Ten skunks tak naprawdę nie wziął się znikąd. Yaxley jako dziecko spędzała kilka razy wakacje u swojej babki w Kanadzie, gdzie spotkała sporo takich stworzeń, podobały jej się strasznie z racji na ich nietypowe ubarwienie i umiejętności, no bo, żeby zapachem odstraszać innych? Było to naprawdę strasznie sprytne, tak jak i ona była sprytna. Nie spodziewała się, że jej animagiczna forma to będzie skunks, jasne wolałaby coś bardziej efektownego, jakiegoś prawdziwego drapieżnika, czy coś, ale padło na to urocze stworzonko.
Tak to już było z przynależnością do rodziny. Jasne, mogłaby się od niej odciąć, ale czy chciała? Nie, zbyt wiele im zawdzięczała, bała się też, że bez tego nazwiska będzie nikim. Zabawne, że ona, ta która nie miała problemu z mówieniem zawsze tego, co myśli bała się, tego, że zostanie wykluczona z pewnych sfer. Wiedziała po prostu, że bez tego jej możliwości byłyby bardzo ograniczone, no i nie chciała odcinać się od ojca, może za matką nie przepadała, jednak ojciec, on zawsze wiele dla niej znaczył, tak jak i ona dla niego, co nie raz okazywał. Czuła, że jest dla niego ważna, mimo tego, że był szorstkim człowiekiem, starała się, jak potrafił uświadamiać jej, że znaczy dla niego wiele. Było to nawet urocze, zważając na to, że nie był już do końca sobą. To się w nim nie zmieniło jednak po tym wypadku.
- Może to i dobrze, mieć chociaż jedną stałą rzecz w swoim życiu. - Odpowiedziała z uśmiechem na twarzy. Wiedziała, że każdy się zmienia, nawet Cain, może i nie dawał tego po sobie poznać, ale na niego również musiało działać, to co działo się teraz w Wielkiej Brytanii, każdy powinien czuć się niepewnie, oni mogli przyjść nawet po tych, którzy się tego nie spodziewali.
- Nie, nie wydaje mi się. - Nie sądziła, żeby ojcu się pogorszyło. Może nadal opowiadał o Karen Moher, ale poza tym nie było żadnych nowych symptomów. No, poza tym, że negował istnienie jej brata bliźniaka, ale to stało się niedawno, nie chciała wierzyć, że miało to coś wspólnego ze spadnięciem z konia.
Upiła spory łyk alkoholu ze szklanki, słuchała uważnie tego, co mówił Cain. Znał się zdecydowanie lepiej niż ona na ludzkich umysłach, ale o to nie było wcale takie trudne, bo Ger nie znała się na tym wcale.
- Znasz takich specjalistów? - Może faktycznie warto było to z kimś skonsultować, bez sensu było błądzić bez jakichś konkretnych informacji.[/a]- Mała, Thoran może i jest wrednym chujem, ale nie w stosunku do mnie, dla mnie zawsze był inny. Troskliwy, ciepły, co nie zdarza mu się często, nie sądzę, by robił mi na złość. - Nie wiedzieć czemu nadal w to wierzyła, ale z drugiej strony naprawdę nigdy nie dawał jej powodu, żeby wątpiła w jego intencje. - Czy mógłbyś go sprawdzić? - Przyszło jej na myśl, że może to najlepszy sposób, żeby faktycznie dowiedzieć się, czy coś się zmieniło, czy pojawiły się nieodpowiednie intencje skierowane ku jej osobie, tylko dlaczego? Może przeszkadzała mu jej więź z ojcem? Nie miała pojęcia.