17.05.2024, 18:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.05.2024, 18:56 przez Brenna Longbottom.)
– A która to była randka? – spytała Brenna, bo właściwie od tego zależało, czy te rozważania o domku z ogródkiem były uzasadnione i on tutaj przesadzał, czy też wariactwo Francesci eskalowało do niepokojących rozmiarów (Francesca coś tam chwilę temu krzyczała, ale wtedy Brenna jeszcze nie zażyła leku przeciwbólowego, była świeżo po wędrówce ulicami, na wpółżywa z wysiłku i utraty krwi, no i słowa Francesci trzeba było brać przez sito). To chwilowo był cały jej wkład w rozmowę, bo komentować tych wyrazów współczucia czy wypytywać, jak miałyby nazywać się dzieci i czy to chociaż były ładne imiona, nie miała po prostu siły.
A potem po prostu starała się za wiele nie ruszać, nie zapominać o oddychaniu, i zaciskała mocno szczęki, przez całą procedurę opatrywania i podawania eliksirów zdolna co najwyżej do wyrzucenia z siebie jakichś przekleństw – ale i to wymagałoby trochę więcej energii niż miała na zbyciu. Dopiero gdy wiggenowy zaczął powoli działać, i ból jakby zmalał, a rana chyba przestała krwawić, Brenna zwinęła się na tym stole.
– Na trzy, tak? Kłamca – rzuciła, chociaż tak naprawdę była mu wdzięczna. Może nie uratował jej życia, bo jakoś dowlekła się do tej apteki Lupinów, ale sytuacja była poważna i jednak istniało to ryzyko, że jednak zemdlałaby gdzieś w chłodzie i ciemnościach, a to nie skończyłoby się dobrze. Zacisnęła na moment powieki, bo utrata krwi i trwający tak długo ból sprawiały, że wcale nie mogła poderwać się z miejsca radośnie i energicznie, nawet jeżeli ten drugi powoli malał, a sama rana się zasklepiła – choć jeszcze nie uleczyła zupełnie.
– Dzięki. Jestem ci winna za prywatną wizytę bardzo po godzinach pracy. I za pokrwawiony obrus. Nie przepraszam za Francescę, przepraszam za obrus. To był bardzo ładny obrus. A to bardzo wygodny stół. Jak szybko to się zagoi do reszty? Bo jutro mam nocny dyżur – wymamrotała, już prawie – że – brennowo, chociaż jeszcze tak dwa razy wolniej niż zwykle i nie w pełni wyraźnie. I tym razem plotła głupoty nie tylko dlatego, że to był dla niej naturalny stan, a bo te wszystkie eliksiry plątały jej w głowie trochę bardziej niż zwykle.
– Dzisiaj jest piątek? - spytała nagle, otwierając oczy. Nie mogła sobie przypomnieć, jaki jest dzień, za to przypomniała sobie, co kiedyś mówili o tych piątkach trzynastego...
A potem po prostu starała się za wiele nie ruszać, nie zapominać o oddychaniu, i zaciskała mocno szczęki, przez całą procedurę opatrywania i podawania eliksirów zdolna co najwyżej do wyrzucenia z siebie jakichś przekleństw – ale i to wymagałoby trochę więcej energii niż miała na zbyciu. Dopiero gdy wiggenowy zaczął powoli działać, i ból jakby zmalał, a rana chyba przestała krwawić, Brenna zwinęła się na tym stole.
– Na trzy, tak? Kłamca – rzuciła, chociaż tak naprawdę była mu wdzięczna. Może nie uratował jej życia, bo jakoś dowlekła się do tej apteki Lupinów, ale sytuacja była poważna i jednak istniało to ryzyko, że jednak zemdlałaby gdzieś w chłodzie i ciemnościach, a to nie skończyłoby się dobrze. Zacisnęła na moment powieki, bo utrata krwi i trwający tak długo ból sprawiały, że wcale nie mogła poderwać się z miejsca radośnie i energicznie, nawet jeżeli ten drugi powoli malał, a sama rana się zasklepiła – choć jeszcze nie uleczyła zupełnie.
– Dzięki. Jestem ci winna za prywatną wizytę bardzo po godzinach pracy. I za pokrwawiony obrus. Nie przepraszam za Francescę, przepraszam za obrus. To był bardzo ładny obrus. A to bardzo wygodny stół. Jak szybko to się zagoi do reszty? Bo jutro mam nocny dyżur – wymamrotała, już prawie – że – brennowo, chociaż jeszcze tak dwa razy wolniej niż zwykle i nie w pełni wyraźnie. I tym razem plotła głupoty nie tylko dlatego, że to był dla niej naturalny stan, a bo te wszystkie eliksiry plątały jej w głowie trochę bardziej niż zwykle.
– Dzisiaj jest piątek? - spytała nagle, otwierając oczy. Nie mogła sobie przypomnieć, jaki jest dzień, za to przypomniała sobie, co kiedyś mówili o tych piątkach trzynastego...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.