23.12.2022, 18:12 ✶
Prawda była taka, że się martwiła. Po prostu i po ludzku. Angażowanie siebie to jedno, ale odpowiedzialność za innych ludzi niosła ze sobą konsekwencje, o których wolała porozmawiać i zaznaczyć, dobitnie. Wiedziała, że Longbottom miała za pasem wiele swoich doświadczeń, niejedno widziała i z pewnością potrafiła sobie poradzić w wielu nietypowych, a nawet groźnych sytuacjach.
To nie z tego tytułu Ida miała obawy. Wcielając swoich znajomych, w pewien sposób otwierałam im drogę do nieznanego, owszem mogli odnieść sukces i stłumić przerażające zamiary w zarodku, ale mogli też ponieść największą porażkę. Łatwiej byłoby ją znieść samodzielnie. Śledziła ruchy Brenny i gdy ta postawiła na blacie filiżankę z herbatą, Moody zakryła otwór naczynia otwartą dłonią, pozwalając by gorąca para zapiekła kobietę we wciąż przemrożone dłonie.
— Słuchaj Bren — zaczęła ponownie Moody, w jej głosie zaś dało się usłyszeć szczerą empatią do znajomej. — Tutaj nie chodzi o ciekawostki z Proroka Codziennego ani żadne podchody, chociaż zdaję sobie sprawę, że tak może wyglądać. Profesor od jakiegoś czasu pracował nad pewną inicjatywą. — Poprawiła się na krześle, odklejając dłoń od szklanki, a wilgoć wycierając w nogawki spodni. — Grupa bliskich sobie ludzi, takich jak my, którzy pragną sprzeciwić się słowom Voldemorta. Chodzi o bardziej… Proaktywny sposób przeciwdziałania, możemy się bowiem spodziewać, że sam Czarny Pan nie poprzestanie jedynie na samych frazesach. — Spojrzała kobiecie prosto w oczy, przerywając na chwilę, by upewnić się, że tamta w żaden sposób nie wydaje się poruszona.
— Wiem, że zgodzisz się na wszystko i to mnie właśnie niepokoi najbardziej.
Uśmiechnęła się krótko. — I pewnie nawet pierworodnego skądś byś wytrzasnęła, gdyby cię o to poproszono, ale nie o to tutaj chodzi. Tutaj nie narażasz nikogo innego, ale właśnie siebie. W nieoficjalny sposób. To żadna organizacja ministerialna, nie stoją za nami żadne prawa, ani przywileje. Nic nas nie chroni przed bezpośrednim zagrożeniem od tych, o których słyszeliśmy w Jego słowach poparcia. — Zaznaczała słowa miękko i delikatnie, próbując jak najskładniej nakreślić przed nią ten punkt widzenia. Musiało upłynąć już nieco czasu, ponieważ za oknem ulewa się uspokoiła, a kiedy wreszcie największy punkt miał zostać powiedziany, Moody mogła wypuścić z siebie powietrze. Zgasiła papierosa na nagłówku gazety. — Zakon Feniksa. — Powiedziała, dobitnie akcentując oba słowa.
— Dumbledore stworzył go, żeby nadać strukturę temu, co robimy od zawsze, ale w intensywniejszy sposób. Pomagamy niewinnym. Ochraniamy ich wszelkimi możliwymi sposobami. To nasza odpowiedź na destrukcję działań Lorda Voldemorta, a teraz może być też twoją. Jeśli tego zechcesz. — Aromat stygnącej herbaty zmieszał się z mglistym wspomnieniem mentolowego papierosa Idy, a między kobietami zapadła cisza.
give me a bitter glory.