-Jakby... mogą przenikać przez ściany i samych siebie, więc mniej miejsca chyba nie byłby dla nich problemem, nie? - zagadnął, przywołując w wyobraźni obraz jakiegoś starego domu, z którego półprzezroczyste zjawy niemal się wysypywały. -Chociaż nie, to mogłoby być niewygodne nawet dla nich.
Niby nikt się o nikogo nie potykał, nikt się nie zderzał, nie trzeba było czekać godzinami, aż pozostałe osoby skorzystają z łazienki, ale duchy zapewne również potrzebowały swojej prywatności, chociażby po to, żeby polamentować o swojej śmierci. Ciekawe, czy duchy w jakiś sposób odczuwały, że drugi duch przez nie przechodził? Dla ludzi nie było to najprzyjemniejsze uczucie, ale jak to się miało z duszami, które zostały na ziemi? Może czuli wtedy coś jakby chwilowy rozpad? Hm...
-Byłaś w środku? - dopytał, kiedy Heather wspomniała o swoich wyprawach do Wrzeszczącej Chaty.
Historia magii, której wykładał duch, który nawet nie zauważył, że umarł... Podczas zajęć musiała panować grobowa atmosfera, to potrafił sobie wyobrazić. Skrzywił się - chyba jednak wolał nauczycieli, którzy byli... no cóż, żywi.
Heather wymownym gestem odpowiedziała na jego pytanie o "Prawie Bezgłowego" ducha, Nikolai uniósł brew i powtórzył jej ruch, aż mu coś w karku strzyknęło. Rozejrzał się, mruknął cicho i podniósł głowę.
-To musi być niewygodne, tak widzieć wszystko bokiem. Chyba nie lata tak cały czas, nie? Z głową na ramieniu?
Czterdzieści pięć ciosów toporem? I nie udało się katowi odrąbać całej głowy? Musiał biedakowi zostawić ten mały kawałek, który z pewnością nie dawał mu spokoju w pożyciu zagrobowym? Topór był za tępy, czy kat źle celował? No cóż, niezbyt go zdziwiło, że duch prawie bez głowy ciągle o tym opowiadał. W końcu jednym z pierwszych pytań, które duchy najczęściej słyszały, było "w jaki sposób umarłeś?".
-Fakt, mało przyjemne, ale dla duchów dzień, w którym umarli, to jak dla nas urodziny, nie? - zerknął do podsuniętego mu menu.
Nie był właściwie głodny, więc szybko przewertował menu i podsunął je Heather, jeśli jeszcze nie zdecydowała, co chciała dla siebie.
-Ten Irytek też umarł w jakiś dziwny sposób, że tak wszystkich wkurza? I w sumie mu się nie dziwię, że nie tyka Dumbledore'a. Sam wolałbym mu nie podpadać - oczywiście, że wiedział, kim był Albus Dumbledore. Nie żył pod tak wielkim kamieniem, żeby nigdy nie słyszeć o sławnym dyrektorze Hogwartu. Na świecie chyba nawet nie było czarodzieja, który by o nim nie słyszał. Chyba że był niemowlakiem.
-Dla mnie tylko kremowe piwo - uśmiechnął się do kelnerki.