżeli jednak nawet Longbottom zdawała sobie z tego sprawę, zamierzała zachować pogodę, przynajmniej pozorną, a teraz należało skupić się na czymś zupełnie innym.
Na pytanie Olivii Brenna spojrzała w gąszcz z nieco czujniejszym wyrazem twarzy, jakby oczekiwała, że zaraz wyłoni się stamtąd trzygłowy pies, toczący pianę z pyska. A potem obejrzała się na posiadłość: na stare okna, pozasłaniane zasłonami, uszkodzony dach, zatrzaśnięte na głucho drzwi. Wyglądała jeszcze bardziej ponuro i złowrogo niż ten ogród.
– Jeśli chodzi o jakieś boginy i tym podobne... to raczej myślę, że wybrałyby dom - powiedziała z wahaniem. Nie raz już miała okazję się przekonać, że w opuszczonych domostwach czarodziejów lubią zamieszkiwać różne magiczne stwory. Albo natykało się tam na niespodzianki, jak przeklęte przedmioty. Ogród to jednak trochę inna sprawa... Posiadłość nie była szczególnie zabezpieczona, a właściciele nie wydawali się bogaci, w teorii nie powinni więc hodować tutaj bardzo rzadkich, magicznych ziół. Tyle że teoria a praktyka to dwie różne sprawy... – A co do roślin... cholera, nie mam pojęcia, ale z nas dwóch to ty je prędzej ropoznasz. Nigdy nie byłam szczególnie dobra z zielarstwa.
Zważywszy na to, co działo się ostatnio z roślinami w w Wielkiej Brytanii, nawet jeśli nie hodowano tutaj czegoś szczególnie morderczego, to zwykle roślinki i tak mogły się nieco znarowić. I spróbować je zamordować. Nie tak dawno temu miała okazję zetknąć się choćby z tentakulami. Dwa razy. Jeden raz był absolutnie wspaniały, bo tentakula użarła Stanleya Borgina, ale tym razem nie miała nikogo, kogo chciałby rzucić trującym roślinom na pożarcie.
– To... obie kształtowanie, ja zajmę się transmutacji, a ty wypatrywaniem, czy coś zielonego i kolczastego chce nas udusić? – zasugerowała, sięgając do kieszeni po różdżkę. – Zaczęłabym od obrzeży, w pobliżu murów. I to na tyłach, nie od frontu. Gdybym zakopywała coś takiego, to raczej chyba nie pod progiem – dodała, chociaż to oczywiście oznaczało, że drogę tam muszą sobie wyciąć w tym gąszczu.
Brenna poprawiła plecak na ramionach i jeśli Olivia nie protestowała, skierowała się na tył domu.
Machnęła różdżką, kształtując magię w niewidzialne ostrza, by zacząć wycinać im drogę pośród roślin i, możliwie, usunąć jak najwięcej chwastów oraz trawy. A potem jako pierwsza ruszyła tym, co kiedyś było ścieżką, ale przez lata znikło pośród zieleni i krzewów.
Kształtowanie
Czy jakaś roślina spróbuje nas zjeść?
Tak/Nie
Na pytanie Olivii Brenna spojrzała w gąszcz z nieco czujniejszym wyrazem twarzy, jakby oczekiwała, że zaraz wyłoni się stamtąd trzygłowy pies, toczący pianę z pyska. A potem obejrzała się na posiadłość: na stare okna, pozasłaniane zasłonami, uszkodzony dach, zatrzaśnięte na głucho drzwi. Wyglądała jeszcze bardziej ponuro i złowrogo niż ten ogród.
– Jeśli chodzi o jakieś boginy i tym podobne... to raczej myślę, że wybrałyby dom - powiedziała z wahaniem. Nie raz już miała okazję się przekonać, że w opuszczonych domostwach czarodziejów lubią zamieszkiwać różne magiczne stwory. Albo natykało się tam na niespodzianki, jak przeklęte przedmioty. Ogród to jednak trochę inna sprawa... Posiadłość nie była szczególnie zabezpieczona, a właściciele nie wydawali się bogaci, w teorii nie powinni więc hodować tutaj bardzo rzadkich, magicznych ziół. Tyle że teoria a praktyka to dwie różne sprawy... – A co do roślin... cholera, nie mam pojęcia, ale z nas dwóch to ty je prędzej ropoznasz. Nigdy nie byłam szczególnie dobra z zielarstwa.
Zważywszy na to, co działo się ostatnio z roślinami w w Wielkiej Brytanii, nawet jeśli nie hodowano tutaj czegoś szczególnie morderczego, to zwykle roślinki i tak mogły się nieco znarowić. I spróbować je zamordować. Nie tak dawno temu miała okazję zetknąć się choćby z tentakulami. Dwa razy. Jeden raz był absolutnie wspaniały, bo tentakula użarła Stanleya Borgina, ale tym razem nie miała nikogo, kogo chciałby rzucić trującym roślinom na pożarcie.
– To... obie kształtowanie, ja zajmę się transmutacji, a ty wypatrywaniem, czy coś zielonego i kolczastego chce nas udusić? – zasugerowała, sięgając do kieszeni po różdżkę. – Zaczęłabym od obrzeży, w pobliżu murów. I to na tyłach, nie od frontu. Gdybym zakopywała coś takiego, to raczej chyba nie pod progiem – dodała, chociaż to oczywiście oznaczało, że drogę tam muszą sobie wyciąć w tym gąszczu.
Brenna poprawiła plecak na ramionach i jeśli Olivia nie protestowała, skierowała się na tył domu.
Machnęła różdżką, kształtując magię w niewidzialne ostrza, by zacząć wycinać im drogę pośród roślin i, możliwie, usunąć jak najwięcej chwastów oraz trawy. A potem jako pierwsza ruszyła tym, co kiedyś było ścieżką, ale przez lata znikło pośród zieleni i krzewów.
Kształtowanie
Rzut W 1d100 - 86
Sukces!
Sukces!
Rzut W 1d100 - 84
Sukces!
Sukces!
Czy jakaś roślina spróbuje nas zjeść?
Tak/Nie
Rzut 1d2 - 1
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.