16.05.2024, 23:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.05.2024, 09:04 przez Brenna Longbottom.)
Gdyby nie straciła tyle krwi, i nie była tak trochę półprzytomna, może na przemowę Franceski by zaniemówiła – z wrażenia lub przerażenia, ewentualnie dwóch na raz. A tak to dotarło do niej piąte przez dziesiąte i głównie dlatego, że w pewnej chwili usłyszała swoje imię i skupiła się bardziej, próbując zrozumieć, o co chodzi.
– Eee… – podsumowała bardzo elokwentnie, trochę niepewna, jak właściwie zareagować na tę wdzięczność: czy przepraszać, czy obiecać jej kwiaty, pytać, czy może trochę z tym chujem nie przesadza, oburzać się o końcówkę, wspominać, że w sumie to chyba uważała się za narzeczoną Erika po pierwszej randce, a to nie tak działa… ostatecznie jednak, zanim zdołała zebrać myśli na tyle, by odpowiedzieć, Francesca wypadła z mieszkania, trzaskając drzwiami. – Em, przepraszam? – powiedziała w końcu, tak trochę pytająco, bo nie była pewna, czy powinna Basiliusa przepraszać za psucie randki, czy jednak nie, skoro chyba tutaj zadziały się jakieś rzeczy, których za bardzo nie rozumiała, bo ciężko było jej zachować w obecnym stanie skupienie.
Bez protestu wypiła eliksir, najpierw jeden, potem drugi. Skutków tego pierwszego nie odczuła, chociaż na pewno zaczął magicznie produkować krew, za to efekty drugiego już po chwili nadeszły i wreszcie była w stanie skupić się na czymś innym poza tym, że Jak To Cholernie Boli i Jak Bardzo Mi Słabo. Może jeszcze nie dostałaby odznaki za najrozsądniej przeprowadzoną rozmowę miesiąca, ale dotarł do niej sens pytania Prewetta i odpowiedziała w miarę składnie.
– Mieliśmy go skonfiskować, ale został skradziony. Miałam go odzyskać i… no odzyskałam – mruknęła, spoglądając na swój bok i się skrzywiła, bo to wcale nie był fajny widok, kiedy wystawała z ciebie rękojeść czegoś ostrego. Powinna była go przynieść, owszem, ale niekoniecznie w sobie. – Jak już się go użyje, to ma podobno nie chcieć tak po prostu wyjść i rękojeści lepiej nie dotykać, ale się na tym nie znam… Dzięki za pomoc. Obiecywałeś jej złote góry? Mam jej posłać Błędnego Rycerza pełnego kwiatów, bo złotych gór to nie znajdę, ale kwiaty tak, czy niech mnie ręka bogini broni? – zapytała, tak dla porządku, bo te fragmenty przemowy, które zrozumiała, sugerowały, że chyba jednak nic z tego związku nie będzie, ale wolała się upewnić. I sądząc po tym, że zaczynała mówić tak, jak ona, eliksiry powoli działały: była ogłupiała, przestawało jednak boleć. Ba, jeszcze chwila i pewnie Brenna byłaby gotowa stąd wymaszerować, co z tego, że nóż dalej tkwił w ranie, przecież nic jej nie będzie, a już dość zamieszania narobiła!
– Eee… – podsumowała bardzo elokwentnie, trochę niepewna, jak właściwie zareagować na tę wdzięczność: czy przepraszać, czy obiecać jej kwiaty, pytać, czy może trochę z tym chujem nie przesadza, oburzać się o końcówkę, wspominać, że w sumie to chyba uważała się za narzeczoną Erika po pierwszej randce, a to nie tak działa… ostatecznie jednak, zanim zdołała zebrać myśli na tyle, by odpowiedzieć, Francesca wypadła z mieszkania, trzaskając drzwiami. – Em, przepraszam? – powiedziała w końcu, tak trochę pytająco, bo nie była pewna, czy powinna Basiliusa przepraszać za psucie randki, czy jednak nie, skoro chyba tutaj zadziały się jakieś rzeczy, których za bardzo nie rozumiała, bo ciężko było jej zachować w obecnym stanie skupienie.
Bez protestu wypiła eliksir, najpierw jeden, potem drugi. Skutków tego pierwszego nie odczuła, chociaż na pewno zaczął magicznie produkować krew, za to efekty drugiego już po chwili nadeszły i wreszcie była w stanie skupić się na czymś innym poza tym, że Jak To Cholernie Boli i Jak Bardzo Mi Słabo. Może jeszcze nie dostałaby odznaki za najrozsądniej przeprowadzoną rozmowę miesiąca, ale dotarł do niej sens pytania Prewetta i odpowiedziała w miarę składnie.
– Mieliśmy go skonfiskować, ale został skradziony. Miałam go odzyskać i… no odzyskałam – mruknęła, spoglądając na swój bok i się skrzywiła, bo to wcale nie był fajny widok, kiedy wystawała z ciebie rękojeść czegoś ostrego. Powinna była go przynieść, owszem, ale niekoniecznie w sobie. – Jak już się go użyje, to ma podobno nie chcieć tak po prostu wyjść i rękojeści lepiej nie dotykać, ale się na tym nie znam… Dzięki za pomoc. Obiecywałeś jej złote góry? Mam jej posłać Błędnego Rycerza pełnego kwiatów, bo złotych gór to nie znajdę, ale kwiaty tak, czy niech mnie ręka bogini broni? – zapytała, tak dla porządku, bo te fragmenty przemowy, które zrozumiała, sugerowały, że chyba jednak nic z tego związku nie będzie, ale wolała się upewnić. I sądząc po tym, że zaczynała mówić tak, jak ona, eliksiry powoli działały: była ogłupiała, przestawało jednak boleć. Ba, jeszcze chwila i pewnie Brenna byłaby gotowa stąd wymaszerować, co z tego, że nóż dalej tkwił w ranie, przecież nic jej nie będzie, a już dość zamieszania narobiła!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.