17.05.2024, 14:42 ✶
– Klątwa ziemi nawet komuś mistrzowsko władającemu kształtowaniem nie daje kontroli nad ziemią: to skaza, błąd w badaniach Wiliusa. Ale opanowanie jej w wysokim stopniu pomoże też opanować atak w chwili, gdy nadejdzie – wyjaśniła Florence. Chciała, by było to jasne: klątwa zawsze będzie problemem, dopóki nie uda się znaleźć sposobu na jej zdjęcie lub uśpienie, nie mogła dawać tu fałszywych nadziei.
Ale z tym problemem dało się sobie radzić.
Wzrok uzdrowicielki znów powędrował ku Samuelowi. Przypominał jej początkowo Thorana Yaxleya: tak bardzo, że przez ułamek sekundy, gdy ten się pojawił, nawet sądziła, że to jakiś kolejny dowcip. Podobieństwo nie uderzyło jej aż tak głównie dlatego, że z Yaxleyem spędziła najpierw jakieś pięć minut, a potem patrzyła na niego raz z daleka, nie zapamiętała więc go w każdym drobnym szczególe, ale dostrzegała je.
Uspokoiło ją nie to, że fryzura była zupełnie inna, że Samuel zdawał się chudszy, że miny miał inne, a że jego przyszłość biegła tak, jak w przypadku innych ludzi, że pośród intencji szukając czegoś odnośnie siebie nie znajdowała żadnych oszustw. I teraz też – jego miny, ton głosu, gesty, to jak ewidentnie mocno ulegał emocjom – zupełnie nie przypominały mężczyzny ze szpitala. A cóż, dalekie pokrewieństwa i pewne podobieństwo bywało wśród czarodziejów normalne…
– Nie wiem, ile to zajmie, bo nie znam pańskich umiejętności ani nie jestem w stanie powiedzieć, jak szybko może się pan uczyć. Doradzam znalezienie nauczyciela, kogoś, kto zna tę magię naprawdę dobrze i będzie mógł wskazać kierunek. Ale to oczywiście tylko początek – podjęła. Zmarszczyła nieco brwi, gdy oświadczył, że to jego wina… jak niby? – Nie wiem, skąd przyszło to panu do głowy. To nie jest efekt, który mógłby wywołać pojedynczy czarodziej – oświadczyła stanowczo. Można to było poczytać za obrazę, nazywała go w końcu zwykłym czarodziejem, ale cóż, to było dla niej oczywiste: ona przecież też nie mogłaby sprawić, że rośliny jak Anglia długa i szeroka zaczęłyby szaleć. Nikt nie mógłby tego sprawić.
Jedynie Voldemort naruszający prawidła świata.
– Kolejna sprawa. Unikanie czynników stresogennych nie jest w dzisiejszym świecie możliwe, ale można uczyć się z tym stresem sobie radzić. Dla niektórych dobry sposób to medytacje, być może warto spróbować. Poza tym dobrze nosić przy sobie fiolkę eliksiru na nerwy. Czasem nadejście ataku można przewidzieć wcześniej i spróbować go wypić. To jednak środek doraźny, nie wolno przewidywać tej mikstury za często, bo dojdzie do uzależnienia – zrelacjonowała Florence.
Ale z tym problemem dało się sobie radzić.
Wzrok uzdrowicielki znów powędrował ku Samuelowi. Przypominał jej początkowo Thorana Yaxleya: tak bardzo, że przez ułamek sekundy, gdy ten się pojawił, nawet sądziła, że to jakiś kolejny dowcip. Podobieństwo nie uderzyło jej aż tak głównie dlatego, że z Yaxleyem spędziła najpierw jakieś pięć minut, a potem patrzyła na niego raz z daleka, nie zapamiętała więc go w każdym drobnym szczególe, ale dostrzegała je.
Uspokoiło ją nie to, że fryzura była zupełnie inna, że Samuel zdawał się chudszy, że miny miał inne, a że jego przyszłość biegła tak, jak w przypadku innych ludzi, że pośród intencji szukając czegoś odnośnie siebie nie znajdowała żadnych oszustw. I teraz też – jego miny, ton głosu, gesty, to jak ewidentnie mocno ulegał emocjom – zupełnie nie przypominały mężczyzny ze szpitala. A cóż, dalekie pokrewieństwa i pewne podobieństwo bywało wśród czarodziejów normalne…
– Nie wiem, ile to zajmie, bo nie znam pańskich umiejętności ani nie jestem w stanie powiedzieć, jak szybko może się pan uczyć. Doradzam znalezienie nauczyciela, kogoś, kto zna tę magię naprawdę dobrze i będzie mógł wskazać kierunek. Ale to oczywiście tylko początek – podjęła. Zmarszczyła nieco brwi, gdy oświadczył, że to jego wina… jak niby? – Nie wiem, skąd przyszło to panu do głowy. To nie jest efekt, który mógłby wywołać pojedynczy czarodziej – oświadczyła stanowczo. Można to było poczytać za obrazę, nazywała go w końcu zwykłym czarodziejem, ale cóż, to było dla niej oczywiste: ona przecież też nie mogłaby sprawić, że rośliny jak Anglia długa i szeroka zaczęłyby szaleć. Nikt nie mógłby tego sprawić.
Jedynie Voldemort naruszający prawidła świata.
– Kolejna sprawa. Unikanie czynników stresogennych nie jest w dzisiejszym świecie możliwe, ale można uczyć się z tym stresem sobie radzić. Dla niektórych dobry sposób to medytacje, być może warto spróbować. Poza tym dobrze nosić przy sobie fiolkę eliksiru na nerwy. Czasem nadejście ataku można przewidzieć wcześniej i spróbować go wypić. To jednak środek doraźny, nie wolno przewidywać tej mikstury za często, bo dojdzie do uzależnienia – zrelacjonowała Florence.