17.05.2024, 13:50 ✶
– Cześć. I to geny Potterów zrobiły swoje. Myślisz, że dlaczego moi krewni wynaleźli Ulizannę? – powiedziała, ściągając najpierw szalik, który tak poraził zmysł estetyczny Selwyna (to był zwykły, bury, za to ciepły szalik), a potem płaszcz. Uśmiechnęła się półgębkiem, wyłapując to krytyczne spojrzenie, choć niepewna jeszcze, czy dotyczy jej fryzury, szalika, okrycia, butów czy może całokształtu obrazka. Pewnie normalnie postarałaby się bardziej, z szacunku dla jego oczu, ale tym razem po pierwsze spieszyła się tutaj prosto z pracy, po drugie naprawdę nie chciała przyciągać w okolicy uwagi. Wolała zniknąć w tłumie mugoli, przewijających się przez dzielnicę. Włosy faktycznie miała rozczochrane, może ciut bardziej z powodu wiatru: jeśli nie użyła specyfików potterowskich, często sterczały na wszystkie strony świata. Chłód zaróżowił policzki, a nos miała czerwony, bo ledwo zanim tu weszła, wycierała lekko piegowaty nos.
– Świetnie, wprost doskonale. I mamy więcej pracy, ale nie jest tak tragicznie, myślę, że prawdziwe zamieszanie panuje w Biurze Aurorów.
Było w tym coś zabawnego, że Brenna nigdy, nawet przez pięć minut, nie miała ochoty robić kursu aurorskiego, bo wolała nie wpychać się za mocno w śledztwa dotyczące czarnoksiężników. Tymczasem teraz wmieszała się w coś, co było absolutnie pełne czarnoksiężników, i jeszcze chodziła po świecie, wciągając w to innych. Ostrożnie rzecz jasna, wybierając tych, których była pewna, ale wciąż…
– Nie trzeba. Jesteś sam? Chciałam chwilę pogadać. Hm… właściwie to przyszłam zaproponować ci coś absolutnie nieodpowiedzialnego, nierozsądnego, niebezpiecznego, problematycznego, z zyskami trudnymi do przewidzenia i do odebrania w potencjalnie dalekiej przyszłości… – wyrecytowała, uśmiechając się do niego, a potem rozłożyła ramiona, w takim trochę geście bezradności. – Nie robię najlepszej reklamy, co?
Ale przecież w tej chwili potrzebowali głównie osób, które na coś takiego faktycznie są gotowe. I takich, które dokładnie będą wiedziały, na co się piszą. Potem, w przyszłości, mogli myśleć o budowaniu sieci osób, nie wiedzących zbyt wiele, wykorzystywania ich umiejętności, nie wciągając w nic głębiej, tworzyć dalej idące struktury… w tej chwili jednak byli w proszku, Brenna, mimo całej wiary w Dumbledore’a, miała mnóstwo wątpliwości i nie wiedziała nawet, w jaki sposób powinna zabierać się do takich rozmów. Tak bardzo się do tego nie nadawała, do licha.
– Świetnie, wprost doskonale. I mamy więcej pracy, ale nie jest tak tragicznie, myślę, że prawdziwe zamieszanie panuje w Biurze Aurorów.
Było w tym coś zabawnego, że Brenna nigdy, nawet przez pięć minut, nie miała ochoty robić kursu aurorskiego, bo wolała nie wpychać się za mocno w śledztwa dotyczące czarnoksiężników. Tymczasem teraz wmieszała się w coś, co było absolutnie pełne czarnoksiężników, i jeszcze chodziła po świecie, wciągając w to innych. Ostrożnie rzecz jasna, wybierając tych, których była pewna, ale wciąż…
– Nie trzeba. Jesteś sam? Chciałam chwilę pogadać. Hm… właściwie to przyszłam zaproponować ci coś absolutnie nieodpowiedzialnego, nierozsądnego, niebezpiecznego, problematycznego, z zyskami trudnymi do przewidzenia i do odebrania w potencjalnie dalekiej przyszłości… – wyrecytowała, uśmiechając się do niego, a potem rozłożyła ramiona, w takim trochę geście bezradności. – Nie robię najlepszej reklamy, co?
Ale przecież w tej chwili potrzebowali głównie osób, które na coś takiego faktycznie są gotowe. I takich, które dokładnie będą wiedziały, na co się piszą. Potem, w przyszłości, mogli myśleć o budowaniu sieci osób, nie wiedzących zbyt wiele, wykorzystywania ich umiejętności, nie wciągając w nic głębiej, tworzyć dalej idące struktury… w tej chwili jednak byli w proszku, Brenna, mimo całej wiary w Dumbledore’a, miała mnóstwo wątpliwości i nie wiedziała nawet, w jaki sposób powinna zabierać się do takich rozmów. Tak bardzo się do tego nie nadawała, do licha.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.