16.05.2024, 08:29 ✶
Christopher spotykał się z różnymi kobietami – głównie czystej krwi, ale były i takie półkrwi, chociaż wyłącznie ze starszych rodów, jak Abbottowie, wiodący ród od Hufflepuff.
Te półkrwi, na które wpadał niekoniecznie w sytuacjach towarzyskich, najczęściej albo kleiły się jak Yvette (czy jak jej tam było) lub przynajmniej starały się pokazać z jak najlepszej strony, zainteresowane jego pieniędzmi i nazwiskiem, albo wręcz przeciwnie: bardzo chciały pokazać, jak ich to wszystko nie interesuje i nie robi na nich wrażenia. I tak, jasne, mogły nim pogardzać, i szukać w życiu innych rzeczy, ale gdyby to było im takie obojętne, to nie czułyby się w obowiązku aż tak tego podkreślać – jak to są takie inne niż wszystkie. Nawet jeżeli nie robiło to na nim pozytywnego wrażenia, to drażniło.
Dlatego zachowanie Miles wcale go do niej nie zrażało. Pewnie gdyby od razu wyskoczyła ze swoimi wiązankami rodem z rynsztoka, których nauczyła się wychowywana bardziej przez ulicę niż rodziców, skrzywiłby się z niesmakiem i nie miał najmniejszej chęci z nią rozmawiać, ale obecnie bawił się całkiem nieźle, niezależnie od tego, czy należało to określić przypadkowym spotkaniem, czy przypadkową randką.
– Nie z dyni wprawdzie, ale tak, mógłbym ogarnąć jakąś karocę – powiedział, chociaż średnio rozumiał, o czym właściwie mówiła w tym momencie, bo jako potomek szacownego rodu czystej krwi wychowywał się na bajkach Barda Beedle’a nie Kopciuszku. I oczywiście na tej baśni dla ich rodziny najważniejszej: o dziewczynie, która zamieniła słomę w złoto i została żoną króla, według rodzinnych legend protoplastkę rodu Rosierów.
– Nigdy nad tym się nie zastanawiałem. Lubię być człowiekiem i w gruncie rzeczy nie widzę korzyści z zamiany w jakiegoś psa czy niedźwiedzia – stwierdził. Niedźwiedź był niebezpieczny, owszem, ale czy bardziej niż czarodziej z różdżką w dłoni? Christopher ośmielał się w to wątpić. Był dobry z transmutacji, ale jakoś animagia do tej pory zupełnie go nie kusiła. – Dlaczego właśnie kruk?
Puścił ją, by otworzyć drzwi kluczem i zdjąć zaklęcia, chroniące wejście, a potem ruszyli po schodach do miejsca, które już znała. Teraz było nieco bardziej zabałaganiona niż ostatnim razem. Christopher pracował tutaj ostatnio dość intensywnie i nie pozwalał Catherine posprzątać, szkice leżały więc już nie tylko na biurku i nie były przyczepione tylko do ścian, ale zaścielały też podłogę, poniewierały się tu różne próbki materiałów, kilka manekinów stało w kręgu, jakby planowały przywoływać jakieś mroczne byty – choć w istocie Christopher po prostu wyczarowywał na nich wzory sukien, by sprawdzić pewne rzeczy. Tylko na jednym manekinie znajdowała się suknia już niemal dokończona, zapewne ta, o której mówił. Przeważała w niej czerń, ale tę rozjaśniały ciemnożółte linie, biegnące wzdłuż dekoltu, rękawów, wyznaczające pas skomplikowanym splotem i przecinające gorset na przedzie. Na dole znajdował się skomplikowany haft.
– To trochę niesprawiedliwe wobec Helgi, ale czy takie dziwne? Gdy Założyciele byli młodzi, nikt pewnie nie traktował ich na tyle poważnie, by malować ich portrety, a musiała urodzić najmniej kilka córek. Nic dziwnego, że się roztyła. I tak, byłem Ślizgonem. Dalej jestem. Czy Salazar Slytherin to naprawdę zła postać w tej historii? Nie mamy przecież żadnych dowodów na to, że kogokolwiek skrzywdził, a jedynie chciał uważać, kogo przyjmuje się do szkoły. Jak sądzisz, czy tysiąc lat temu w Brytanii można było kontrolować, czy przyjęte do Hogwartu dziecko mugoli potem nie wróci do rodzinnej wioski i na przykład… nie ujawni wszystkim mieszkańcom, że czarodzieje istnieją?
