16.05.2024, 09:25 ✶
To zaufanie może skończyć się śmiercią.
Heather miała rację. To była najbardziej gorzka z lekcji, jakie musiała odbyć Brenna, ale pojęła ją dobrze. Kochała wielu ludzi: nie ufała niemal nikomu. Były osoby, za które położyłaby głowę pod topór, nie powierzyłaby im jednak swoich tajemnic, w pełni świadoma, jak łatwo może doprowadzić to do katastrofy. Źle ulokowane zaufanie mogło kosztować nie tylko jej życie, bo ktoś nawet nie był sam śmierciożercą, ale stanął po stronie rodziny, miłości, przyjaciół czy własnego interesu. I chwila milczenia, ostrzeżenie, nieostrożnie rzucone słowo, nic złego przecież, sprawiało, że ktoś ginął.
Że przyszłość, jakiej pragnął Voldemort, nabierała kształtów.
Jak na kogoś, kto mówił tak dużo, Brenna naprawdę dobrze opanowała milczenie. Milczała o całej masie spraw, a że mówiła chętnie o innych, to jakoś uchodziło uwadze.
– Współpracowali z Greybackiem, a był półkrwi. Nie możemy zakładać, że w ich gronie są tylko czystokrwiści. Czasem ktoś z pochodzeniem z rodu półkrwi może do nich dołączyć, czy ze strachu, czy dla innych interesów – mruknęła Brenna. Mogło wydawać się to głupie: w świecie Voldemorta taki półkrwisty będzie przecież zawsze gorszy. Ale jeżeli ktoś już miał nie najlepszą sytuację? W świecie Voldemorta będzie służyć, ale mógł uzyskać więcej, kiedy „wykoszeni” zostaną ci, którzy stali po przeciwnej stronie barykady.
A potem wyprostowała się, dość gwałtownie.
– Kiedy to było? – spytała, spoglądając na Heather. Co takiego szacowny pracownik Ministerstwa Magii, syn rodu czystej krwi, robił na Nokturnie? W dodatku zaatakował Heather, tak? – Jeśli coś takiego się zdarzy… daj o tym znać, Heath – poprosiła, ze złości dłonie w pięści zaciskając pod stolikiem, tak by tego nie zauważyli. Do tej pory nie zwracała więcej uwagi na Louvaina Lestrange’a, ale w tej chwili miała cholerną ochotę go udusić. – I tak straciłby głowę – mruknęła, znowu rozluźniając ramiona. Nie mogła pozwolić, by teraz poniosła ją złość. – Po pierwsze, zdradził, po drugie, ewidentnie chcieli dać znać Harper, że wiedzą. Ale to z kolei świadczy o tym, że znalazła się na ich celowniku.
Brenna szczerze wierzyła w Dumbledore’a, nie była za to pewna, na ile wierzyć w Harper. Zwłaszcza po tym, co powiedział jej Albus i co stało się w Beltane. Nie chciała jednak mówić tego na głos: nie potrzeba było podsycania zwątpienia.
– Caspian jest po stronie Ministerstwa, nie naszej. Ale to dobry pomysł, przecież możemy robić zapiski na własną rękę, co do tego, kto kiedy jest w biurze i kto zajmuje się jaką sprawą. Nawet niezależnie od tej głowy… ktoś doniósł na Catherine i Jase’a – powiedziała. Nie tykała pączków, nie tykała nawet już herbaty. Straciła apetyt, a jej umysł w tej chwili pochłaniały zupełnie inne sprawy. – Patrick, może Cain u aurorów, my w Brygadzie. A wisiorek… hm… może zamówię coś u Samuela? – powiedziała z zastanowieniem. Nie była pewna, na ile będzie to przydatne, i jakie możliwości mogą dać takie rzeczy… ale dlaczego nie spróbować?
– Taaak, o czymś takim myślałam, chociaż to nie pomoże nam ustalić, kto i jak go porwał. Wiemy tylko, że to stało się tuż przed Beltane. Sprawdzimy więc archiwa Brygady? Poproszę Patricka, by poszperał u aurorów. Na pewno coś jest w wydziale od wilkołaków, ale tam nikogo nie mamy. W ogóle… mamy za mało ludzi w innych Departamentach.
