16.05.2024, 08:51 ✶
– Poprzedni właściciele nie żyją – powiedziała kobieta. Skończyła otrzepywać spódnicę i wyprostowała się. – I sami sobie ściągnęli to na głowę.
Twarz miała o ostrych rysach, nie noszących śladu podobieństwa do rodziny Juliusów. Jej suknia była przyzwoitej jakości, ale nie wyglądała też na bardzo drogą. Żadne z nich nie kojarzyło tej kobiety: była starsza, jeśli chodziła do Hogwartu, skończyła go lata przed nimi, ale nie mogli sobie przypomnieć i by mignęła im gdzieś w Ministerstwie, i w jakiejś gazecie. Raczej nie była przedstawicielką żadnego znanego rodu. Ale patrzyła na nich wręcz dumnie.
– Nie potrzeba ciastek – stwierdziła, splatając w końcu dłonie przed sobą. – I nie mam problemów z odpowiedzeniem na wasze pytania, w końcu dobrze was ostrzec. Księżycowy Staw należał kiedyś do rodziny Juliusów, ludzi pysznych, którzy wierzyli, że wywodzą się ze starożytnych, rzymskich rodów czystej krwi. Mieli pieniądze i wpływy i przez to wszystkich, którzy uważali za gorszych od siebie, a to oznaczało większość ludzi, także czarodziejów, traktowali niby robaki – powiedziała. Jej głos stał się nieco monotonny, niemal pozbawiony intonacji. – Dobre sto lat temu zrujnowali choćby mieszkającą tutaj kiedyś rodzinę czarodziejów, bo chcieli przejąć ich ziemię. Potem sukcesywnie wycinali las, który im zabrali, niszcząc dom dla wielu magicznych zwierząt, które powoli wymarły. Oszukiwali dostawców i pracowników, gdy w ostatnich latach ich majątek zaczął podupadać przez rozrzutność. A w tym stawie…
Tu machnęła ręką, wskazując na wodę.
– Utopili dziewczynę, ale uszło im to na sucho, bo zbyt szerokie mieli wpływy. I to tylko niektóre z ich zbrodni. Ściągnęli na siebie wreszcie klątwę i wszyscy wymarli w ciągu jednego pokolenia, a ta ziemia wreszcie odetchnęła, gdy oni znikli. I wy nie powinniście zostawać w tym domu, bo ta magia sięga wszystkich, którzy tam zamieszkają. Żaden właściciel Księżycowego Stawu nie został w tej posiadłości długo. A Juliusowie ponoć pokutują za grzechy i po śmierci.
Twarz miała o ostrych rysach, nie noszących śladu podobieństwa do rodziny Juliusów. Jej suknia była przyzwoitej jakości, ale nie wyglądała też na bardzo drogą. Żadne z nich nie kojarzyło tej kobiety: była starsza, jeśli chodziła do Hogwartu, skończyła go lata przed nimi, ale nie mogli sobie przypomnieć i by mignęła im gdzieś w Ministerstwie, i w jakiejś gazecie. Raczej nie była przedstawicielką żadnego znanego rodu. Ale patrzyła na nich wręcz dumnie.
– Nie potrzeba ciastek – stwierdziła, splatając w końcu dłonie przed sobą. – I nie mam problemów z odpowiedzeniem na wasze pytania, w końcu dobrze was ostrzec. Księżycowy Staw należał kiedyś do rodziny Juliusów, ludzi pysznych, którzy wierzyli, że wywodzą się ze starożytnych, rzymskich rodów czystej krwi. Mieli pieniądze i wpływy i przez to wszystkich, którzy uważali za gorszych od siebie, a to oznaczało większość ludzi, także czarodziejów, traktowali niby robaki – powiedziała. Jej głos stał się nieco monotonny, niemal pozbawiony intonacji. – Dobre sto lat temu zrujnowali choćby mieszkającą tutaj kiedyś rodzinę czarodziejów, bo chcieli przejąć ich ziemię. Potem sukcesywnie wycinali las, który im zabrali, niszcząc dom dla wielu magicznych zwierząt, które powoli wymarły. Oszukiwali dostawców i pracowników, gdy w ostatnich latach ich majątek zaczął podupadać przez rozrzutność. A w tym stawie…
Tu machnęła ręką, wskazując na wodę.
– Utopili dziewczynę, ale uszło im to na sucho, bo zbyt szerokie mieli wpływy. I to tylko niektóre z ich zbrodni. Ściągnęli na siebie wreszcie klątwę i wszyscy wymarli w ciągu jednego pokolenia, a ta ziemia wreszcie odetchnęła, gdy oni znikli. I wy nie powinniście zostawać w tym domu, bo ta magia sięga wszystkich, którzy tam zamieszkają. Żaden właściciel Księżycowego Stawu nie został w tej posiadłości długo. A Juliusowie ponoć pokutują za grzechy i po śmierci.