17.05.2024, 18:41 ✶
Florence w Hogwarcie była „grzeczną dziewczynką”, kujonką wręcz, którą jednak twardy charakter, ostry język i ostry umysł, jasnowidzenie i nazwisko ochroniły od stania się szkolną ofiarą. Przemykała przez korytarze, kojarzona głównie przez uczniów z Ravenclawu i pod koniec Hogwartu przez tych, którym opatrywała poranione kolana. Nie była bardzo znana, choć można było i ją zapamiętać – acz dla niej twarze wielu uczniów zlały się ze sobą w tło, z którego wyłaniali się głównie jej krewni i przyjaciele.
- Willius McCuinneagáin dokładnie – uzupełniła uzdrowicielka, bo chociaż o samym Wiliusie mógł w ogóle nie słyszeć, to istniała szansa, że nazwisko irlandzkiego klanu obiło się mu już o uszy. – Był badaczem, pragnął przekroczyć granice magii kształtowania. Udało się mu to, choć bez wątpienia nie w taki sposób, jakiego pragnął.
Zamienił się w końcu w posąg. Tego na pewno nie miał w planach. A później dziesiątki ludzi w historii doświadczyło anomalii: ich magia zaczynała kształtować żywioły… ale niezgodnie z ich wolą.
– To w pełni mnie zadowala, panie Bagshot, jeśli przyniesie jakiekolwiek rezultaty. – Metoda jej nie interesowała. To on był historykiem. Ją obchodziły efekty. – Zresztą nie oczekuję, że poświęci pan tej sprawie bardzo wiele czasu, ale liczę na ukierunkowanie, gdzie mam dalej szukać. Zwłaszcza w bibliotece Parkinsonów.
Ta mieściła się w pobliżu kamienicy Bulstrodów i Florence była w niej stałym gościem. Teraz też tam szukała, ale bez wiedzy historycznej trudno było jej znaleźć coś poza podstawowymi informacjami czy tymi, które dotyczyły samej klątwy. Nie mogła i nie chciała płacić Isaacowi za całe tygodnie badań, ale kilka dni przejrzenia archiwów i wskazania jej kierunku…
– Przygotowałam listę tytułów, które już przejrzałam oraz najważniejsze informacje, jakie znalazłam do tej pory – dodała zaraz rzeczowym tonem, przesuwając w jego stronę notatnik. Nie zamieszczała tam oczywiście żadnych własnych przemyśleń, nie pisała też niczego o badaniu klątwy z perspektywy klątwołamacza ani o przypadkach, które sama zbadała. Ale była tam (zapisana ładnym, zupełnie nieuzdrowicielskim pismem) lista kilkunastu ksiąg – przede wszystkim na temat klątw i teorii magii, chociaż znalazły się i dwie historyczne („Historia rodzin czarodziejskich w Irlandii” oraz „Społeczeństwo czarodziejskie na przełomie XVII/XVIII wieku”), a także podstawowe informacje o Wiliusie i jego rodzinie, jakimi często opatrywano opracowania na temat klątwy żywiołów oraz kilka ciekawostek i niesprawdzonych faktów, które chciała zweryfikować.
- Willius McCuinneagáin dokładnie – uzupełniła uzdrowicielka, bo chociaż o samym Wiliusie mógł w ogóle nie słyszeć, to istniała szansa, że nazwisko irlandzkiego klanu obiło się mu już o uszy. – Był badaczem, pragnął przekroczyć granice magii kształtowania. Udało się mu to, choć bez wątpienia nie w taki sposób, jakiego pragnął.
Zamienił się w końcu w posąg. Tego na pewno nie miał w planach. A później dziesiątki ludzi w historii doświadczyło anomalii: ich magia zaczynała kształtować żywioły… ale niezgodnie z ich wolą.
– To w pełni mnie zadowala, panie Bagshot, jeśli przyniesie jakiekolwiek rezultaty. – Metoda jej nie interesowała. To on był historykiem. Ją obchodziły efekty. – Zresztą nie oczekuję, że poświęci pan tej sprawie bardzo wiele czasu, ale liczę na ukierunkowanie, gdzie mam dalej szukać. Zwłaszcza w bibliotece Parkinsonów.
Ta mieściła się w pobliżu kamienicy Bulstrodów i Florence była w niej stałym gościem. Teraz też tam szukała, ale bez wiedzy historycznej trudno było jej znaleźć coś poza podstawowymi informacjami czy tymi, które dotyczyły samej klątwy. Nie mogła i nie chciała płacić Isaacowi za całe tygodnie badań, ale kilka dni przejrzenia archiwów i wskazania jej kierunku…
– Przygotowałam listę tytułów, które już przejrzałam oraz najważniejsze informacje, jakie znalazłam do tej pory – dodała zaraz rzeczowym tonem, przesuwając w jego stronę notatnik. Nie zamieszczała tam oczywiście żadnych własnych przemyśleń, nie pisała też niczego o badaniu klątwy z perspektywy klątwołamacza ani o przypadkach, które sama zbadała. Ale była tam (zapisana ładnym, zupełnie nieuzdrowicielskim pismem) lista kilkunastu ksiąg – przede wszystkim na temat klątw i teorii magii, chociaż znalazły się i dwie historyczne („Historia rodzin czarodziejskich w Irlandii” oraz „Społeczeństwo czarodziejskie na przełomie XVII/XVIII wieku”), a także podstawowe informacje o Wiliusie i jego rodzinie, jakimi często opatrywano opracowania na temat klątwy żywiołów oraz kilka ciekawostek i niesprawdzonych faktów, które chciała zweryfikować.