Te półkrwi, na które wpadał niekoniecznie w sytuacjach towarzyskich, najczęściej albo kleiły się jak Yvette (czy jak jej tam było) lub przynajmniej starały się pokazać z jak najlepszej strony, zainteresowane jego pieniędzmi i nazwiskiem, albo wręcz przeciwnie: bardzo chciały pokazać, jak ich to wszystko nie interesuje i nie robi na nich wrażenia. I tak, jasne, mogły nim pogardzać, i szukać w życiu innych rzeczy, ale gdyby to było im takie obojętne, to nie czułyby się w obowiązku aż tak tego podkreślać – jak to są takie inne niż wszystkie. Nawet jeżeli nie robiło to na nim pozytywnego wrażenia, to drażniło.
Dlatego zachowanie Miles wcale go do niej nie zrażało. Pewnie gdyby od razu wyskoczyła ze swoimi wiązankami rodem z rynsztoka, których nauczyła się wychowywana bardziej przez ulicę niż rodziców, skrzywiłby się z niesmakiem i nie miał najmniejszej chęci z nią rozmawiać, ale obecnie bawił się całkiem nieźle, niezależnie od tego, czy należało to określić przypadkowym spotkaniem, czy przypadkową randką.
– Nie z dyni wprawdzie, ale tak, mógłbym ogarnąć jakąś karocę – powiedział, chociaż średnio rozumiał, o czym właściwie mówiła w tym momencie, bo jako potomek szacownego rodu czystej krwi wychowywał się na bajkach Barda Beedle’a nie Kopciuszku. I oczywiście na tej baśni dla ich rodziny najważniejszej: o dziewczynie, która zamieniła słomę w złoto i została żoną króla, według rodzinnych legend protoplastkę rodu Rosierów.
– Nigdy nad tym się nie zastanawiałem. Lubię być człowiekiem i w gruncie rzeczy nie widzę korzyści z zamiany w jakiegoś psa czy niedźwiedzia – stwierdził. Niedźwiedź był niebezpieczny, owszem, ale czy bardziej niż czarodziej z różdżką w dłoni? Christopher ośmielał się w to wątpić. Był dobry z transmutacji, ale jakoś animagia do tej pory zupełnie go nie kusiła. – Dlaczego właśnie kruk?
Puścił ją, by otworzyć drzwi kluczem i zdjąć zaklęcia, chroniące wejście, a potem ruszyli po schodach do miejsca, które już znała. Teraz było nieco bardziej zabałaganiona niż ostatnim razem. Christopher pracował tutaj ostatnio dość intensywnie i nie pozwalał Catherine posprzątać, szkice leżały więc już nie tylko na biurku i nie były przyczepione tylko do ścian, ale zaścielały też podłogę, poniewierały się tu różne próbki materiałów, kilka manekinów stało w kręgu, jakby planowały przywoływać jakieś mroczne byty – choć w istocie Christopher po prostu wyczarowywał na nich wzory sukien, by sprawdzić pewne rzeczy. Tylko na jednym manekinie znajdowała się suknia już niemal dokończona, zapewne ta, o której mówił. Przeważała w niej czerń, ale tę rozjaśniały ciemnożółte linie, biegnące wzdłuż dekoltu, rękawów, wyznaczające pas skomplikowanym splotem i przecinające gorset na przedzie. Na dole znajdował się skomplikowany haft.
– To trochę niesprawiedliwe wobec Helgi, ale czy takie dziwne? Gdy Założyciele byli młodzi, nikt pewnie nie traktował ich na tyle poważnie, by malować ich portrety, a musiała urodzić najmniej kilka córek. Nic dziwnego, że się roztyła. I tak, byłem Ślizgonem. Dalej jestem. Czy Salazar Slytherin to naprawdę zła postać w tej historii? Nie mamy przecież żadnych dowodów na to, że kogokolwiek skrzywdził, a jedynie chciał uważać, kogo przyjmuje się do szkoły. Jak sądzisz, czy tysiąc lat temu w Brytanii można było kontrolować, czy przyjęte do Hogwartu dziecko mugoli potem nie wróci do rodzinnej wioski i na przykład… nie ujawni wszystkim mieszkańcom, że czarodzieje istnieją?