17.05.2024, 09:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.05.2024, 09:50 przez Brenna Longbottom.)
Odpowiedziała Cainowi, wyraziła uwielbienie wobec Thomasa - Alicji, nie zdążyła odpowiedzieć Isaakowi, bo zaczęła się bitwa, a Brenna postanowiła zostać fotografem wojennym.
– Nie mylisz mnie przypadkiem z Millie? – parsknęła Brenna, bo Cain był od niej wyższy, ale przecież nie aż tak. A teraz… teraz to mogłaby bez większych trudów przerzucić go sobie przez ramię. Było to na swój sposób zabawne, chociaż uznała, że póki co wystarczy jej kolejnych ciasteczek z niespodzianką. – Trolla. Musicie mi tu sprowadzić trolla. Zgodzi się wzrostem i na pewno się dogadamy doskonale, on będzie chrząkał, ja będę mówić i…
Tu Brenna przerwała, bowiem dostrzegła Wielkie Wejście Thomasa Hardwicka.
I natychmiast uniosła aparat, by zrobić mu zdjęcie w tym cudownym stroju.
– Tommy, czy wspominałam już, że cię uwielbiam?! – zawołała do niego, i może nawet wspomniałaby coś o tym, że kocha go miłością dozgonną, wszystko przez ten strój Alicji, ale najpierw odezwał się do niej Isaac, a zanim miała szansę mu odpowiedzieć, zaczęło się… ogromne zamieszanie.
Czy Brenna chwyciła za ciasto, by rzucać w innych tortem? Nie. Może czuła się już trochę za stara na takie zabawy, a może po prostu uznała, że znacznie lepszą będzie udokumentowanie całego przedsięwzięcia, bo zamiast rzucać się do kijów – flamingów czy chwytać jedzeniowe pociski, zaczęła przemieszczać się po okolicy – wciąż górując nad wszystkimi gośćmi o dwie stopy – i naciskać migawkę aparatu na tyle szybko, na ile tylko czarodziejski sprzęt lat siedemdziesiątych pozwalał (czyli niestety nie dość szybko jak na jej potrzeby, ale jak się nie ma, co się mówi, to się lubi, co się ma). Uwieczniła Morpheusa, już uwalonego ciastem, Caina goniącego Millie, a potem dała pokaz wrodzonej złośliwości, przykucając, by zrobić zdjęcie także chowającemu się pod stołem bratu (i przy okazji Basiliusowi). A poza tym każdego, kto się nawinął. Że sama mogła oberwać gdzieś po drodze ciasteczkiem? Cóż… od takiego słodkiego pocisku przecież nie umrze.
Teraz będą na nią wściekli, ale za parę lat te zdjęcia ich rozbawią, była tego absolutnie pewna, a to nie tak, że miała zamiar ich nimi szantażować… Chyba by tego nie zrobiła, prawda?
W przypadku aury i nici Brenny nie było wielkich niespodzianek. Kobieta nie była może aż tak beztroska, jak mogłoby się wydawać na podstawie jej zachowania, ale wszelki niepokój czy przygnębienie znikały niemal w zwykłej, jaskrawej czerwieni. Nici oplatały ją gęstą siecią, bo znała tu każdego i trudno było wyłowić te pojedyncze, zwłaszcza, że większość była do siebie podobna: Brenna kochała na swój sposób większość uczestników imprezy, przyjaciół i rodzinę. Zieleń i róż w różnych odcieniach błyskały w oczach aurowidza, najczęściej blady róż mieszający się z intensywną zielenią. Nić Basiliusa była zielona, a najbardziej krucha była zielona nić biegnącą do Bagshota, wciąż wskazujący na przyjazne uczucia ślad dawnej przyjaźni, która jeszcze nie została odnowiona, bo dopiero spotkali się po wielu latach.
– Nie mylisz mnie przypadkiem z Millie? – parsknęła Brenna, bo Cain był od niej wyższy, ale przecież nie aż tak. A teraz… teraz to mogłaby bez większych trudów przerzucić go sobie przez ramię. Było to na swój sposób zabawne, chociaż uznała, że póki co wystarczy jej kolejnych ciasteczek z niespodzianką. – Trolla. Musicie mi tu sprowadzić trolla. Zgodzi się wzrostem i na pewno się dogadamy doskonale, on będzie chrząkał, ja będę mówić i…
Tu Brenna przerwała, bowiem dostrzegła Wielkie Wejście Thomasa Hardwicka.
I natychmiast uniosła aparat, by zrobić mu zdjęcie w tym cudownym stroju.
– Tommy, czy wspominałam już, że cię uwielbiam?! – zawołała do niego, i może nawet wspomniałaby coś o tym, że kocha go miłością dozgonną, wszystko przez ten strój Alicji, ale najpierw odezwał się do niej Isaac, a zanim miała szansę mu odpowiedzieć, zaczęło się… ogromne zamieszanie.
Czy Brenna chwyciła za ciasto, by rzucać w innych tortem? Nie. Może czuła się już trochę za stara na takie zabawy, a może po prostu uznała, że znacznie lepszą będzie udokumentowanie całego przedsięwzięcia, bo zamiast rzucać się do kijów – flamingów czy chwytać jedzeniowe pociski, zaczęła przemieszczać się po okolicy – wciąż górując nad wszystkimi gośćmi o dwie stopy – i naciskać migawkę aparatu na tyle szybko, na ile tylko czarodziejski sprzęt lat siedemdziesiątych pozwalał (czyli niestety nie dość szybko jak na jej potrzeby, ale jak się nie ma, co się mówi, to się lubi, co się ma). Uwieczniła Morpheusa, już uwalonego ciastem, Caina goniącego Millie, a potem dała pokaz wrodzonej złośliwości, przykucając, by zrobić zdjęcie także chowającemu się pod stołem bratu (i przy okazji Basiliusowi). A poza tym każdego, kto się nawinął. Że sama mogła oberwać gdzieś po drodze ciasteczkiem? Cóż… od takiego słodkiego pocisku przecież nie umrze.
Teraz będą na nią wściekli, ale za parę lat te zdjęcia ich rozbawią, była tego absolutnie pewna, a to nie tak, że miała zamiar ich nimi szantażować… Chyba by tego nie zrobiła, prawda?
W przypadku aury i nici Brenny nie było wielkich niespodzianek. Kobieta nie była może aż tak beztroska, jak mogłoby się wydawać na podstawie jej zachowania, ale wszelki niepokój czy przygnębienie znikały niemal w zwykłej, jaskrawej czerwieni. Nici oplatały ją gęstą siecią, bo znała tu każdego i trudno było wyłowić te pojedyncze, zwłaszcza, że większość była do siebie podobna: Brenna kochała na swój sposób większość uczestników imprezy, przyjaciół i rodzinę. Zieleń i róż w różnych odcieniach błyskały w oczach aurowidza, najczęściej blady róż mieszający się z intensywną zielenią. Nić Basiliusa była zielona, a najbardziej krucha była zielona nić biegnącą do Bagshota, wciąż wskazujący na przyjazne uczucia ślad dawnej przyjaźni, która jeszcze nie została odnowiona, bo dopiero spotkali się po wielu latach.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.