16.05.2024, 12:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.05.2024, 12:44 przez Florence Bulstrode.)
- Nie powinno być. Ale nie pracuję w Departamencie Tajemnic i za mało wiem, aby mieć pewność - skwitowała Florence. Chciałaby powiedzieć jej więcej, ale prawa magii tak naprawdę nawet po tysiącach lat jej studiowania kryły przed czarodziejami wiele tajemnic.
*
Siedziała na fotelu, przypatrując się Yaxleyównie, a świat przed oczami wciąż jej wirował. Coś w środku ścisnęło się boleśnie, gdy kobieta potwierdziła, że istota nie miała kształtu, i w dodatku że po śnie Geraldine czuła dziwne uczucie na całym ciele.
- Nie sypiaj więcej w tym domu - zażądała Florence, nieco ostrym tonem, cofając dłoń. Nie wstała jednak. - To nie był zwykły sen.
Nie wiedziała, czym był, jeśli nie zwykłym snem. Przepowiednią, która nie powinna nadejść, chichotem losu, podświadomością, podsuwającą coś, czego nie dostrzegała Geraldine na jawie? Koszmarem, w który ktoś się w kradł, czy może... czy może coś naprawdę było w sypialni Geraldine, nawet jeżeli nie wyrwało jej serca? Coś, co zaczynało się nią pożywiać?
- Istota, o której śniłaś, istnieje i chce cię pożreć - powiedziała. Kto inny mógłby zastanawiać się, czy powinien tak straszyć przyjaciółkę, ale przecież Florence nie miała prawa pozostawić jej w niewiedzy. I nieważne, jak mocno ją przerazi, ważne, by coś z tym zrobić.
Florence sama to dopiero co wyjaśniała.
Jeżeli zobaczyła tę przyszłość, a ujrzała Geraldine pożeraną przez bezkształtnego potwora, umierającą w powolnej męce, to - przy poziomie jej umiejętności, dalekim od wybitnego, ale całkiem przyzwoitym - ktoś już to planował.
Coś już to planowało.
- A jeśli mówiła głosem twojego brata, to jest jakoś z nim związane.
Oczywiście, mogła próbować ich ze sobą skłócić. Nastawić przeciwko sobie. Sam w sobie ten głos zresztą nic nie znaczył - ale cała reszta, dziwne wydarzenia wokół Thorana, te zaburzenia pamięci, niespójne wspomnienia... Tego wszystkiego było zbyt wiele.
Twoje życie należy do mnie.
- Jeżeli on para się czarną magią, może coś przywołał w Beltane? Geraldine, z... Voldemortem trzech śmierciożerców było w Limbo. Jeśli on był jednym z nich i coś wyszło razem z nim? Geraldine, normalny człowiek nie powinien mieć tak zagmatwanej przyszłości, jak on. Z Thoranem Yaxleyem jest coś nie tak, a ta ciemność bez kształtu się na ciebie czai. Może chce nabrać kształtu dzięki tobie. Dzięki twojemu życiu.
Nie miała jeszcze podstaw zakładać, że ta istota to Thoran. Wyglądał przecież... absolutnie normalnie. A ona na razie za mało wiedziała - przecież był na zdjęciach, które pokazywała jej Yaxleyówna, a chociaż sama nie pamiętała o jego istnieniu, to rodzeństwo i matka go rozpoznawali.
*
Siedziała na fotelu, przypatrując się Yaxleyównie, a świat przed oczami wciąż jej wirował. Coś w środku ścisnęło się boleśnie, gdy kobieta potwierdziła, że istota nie miała kształtu, i w dodatku że po śnie Geraldine czuła dziwne uczucie na całym ciele.
- Nie sypiaj więcej w tym domu - zażądała Florence, nieco ostrym tonem, cofając dłoń. Nie wstała jednak. - To nie był zwykły sen.
Nie wiedziała, czym był, jeśli nie zwykłym snem. Przepowiednią, która nie powinna nadejść, chichotem losu, podświadomością, podsuwającą coś, czego nie dostrzegała Geraldine na jawie? Koszmarem, w który ktoś się w kradł, czy może... czy może coś naprawdę było w sypialni Geraldine, nawet jeżeli nie wyrwało jej serca? Coś, co zaczynało się nią pożywiać?
- Istota, o której śniłaś, istnieje i chce cię pożreć - powiedziała. Kto inny mógłby zastanawiać się, czy powinien tak straszyć przyjaciółkę, ale przecież Florence nie miała prawa pozostawić jej w niewiedzy. I nieważne, jak mocno ją przerazi, ważne, by coś z tym zrobić.
Florence sama to dopiero co wyjaśniała.
Jeżeli zobaczyła tę przyszłość, a ujrzała Geraldine pożeraną przez bezkształtnego potwora, umierającą w powolnej męce, to - przy poziomie jej umiejętności, dalekim od wybitnego, ale całkiem przyzwoitym - ktoś już to planował.
Coś już to planowało.
- A jeśli mówiła głosem twojego brata, to jest jakoś z nim związane.
Oczywiście, mogła próbować ich ze sobą skłócić. Nastawić przeciwko sobie. Sam w sobie ten głos zresztą nic nie znaczył - ale cała reszta, dziwne wydarzenia wokół Thorana, te zaburzenia pamięci, niespójne wspomnienia... Tego wszystkiego było zbyt wiele.
Twoje życie należy do mnie.
- Jeżeli on para się czarną magią, może coś przywołał w Beltane? Geraldine, z... Voldemortem trzech śmierciożerców było w Limbo. Jeśli on był jednym z nich i coś wyszło razem z nim? Geraldine, normalny człowiek nie powinien mieć tak zagmatwanej przyszłości, jak on. Z Thoranem Yaxleyem jest coś nie tak, a ta ciemność bez kształtu się na ciebie czai. Może chce nabrać kształtu dzięki tobie. Dzięki twojemu życiu.
Nie miała jeszcze podstaw zakładać, że ta istota to Thoran. Wyglądał przecież... absolutnie normalnie. A ona na razie za mało wiedziała - przecież był na zdjęciach, które pokazywała jej Yaxleyówna, a chociaż sama nie pamiętała o jego istnieniu, to rodzeństwo i matka go rozpoznawali.