17.05.2024, 14:25 ✶
– Chyba – potwierdziła Brenna, wcale tak tego niepewna, bo odzyskała nóż, dokładnie tak jak powinna, ale raczej nikt nie zakładał, że zostanie nim dźgnięta. No i złodziej uciekł, w dodatku złodziej miał teraz na koncie nie tylko kradzież, ale też próbę morderstwa i Brenna była bardzo na siebie zirytowana (teraz, gdy dzięki eliksirom, myślała trochę jaśniej), że dała się tak podejść i jeszcze pozwoliła mu uciec. Pozbawiła go różdżki i straciła wtedy ostrożność: błąd nowicjusza, a ona jednak pracowała już w Brygadzie kilka lat.
Jak powinna to wszystko opisać jutro w raporcie?
Zaraz jednak nawiedziła ją konkluzja, że w sumie to ma wielkie szczęście, że w ogóle może myśleć o takich rzeczach, jak raporty, a nie jak szybko zostanie znalezione jej ciało, jeśli umrze w bocznej alejce z upływu krwi i zimna jesiennego nocy.
– Chodziła z moim bratem – stwierdziła, niemalże współczującym tonem, chociaż to ona dalej miała nóż w ciele, nawet jeśli podano jej eliksiry i chwilowo zatamowano krwawienie. I czekała ją bardzo niemiła procedura usunięcia go, ponownego krwawienia i szybkiego zajmowania się raną.
Mimo to, z tego co zapamiętała z przygód Erika, chyba wolała dostać nożem niż iść na randkę z Francescą. Francesca zdawała się urocza i miła, i była naprawdę całkiem inteligentna, i bardzo, bardzo ładna, ale Brenna trochę się obawiała swego czasu, że kobieta wyssie życie z jej brata, tak dla pewności, że sprawuje nad nim całkowitą kontrolę... Oczywiście, jakby uzdrowiciel chciał dla niej te kwiaty, uznałaby, że o gustach się nie dyskutuje, ale skoro cieszyło go spotkanie wykrwawiającej się pacjentki na ulicy, to musiała być randka ekstremalna…
– To znaczy wydawało się jej, że z nim chodziła. Uch. Przecież wiem, jak to działa i że wyciągniesz go na dwa – wymamrotała, po prostu wydobywając z kieszeni kawałek chusteczki, by zagryźć na niej zęby. Eliksir przeciwbólowy eliksirem przeciwbólowym, ale miała pewne obawy, że i tak poczuje tę procedurę i że może nawet uzna w jej trakcie, że randka z Francescą nie była taką absolutną tragedią.
I tak, w chwili, gdy ostrze zostało wyszarpnięte – co oczywiście wywołało kolejny krwotok, nawet jeśli kontrolowany – najpierw wydała dziwny dźwięk w chusteczkę, a potem ją wypluła, niepewna, czy nie zemdleje (czy teraz już było wolno?), bo przed oczyma przez moment widziała tylko absolutną ciemność.
– O pierdolę kurwa mać – wykrztusiła, może niewyraźnie, ale intencje były jasne. Klęła dość rzadko, jednak w tej sytuacji uważała, że jest absolutnie usprawiedliwiona.
Jak powinna to wszystko opisać jutro w raporcie?
Zaraz jednak nawiedziła ją konkluzja, że w sumie to ma wielkie szczęście, że w ogóle może myśleć o takich rzeczach, jak raporty, a nie jak szybko zostanie znalezione jej ciało, jeśli umrze w bocznej alejce z upływu krwi i zimna jesiennego nocy.
– Chodziła z moim bratem – stwierdziła, niemalże współczującym tonem, chociaż to ona dalej miała nóż w ciele, nawet jeśli podano jej eliksiry i chwilowo zatamowano krwawienie. I czekała ją bardzo niemiła procedura usunięcia go, ponownego krwawienia i szybkiego zajmowania się raną.
Mimo to, z tego co zapamiętała z przygód Erika, chyba wolała dostać nożem niż iść na randkę z Francescą. Francesca zdawała się urocza i miła, i była naprawdę całkiem inteligentna, i bardzo, bardzo ładna, ale Brenna trochę się obawiała swego czasu, że kobieta wyssie życie z jej brata, tak dla pewności, że sprawuje nad nim całkowitą kontrolę... Oczywiście, jakby uzdrowiciel chciał dla niej te kwiaty, uznałaby, że o gustach się nie dyskutuje, ale skoro cieszyło go spotkanie wykrwawiającej się pacjentki na ulicy, to musiała być randka ekstremalna…
– To znaczy wydawało się jej, że z nim chodziła. Uch. Przecież wiem, jak to działa i że wyciągniesz go na dwa – wymamrotała, po prostu wydobywając z kieszeni kawałek chusteczki, by zagryźć na niej zęby. Eliksir przeciwbólowy eliksirem przeciwbólowym, ale miała pewne obawy, że i tak poczuje tę procedurę i że może nawet uzna w jej trakcie, że randka z Francescą nie była taką absolutną tragedią.
I tak, w chwili, gdy ostrze zostało wyszarpnięte – co oczywiście wywołało kolejny krwotok, nawet jeśli kontrolowany – najpierw wydała dziwny dźwięk w chusteczkę, a potem ją wypluła, niepewna, czy nie zemdleje (czy teraz już było wolno?), bo przed oczyma przez moment widziała tylko absolutną ciemność.
– O pierdolę kurwa mać – wykrztusiła, może niewyraźnie, ale intencje były jasne. Klęła dość rzadko, jednak w tej sytuacji uważała, że jest absolutnie usprawiedliwiona.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.