23.12.2022, 16:05 ✶
Darcy pozostawał beztrosko nieświadomy nadmiernym skłonnościom Trevora do alkoholu. A gdyby nawet o nich wiedział… nie przejąłby się ani trochę. Nie jego problem, prawda? Poza tym jeżeli nie chciał tego piwa, nie musiał go pić, ot to było podejście paniczna Lokharta. Ten, gdy postawiono przed nim piwo, upił łyk, trochę podejrzliwie, bo do tej pory nie odwiedzał tego lokalu. Cóż… nie był to niestety specyfik taki jak w Trzech Miotłach czy jego ulubionej, londyńskiej knajpie, ale dało się wypić. Zresztą, nie miał zamiaru się delektować, a leczyć ból istnienia po tym, jak potraktowała go Ta Wredna Dziewczyna.
Trochę się zdumiał, kiedy starzec zaczął mówić o treściach obrazoburczych, wywrotowych, zdemaskowaniach. Nie chodziło o to, że Darcy nie był w stanie go zrozumieć. Czytał gazety od zawsze, wychowywał się w księgarni, sam posługiwał się nim pisząc artykuły czy opowiadania, więc takie słownictwo nie było mu obce, ale rzadko słyszał je na co dzień. Ach, ci starzy ludzie. W pierwszej chwili Lockhart zresztą skupił się bardziej na tym, w jaki sposób mężczyzna mówił, niż co mówił – ataki, ujęcia…?
- Eeee – powiedział Darcy bardzo inteligentnie. – To znaczy, no, na razie to czytałem ten cały manifest. Bo to było parę dni temu, nie? – stwierdził, obiecując sobie, że jutro w księgarni bardzo uważnie przestudiuje prasę. – Jak nawet coś zaczęli robić, to dopiero teraz. Jakby już kogoś aurorzy albo Brygada złapali, to by byli szybszy niż błyskawica – podsumował, trochę lekceważąco, unosząc znów kufel do ust. Tak, na razie bagatelizował sytuację. Owszem, niepokoił się odrobinę, ale nie jakoś specjalnie. Zakładał, że wszystko szybko wróci do normy, a siły porządkowe wezmą się do pracy.
Przysłuchując się Trevorowi, nie tylko odnotował, jakie ma poglądy sam Yaxley, ale też przy okazji szybko dokonał rewizji tego, co sam będzie mówić. Darcy Lockhart już od najmłodszych lat przywykł do dostosowywania się do sytuacji. Gdyby siedział przy stoliku z fanatykami czystej krwi, zapewniałby, że właściwie mugolaki nie są jedynymi z nich, ale przecież półkrwi są ważnym elementem społeczności. Będąc z wyraźnie przeciwnikami Voldemorta, uważał na słowa w drugą stronę.
- Pewnie, że to popaprańcy, ale czy przypadkiem jak ludzie nie zaczną „brać sprawy w swoje ręce”, nie przeszkodzą tylko Brygadzistom i Aurorom? – spytał znad swojego kufla. – Oni są wyszkoleni. W procedurach, w zaklęciach i tak dalej. Ten Volde coś tam nie bierze chyba takich, co są słabi w magii. OWUTEMy z OPCM zdaje może dwadzieścia procent Hogwartu. Jak zwykli ludzie zaczną z nimi walczyć, to będzie tylko więcej ofiar. Nigdy nie pozwoliłbym mojej siostrze na coś takiego – prychnął, trochę oburzony na samą sugestię, że jego mała siostrzyczka miałaby brać różdżkę i walczyć w imię mugolaków, bo tak się godzi! Przecież zaraz zrobiliby jej krzywdę! – Nie bierze się prawa w swoje ręce i służby też cały czas to powtarzają. Wepchasz się pod nogi takiemu Brygadziście i tylko będzie cię musiał ratować, zamiast złapać tego czarnego maga i aresztować.
