16.05.2024, 12:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.05.2024, 12:24 przez Millie Moody.)
– Dżiz, skończ pierdolić jak Morfina błagam, nawet nie wiesz jak się cieszę, że ten stary dziad dał mi dzisiaj spokój. – bąknęła na te wszystkie strzępki przeszłości i ograniczenia ludzkiego mózgu i te rzesze wybitnych wróżbitów. Ale może dobrze, może teraz zabrzmiała bardziej swojsko, bardziej jak ona, a nie skorupa wyzuta z elektryczności, którą ją napędzała. Teraz te iskry były przygaszone, ale nie zgasły. Jeszcze nie.
– Czy jestem gotowa? Na Ciebie zawsze Longbottom, jak tylko będziesz chciał – kolejne wyładowanie, kolejny trzask formującego się pioruna kulistego. Erik, mimo że miał wszelkie predyspozycje ku temu żeby Millie na niego leciała (skrzyżowanie dwumetrowego wilkołaka z czyściuchowym elegancikiem, czegoż więcej chcieć?), mógł zaliczać ją do grona swoich przyjaciółek, których nie trzeba było upychać w szerokim friendzonie. Moody nigdy nie dała mu odczuć, że pod wulgarnymi dosrywkami kryje się jakakolwiek chęć na cokolwiek więcej. A spróbowałby ją zapytać, upewnić się – zabiłaby go śmiechem.
Czarownica wzięła różdżkę i z cichym cmoknięciem wezwała przed Erika pięć różnych filiżanek: eteryczną białą, z delikatnym kwietnym wzorem; czerwoną, przypominającą bardziej kubek; przaśną malowaną w scenki rodzajowe z polowania, podłużną i półprzezroczystą, przypominającą bardziej kielich kwiatu niż filiżankę oraz czarną jak włosy Millie, której uchwytem były dwa złożone krucze skrzydła. Zaraz potem, kolejnym ruchem różdżki, Moody wsypała pięć różnych suszów z puszek poustawianych równo za swoją głową.
– Rozgrzejmy się na herbacianych śmieciach, dziś full service dla mojego ulubionego klienta. – Zmrużyła złociste oczy przejmując w inicjatywę, nawet jeśli jej ramiona wciąż były zaciśnięte obronnie. – Zalej, wychlej zobaczymy o co się potkniesz w najbliższym czasie.
Gdy Erik ujął wybraną dowolną filiżankę i wypił, okazało się, że jest to najzwyklejsza czarna herbata, pozbawiona suszonych owoców, płatków kwiatów czy innych aromatów, a gdy oddał filiżankę Moody, ta zobaczyła w niej:
– Hej wielkoludzie, nie jest tak źle. Słońce to dobry znak, dobrze Ci zrobi na takie pochmurne czoło.
– Czy jestem gotowa? Na Ciebie zawsze Longbottom, jak tylko będziesz chciał – kolejne wyładowanie, kolejny trzask formującego się pioruna kulistego. Erik, mimo że miał wszelkie predyspozycje ku temu żeby Millie na niego leciała (skrzyżowanie dwumetrowego wilkołaka z czyściuchowym elegancikiem, czegoż więcej chcieć?), mógł zaliczać ją do grona swoich przyjaciółek, których nie trzeba było upychać w szerokim friendzonie. Moody nigdy nie dała mu odczuć, że pod wulgarnymi dosrywkami kryje się jakakolwiek chęć na cokolwiek więcej. A spróbowałby ją zapytać, upewnić się – zabiłaby go śmiechem.
Czarownica wzięła różdżkę i z cichym cmoknięciem wezwała przed Erika pięć różnych filiżanek: eteryczną białą, z delikatnym kwietnym wzorem; czerwoną, przypominającą bardziej kubek; przaśną malowaną w scenki rodzajowe z polowania, podłużną i półprzezroczystą, przypominającą bardziej kielich kwiatu niż filiżankę oraz czarną jak włosy Millie, której uchwytem były dwa złożone krucze skrzydła. Zaraz potem, kolejnym ruchem różdżki, Moody wsypała pięć różnych suszów z puszek poustawianych równo za swoją głową.
– Rozgrzejmy się na herbacianych śmieciach, dziś full service dla mojego ulubionego klienta. – Zmrużyła złociste oczy przejmując w inicjatywę, nawet jeśli jej ramiona wciąż były zaciśnięte obronnie. – Zalej, wychlej zobaczymy o co się potkniesz w najbliższym czasie.
Gdy Erik ujął wybraną dowolną filiżankę i wypił, okazało się, że jest to najzwyklejsza czarna herbata, pozbawiona suszonych owoców, płatków kwiatów czy innych aromatów, a gdy oddał filiżankę Moody, ta zobaczyła w niej:
Rzut Symbol 1d258 - 199
Słońce (siła/szczęście/sukces)
Słońce (siła/szczęście/sukces)
– Hej wielkoludzie, nie jest tak źle. Słońce to dobry znak, dobrze Ci zrobi na takie pochmurne czoło.