I teraz doskwierało jej to bardziej niż kiedykolwiek.
Heather miała rację. To była najbardziej gorzka z lekcji, jakie musiała odbyć Brenna, ale pojęła ją dobrze. Kochała wielu ludzi: nie ufała niemal nikomu. Były osoby, za które położyłaby głowę pod topór, nie powierzyłaby im jednak swoich tajemnic, w pełni świadoma, jak łatwo może doprowadzić to do katastrofy. Źle ulokowane zaufanie mogło kosztować nie tylko jej życie, bo ktoś nawet nie był sam śmierciożercą, ale stanął po stronie rodziny, miłości, przyjaciół czy własnego interesu. I chwila milczenia, ostrzeżenie, nieostrożnie rzucone słowo, nic złego przecież, sprawiało, że ktoś ginął.
Że przyszłość, jakiej pragnął Voldemort, nabierała kształtów.
Jak na kogoś, kto mówił tak dużo, Brenna naprawdę dobrze opanowała milczenie. Milczała o całej masie spraw, a że mówiła chętnie o innych, to jakoś uchodziło uwadze.
– Współpracowali z Greybackiem, a był półkrwi. Nie możemy zakładać, że w ich gronie są tylko czystokrwiści. Czasem ktoś z pochodzeniem z rodu półkrwi może do nich dołączyć, czy ze strachu, czy dla innych interesów – mruknęła Brenna. Mogło wydawać się to głupie: w świecie Voldemorta taki półkrwisty będzie przecież zawsze gorszy. Ale jeżeli ktoś już miał nie najlepszą sytuację? W świecie Voldemorta będzie służyć, ale mógł uzyskać więcej, kiedy „wykoszeni” zostaną ci, którzy stali po przeciwnej stronie barykady.
A potem wyprostowała się, dość gwałtownie.
– Kiedy to było? – spytała, spoglądając na Heather. Co takiego szacowny pracownik Ministerstwa Magii, syn rodu czystej krwi, robił na Nokturnie? W dodatku zaatakował Heather, tak? – Jeśli coś takiego się zdarzy… daj o tym znać, Heath – poprosiła, ze złości dłonie w pięści zaciskając pod stolikiem, tak by tego nie zauważyli. Do tej pory nie zwracała więcej uwagi na Louvaina Lestrange’a, ale w tej chwili miała cholerną ochotę go udusić. – I tak straciłby głowę – mruknęła, znowu rozluźniając ramiona. Nie mogła pozwolić, by teraz poniosła ją złość. – Po pierwsze, zdradził, po drugie, ewidentnie chcieli dać znać Harper, że wiedzą. Ale to z kolei świadczy o tym, że znalazła się na ich celowniku.
Brenna szczerze wierzyła w Dumbledore’a, nie była za to pewna, na ile wierzyć w Harper. Zwłaszcza po tym, co powiedział jej Albus i co stało się w Beltane. Nie chciała jednak mówić tego na głos: nie potrzeba było podsycania zwątpienia.
– Caspian jest po stronie Ministerstwa, nie naszej. Ale to dobry pomysł, przecież możemy robić zapiski na własną rękę, co do tego, kto kiedy jest w biurze i kto zajmuje się jaką sprawą. Nawet niezależnie od tej głowy… ktoś doniósł na Catherine i Jase’a – powiedziała. Nie tykała pączków, nie tykała nawet już herbaty. Straciła apetyt, a jej umysł w tej chwili pochłaniały zupełnie inne sprawy. – Patrick, może Cain u aurorów, my w Brygadzie. A wisiorek… hm… może zamówię coś u Samuela? – powiedziała z zastanowieniem. Nie była pewna, na ile będzie to przydatne, i jakie możliwości mogą dać takie rzeczy… ale dlaczego nie spróbować?
– Taaak, o czymś takim myślałam, chociaż to nie pomoże nam ustalić, kto i jak go porwał. Wiemy tylko, że to stało się tuż przed Beltane. Sprawdzimy więc archiwa Brygady? Poproszę Patricka, by poszperał u aurorów. Na pewno coś jest w wydziale od wilkołaków, ale tam nikogo nie mamy. W ogóle… mamy za mało ludzi w innych Departamentach.
I teraz doskwierało jej to bardziej niż kiedykolwiek.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.