Zdolność zamiany Geraldine w skunksa było jednym z największych zaskoczeń jego życia. Wydawałoby się, że Caina zaskoczyć ciężko - widział tyle dziwów w ludzkich głowach, że było to nie lada wyzwanie, żeby wyczytać z jego twarzy szok, żeby zaskoczyć go do stopnia, w którym zabrakłoby mu odpowiedniego słowa na idealną okazję. Skunks. Z czym mu się kojarzyła Geraldine? Nie miał jakiejś wybitnej wiedzy plastycznej, nigdy nie był artystą, nie ciągnęło go do farb, do gitary, do śpiewania. Odnajdywał się w zupełnie innej połaci tego świata. Ale gdyby miał wskazywać, z kim kojarzy mu się Geraldine to skunks byłby ostatnim stworzeniem. Wynikać to mogło z tego, że w dodatku do braku pociągu do sztuki to i niekoniecznie ciągnęło go do świata fauny i flory. Może skuns miał jakieś niesamowite cechy, o których nie wiedział, a które do tej kobiety pasowały? W jego oczach była jakimś dzikim, drapieżnym ptakiem, który szybował i czujnie obserwował swój teren. Ptakiem, który przemierzał góry himalajskie i potrafił pokonać najbardziej wytrwałych w maratonach. Leciał i leciał, i leciał, i leciał... Latał, a mimo to miał swój dom. Ten męczący. Ten, który mógł być czymkolwiek innym, gdyby nie... tutaj następowała mnogość wyliczeń. Rzeczy, na które Geraldine wpływu nie miała, chociaż chciała mieć. Chyba powinien kiedyś z nią to poruszyć, nawet mimo tego, że nie uważał się za osobę, która powinna sugerować jakiekolwiek zmiany w jej życiu. Mieli to samo podejście - rodzina męczyła, chcieli coś w swoim życiu zmienić, ale ta rodzina, co ich więziła, była jednocześnie jedną z największych wartości, jakie mieli. Tak jakby bez niej nie mogli stać się już tymi samymi osobami.
- Zmieni się cały świat, a ja nadal nie ruszę się z miejsca. - Zmiany. Nie dało się ich uniknąć i nie warto było wspominać, że jest nadzieja, że nie zmieni się nic. Musi się zmieniać. Jeśli ktoś (lub coś) stanie w zupełnym zastoju oznaczało, że proces zepsucia nie pozwala na rozwój. Jeśli się ani nie psujesz, ani nie rozwijasz, to czym w ogóle jesteś w oczach tego świata? Kim będziesz w oczach bliskich, skoro oni idą do przodu? Powiedział to w formie żartu, ale Cain należał do jednych z tych ludzi, u których zmiany były tak subtelne i głęboko chowane, że niemal niezauważalne. Mimo to nawet on się zmieniał - nawet, pomimo tego, jak ostrożnie i powoli podchodził do ludzi i tego, co działo się z tym światem. Że nie panikował i nie płakał nad Beltane. Że nie wzdragały nim widma w Kniei. Że wydawał się zupełnie nieczuły na wszystkie bolączki tego świata. To były jednak tylko i wyłącznie pozory. Nie było już dzieciaka mówiącego, że chce zmienić ten świat. Był dorosły, który był świadomy, że tego świata zmienić się nie da. Mimo to próbował - jak błędny, odgórnie przegrany rycerz.
- Pogorszyło mu się? - Pierwsza myśl, jaką miał, dlatego zapytał. O ojca. Czy pogorszyło się jej ojcu, bo ten miał niekwestionowalne problemy z głową i sobą samym, nie byłoby nic dziwnego, gdyby coś mu się stało złego. W końcu Geraldine miała brata. Nie jednego, nawet nie dwóch, a Thoran był jednym z nich, więc wykluczanie jego egzystencji... Psychiatrzy na pewno mieli jakieś mądre określenie na ten problem z głową, który wiązał się z wykluczaniem faktów z rzeczywistości. Kompulsywno-impulsywne zachowania Gerarda... Cain uchylił kolejnego łyka trunku. Sen. Koszmar, który był tak intensywny, że... - Umysł człowieka czasami neguje rzeczywistość. Jest to związane ze schorzeniami, być może to przypadek dla Gerarda, ale czasem z traumami. Łatwiej sobie wytłumaczyć, że to, co ci się stało, było naprawdę snem, a nie rzeczywistością. Innymi słowy dzieje ci się coś złego podczas snu i umysł zaciera granicę między jawą i snem po ponownym przebudzeniu. Sugeruję, że cokolwiek, albo ktokolwiek cię zaatakował, mógł naprawdę cię odwiedzić w sypialni... na przykład Thoran. - Wolał zacząć od tej strony. - Jeśli to sen to powinnaś go skonsultować z osobą o odpowiedniej wiedzy metafizycznej. - Której on nie posiadał, dlatego w ogóle nie chciał wchodzić w kompetencje takowego specjalisty. Wyciągnął swoją dłoń, żeby ułożyć ją na knykciach Geraldine, tak wspierająco. Żeby poczuła dotyk kogoś bliskiego, komu mogła zaufać i kto był bardzo realny i nie stanowił żadnego snu. - Jaka jest szansa na to, że Thoran wpływa na szaleństwo twojego ojca i wykorzystuje to do zabawy twoim kosztem? - W Cainie było mało z optymisty. Za to było w nim mnóstwo paranoi i podsuwania możliwości, które dla każdego normalnego człowieka wydawały się absurdalne. Bletchley po prostu za dużo już widział na tym świecie.