16.05.2024, 21:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.05.2024, 21:04 przez Jonathan Selwyn.)
Jonathan zazwyczaj lubił te angielskie późne jesienie. Jak to przecież zwykł powtarzać wrzesień był od przyjemnych spacerów pośród kolorowych liści i dekorowania nimi domów, październik od wywieszania kiczowatych szkieletów, a listopad i początek grudnia powinny być zarezerwowany na przechadzanie się wieczorami po zamglonych ulicach i czucie się niczym blade dziewczę z powieści gotyckiej. Z tym, że jednak ten listopad był inny, a grudzień, chociaż mugolska dzielnica, w której mieszkał powoli dekorowana była w kolorowe światełka i inne ozdoby, nie zapowiadał się lepiej i nic na razie nie było w stanie rozwiać ponurych chmur, które wisiały nad głową Selwyna od 18 listopada tego roku.
Co prawda Jonathan od razu zaznaczył przyjaciołom, że miał jak najgorsze zdanie o tym samozwańczym "Czarnym Panie", ale i tak starał się nie pokazywać, jak bardzo tym się przejął. Myśli Selwyna wciąż krążyły wokół tych kretyńskich postulatów i ataków Śmierciożerców, a z każdym przeczytanym na ten temat artykułem jego złość jedynie wzrastała. Teraz zresztą siedział w swoim gabinecie, tak pochłonięty wbijaniem wzroku w kolejny nagłówek, jakby w ten sposób, mógł rzucić na kogoś klątwę, że w pierwszej chwili nie usłyszał swojego skrzata domowego informującego, że ktoś na niego czeka przy drzwiach. No tak. Brenna. Byli umówieni. Szybko wstał od biurka, złożył gazetę i ruszył do drzwi wejściowych, przyklejając na twarz swój typowy uśmiech. Nie miał pojęcia czego chciała od niego młoda Longbottom, ale wizyty od niej nigdy by nie odmówił.
– Brenno, witaj, miło cię widzieć moja droga, proszę cię wejdź – powiedział na powitanie, wpuszczając czarownicę do przedpokoju, na którego jednej ze ścian wpatrywali się w nich ludzie, zupełnie jakby czekali na przedstawienie.
Gdy tylko Selwyn zamknął za nimi drzwi przyjrzał się młodszej czarownicy nieco krytycznie, chociaż oczywiście starał się tego nie okazywać. Na miłość Merlina, czy Longbottomowie zapomnieli o zaopatrywaniu swoich młodych w odpowiedni ubiór? Z tym płaszczem jeszcze dało się zrobić coś ciekawego, ale ten szalik? Mroczne czasy najwyraźniej nastały już wszędzie. Będzie musiał dać jej jeden ze swoich, zanim stąd wyjdzie. Na całe szczęście miał całkiem pokaźną kolekcję.
– Dobrze wyglądasz. Nowa uczesanie, czy to po prostu wiatr zrobił swoje? Jak się czujesz? – mówił, czekając, aż czarownica zdejmie swój płaszcz. – Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie ile musisz mieć teraz pracy. Napijesz się czegoś?
Co prawda Jonathan od razu zaznaczył przyjaciołom, że miał jak najgorsze zdanie o tym samozwańczym "Czarnym Panie", ale i tak starał się nie pokazywać, jak bardzo tym się przejął. Myśli Selwyna wciąż krążyły wokół tych kretyńskich postulatów i ataków Śmierciożerców, a z każdym przeczytanym na ten temat artykułem jego złość jedynie wzrastała. Teraz zresztą siedział w swoim gabinecie, tak pochłonięty wbijaniem wzroku w kolejny nagłówek, jakby w ten sposób, mógł rzucić na kogoś klątwę, że w pierwszej chwili nie usłyszał swojego skrzata domowego informującego, że ktoś na niego czeka przy drzwiach. No tak. Brenna. Byli umówieni. Szybko wstał od biurka, złożył gazetę i ruszył do drzwi wejściowych, przyklejając na twarz swój typowy uśmiech. Nie miał pojęcia czego chciała od niego młoda Longbottom, ale wizyty od niej nigdy by nie odmówił.
– Brenno, witaj, miło cię widzieć moja droga, proszę cię wejdź – powiedział na powitanie, wpuszczając czarownicę do przedpokoju, na którego jednej ze ścian wpatrywali się w nich ludzie, zupełnie jakby czekali na przedstawienie.
Gdy tylko Selwyn zamknął za nimi drzwi przyjrzał się młodszej czarownicy nieco krytycznie, chociaż oczywiście starał się tego nie okazywać. Na miłość Merlina, czy Longbottomowie zapomnieli o zaopatrywaniu swoich młodych w odpowiedni ubiór? Z tym płaszczem jeszcze dało się zrobić coś ciekawego, ale ten szalik? Mroczne czasy najwyraźniej nastały już wszędzie. Będzie musiał dać jej jeden ze swoich, zanim stąd wyjdzie. Na całe szczęście miał całkiem pokaźną kolekcję.
– Dobrze wyglądasz. Nowa uczesanie, czy to po prostu wiatr zrobił swoje? Jak się czujesz? – mówił, czekając, aż czarownica zdejmie swój płaszcz. – Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie ile musisz mieć teraz pracy. Napijesz się czegoś?