Darcy nie nadawał się do walki. Oczywiście, sam sobie powtarzał, że gdyby c h c i a ł radziłby sobie doskonale, a po prostu ma inne obowiązki – pisanie artykułów, opowiadań, praca w księgarni, opieka nad rodziną. Prawda była jednak taka, że w pojedynkach był zaledwie przeciętny. I pewnie faktycznie, gdyby ruszył do walki ze śmierciożercami, plątałby się tylko pod nogami tym bardziej doświadczonym czy utalentowanym czarodziejom.
Trochę się zdumiał, kiedy starzec zaczął mówić o treściach obrazoburczych, wywrotowych, zdemaskowaniach. Nie chodziło o to, że Darcy nie był w stanie go zrozumieć. Czytał gazety od zawsze, wychowywał się w księgarni, sam posługiwał się nim pisząc artykuły czy opowiadania, więc takie słownictwo nie było mu obce, ale rzadko słyszał je na co dzień. Ach, ci starzy ludzie. W pierwszej chwili Lockhart zresztą skupił się bardziej na tym, w jaki sposób mężczyzna mówił, niż co mówił – ataki, ujęcia…?
- Eeee – powiedział Darcy bardzo inteligentnie. – To znaczy, no, na razie to czytałem ten cały manifest. Bo to było parę dni temu, nie? – stwierdził, obiecując sobie, że jutro w księgarni bardzo uważnie przestudiuje prasę. – Jak nawet coś zaczęli robić, to dopiero teraz. Jakby już kogoś aurorzy albo Brygada złapali, to by byli szybszy niż błyskawica – podsumował, trochę lekceważąco, unosząc znów kufel do ust. Tak, na razie bagatelizował sytuację. Owszem, niepokoił się odrobinę, ale nie jakoś specjalnie. Zakładał, że wszystko szybko wróci do normy, a siły porządkowe wezmą się do pracy.
Przysłuchując się Trevorowi, nie tylko odnotował, jakie ma poglądy sam Yaxley, ale też przy okazji szybko dokonał rewizji tego, co sam będzie mówić. Darcy Lockhart już od najmłodszych lat przywykł do dostosowywania się do sytuacji. Gdyby siedział przy stoliku z fanatykami czystej krwi, zapewniałby, że właściwie mugolaki nie są jedynymi z nich, ale przecież półkrwi są ważnym elementem społeczności. Będąc z wyraźnie przeciwnikami Voldemorta, uważał na słowa w drugą stronę.
- Pewnie, że to popaprańcy, ale czy przypadkiem jak ludzie nie zaczną „brać sprawy w swoje ręce”, nie przeszkodzą tylko Brygadzistom i Aurorom? – spytał znad swojego kufla. – Oni są wyszkoleni. W procedurach, w zaklęciach i tak dalej. Ten Volde coś tam nie bierze chyba takich, co są słabi w magii. OWUTEMy z OPCM zdaje może dwadzieścia procent Hogwartu. Jak zwykli ludzie zaczną z nimi walczyć, to będzie tylko więcej ofiar. Nigdy nie pozwoliłbym mojej siostrze na coś takiego – prychnął, trochę oburzony na samą sugestię, że jego mała siostrzyczka miałaby brać różdżkę i walczyć w imię mugolaków, bo tak się godzi! Przecież zaraz zrobiliby jej krzywdę! – Nie bierze się prawa w swoje ręce i służby też cały czas to powtarzają. Wepchasz się pod nogi takiemu Brygadziście i tylko będzie cię musiał ratować, zamiast złapać tego czarnego maga i aresztować.
Darcy nie nadawał się do walki. Oczywiście, sam sobie powtarzał, że gdyby c h c i a ł radziłby sobie doskonale, a po prostu ma inne obowiązki – pisanie artykułów, opowiadań, praca w księgarni, opieka nad rodziną. Prawda była jednak taka, że w pojedynkach był zaledwie przeciętny. I pewnie faktycznie, gdyby ruszył do walki ze śmierciożercami, plątałby się tylko pod nogami tym bardziej doświadczonym czy utalentowanym czarodziejom.