16.05.2024, 15:45 ✶
Jeśli chodziło o Brennę, głupie pomysły nie były jej obce, ale faktycznie w towarzystwie Heather i Nikolaia nie zamierzała na żadne wpadać. Miewała też skłonności do pakowania się w tarapaty, liczyła jednak, że limit tych na ten tydzień już wyczerpała i dzisiejszy wypad do Hogsmeade upłynie spokojnie i miło dla wszystkich zainteresowanych.
Dobrze, że nie znała myśli Heather. Nie że nie pochlebiałoby jej, że Wood ją tak podziwia, ale Brennę na pewno mocno by gryzło, na ile błędna była to opinia.
- Właściwie to racja, ale sama nie wiem, jakie stworzenie miałoby się tam dostawać i robić tyle hałasu... i Ministerstwo z jakichś powodów nie jest zainteresowane sprawą - powiedziała z zastanowieniem, kiedy Nikolai wspomniał o innych stworzeniach, które mogły tu straszyć. Brennie nic nie przychodziło do głowy - boginy raczej nie wydawały takich dźwięków, ghule były odrębną kategorią, benshee zostałoby pewnie rozpoznane po wydawanych dźwiękach, podobnie jak szyszymora. Inna sprawa, że sama niekoniecznie znała wszystkie magiczne stworzenia...
- Właściwie to historia magii była ciekawa, ale lekcje z niej nie - odparła na stwierdzenie Heather. Brenna zwykle te zajęcia przesypiała albo czytała pod ławką mugolskie komiksy. Lubiła opowieści - przeszłość ją interesowała, może ze względu na to, że była widmowidzem. Ale imiona goblińskich rebeliantów i daty, recytowane przez Binnsa, od razu ją usypiały. - Uczył jej duch - dodała na użytek Nikolaia, skoro już rozmowa zeszła na te byty. - Podobno pewnej nocy zmarł w swoim gabinecie, po czym rano poszedł na lekcję, dokładnie tak, jak całe lata wcześniej. Mogłoby się wydawać, że to coś świetnego, duch uczący historii, ale on ewidentnie nie był dobrym nauczycielem za życia i nie stał się nim po śmierci...
Gdy zbliżyli się do Trzech Mioteł, dużego pubu w centrum wioski, Brenna pchnęła drzwi i rozejrzała się za stolikiem. O tej porze roku było tutaj całkiem sporo turystów, ale udało się im zająć trzy miejsca przy niedużym stoliku pod jednym z okien.
– Dostał czterdzieści pięć ciosów toporem. Lubi o tym opowiadać – dodała do historii Heather, zajmując już miejsce i podsuwając Nikolaiowi menu, bo sama doskonale wiedziała, co chce zamówić. – Zawsze trochę mnie to dziwi, jak chętnie duchy opowiadają o śmierci. To przecież musiało być… mało przyjemne – powiedziała. Był to eufemizm: śmierć z ręki niewprawnego kata mogła się przeciągać i wszystko wcale nie kończyło się w ciągu pół sekundy, po pierwszym uderzeniu. – Ale naprawdę, Nick nie był chyba za życia zbyt inteligentny, podobno złapano go, bo użył magii na dworze jednego z mugolskich królów. I to żeby wyprostować komuś zęby.
To nawet nie była gryfońska głupota. Gryfońska głupota w końcu zakładała pewną odwagę, a tego nie dało uznać się za odważne.
- Kremowe piwo bez alkoholu, proszę, i kanapkę ministra - stwierdziła, gdy podeszła kelnerka. To był spory wyjątek ze strony Brenny, bo rzadko gdziekolwiek poza domami najbliższych przyjaciół pijała coś poza wodą, ale tu jednak nikt się ich nie spodziewał, a Rosmerta raczej nie postanowiłaby jej otruć.
Dobrze, że nie znała myśli Heather. Nie że nie pochlebiałoby jej, że Wood ją tak podziwia, ale Brennę na pewno mocno by gryzło, na ile błędna była to opinia.
- Właściwie to racja, ale sama nie wiem, jakie stworzenie miałoby się tam dostawać i robić tyle hałasu... i Ministerstwo z jakichś powodów nie jest zainteresowane sprawą - powiedziała z zastanowieniem, kiedy Nikolai wspomniał o innych stworzeniach, które mogły tu straszyć. Brennie nic nie przychodziło do głowy - boginy raczej nie wydawały takich dźwięków, ghule były odrębną kategorią, benshee zostałoby pewnie rozpoznane po wydawanych dźwiękach, podobnie jak szyszymora. Inna sprawa, że sama niekoniecznie znała wszystkie magiczne stworzenia...
- Właściwie to historia magii była ciekawa, ale lekcje z niej nie - odparła na stwierdzenie Heather. Brenna zwykle te zajęcia przesypiała albo czytała pod ławką mugolskie komiksy. Lubiła opowieści - przeszłość ją interesowała, może ze względu na to, że była widmowidzem. Ale imiona goblińskich rebeliantów i daty, recytowane przez Binnsa, od razu ją usypiały. - Uczył jej duch - dodała na użytek Nikolaia, skoro już rozmowa zeszła na te byty. - Podobno pewnej nocy zmarł w swoim gabinecie, po czym rano poszedł na lekcję, dokładnie tak, jak całe lata wcześniej. Mogłoby się wydawać, że to coś świetnego, duch uczący historii, ale on ewidentnie nie był dobrym nauczycielem za życia i nie stał się nim po śmierci...
Gdy zbliżyli się do Trzech Mioteł, dużego pubu w centrum wioski, Brenna pchnęła drzwi i rozejrzała się za stolikiem. O tej porze roku było tutaj całkiem sporo turystów, ale udało się im zająć trzy miejsca przy niedużym stoliku pod jednym z okien.
– Dostał czterdzieści pięć ciosów toporem. Lubi o tym opowiadać – dodała do historii Heather, zajmując już miejsce i podsuwając Nikolaiowi menu, bo sama doskonale wiedziała, co chce zamówić. – Zawsze trochę mnie to dziwi, jak chętnie duchy opowiadają o śmierci. To przecież musiało być… mało przyjemne – powiedziała. Był to eufemizm: śmierć z ręki niewprawnego kata mogła się przeciągać i wszystko wcale nie kończyło się w ciągu pół sekundy, po pierwszym uderzeniu. – Ale naprawdę, Nick nie był chyba za życia zbyt inteligentny, podobno złapano go, bo użył magii na dworze jednego z mugolskich królów. I to żeby wyprostować komuś zęby.
To nawet nie była gryfońska głupota. Gryfońska głupota w końcu zakładała pewną odwagę, a tego nie dało uznać się za odważne.
- Kremowe piwo bez alkoholu, proszę, i kanapkę ministra - stwierdziła, gdy podeszła kelnerka. To był spory wyjątek ze strony Brenny, bo rzadko gdziekolwiek poza domami najbliższych przyjaciół pijała coś poza wodą, ale tu jednak nikt się ich nie spodziewał, a Rosmerta raczej nie postanowiłaby jej otruć.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.