Zdecydowane nie, padło z ust Rodolphusa. Nie chciał wyleczyć się z tej przypadłości, jaka go dopadła. To znaczyło, że Nicholas mógł mieć go dla siebie. Nawet jeżeli z tyłu głowy pobrzmiewał głos ostrzegający, aby na niego uważał. Póki ma to pod kontrolą, nic nie powinno się wymknąć. Z Rodolphusem było inaczej, niż z Laurentem. Na tego drugiego, musiał zdecydowanie bardziej uważać. Szczególnie po ostatnim spotkaniu.
Nie odrywając oczu od Rodolphusa, Nicholas obserwował jego ruchy. Nie odsuwał się, nie reagował na nic. Nawet na to, jak ten przyciągnięty został przez świeżość i perfumy Traversa. Określające jego charakter.
Dystans między nimi zmniejszał się. Na tyle, że ich twarze były blisko siebie. Złożony pocałunek, Nicholas odwzajemnił. Tym samym tempem, tym samym sposobem, jako odpowiedź zachęcająca. Aby nie przerywał. Nicolas rozłożył swoje ręce, aby dłonie położyć na biodrach Rodolphusa. Przyciągnąć go bardziej do siebie. Działał na niego jak kojący lek. Dając swoje poczucie bezpieczeństwa na szczeblu zdrowia. W chwili słabości, był jego siłą, wsparciem. Doświadczając tego, Travers choć wierzył uparcie, że poradzi sobie z tym sam, przeliczył się dzisiaj.
Chwile przyjemności i bliskości, zostało przerwane przez gotującą się wodę w czajnikowym dzbanku. Nicholas przerwał i skierował wzrok na czajnik, po czym na powrót we wspaniałe szare oczy Lestrange’a. Przyciągające wciąż swoją uwagę. Wciąż te same, które rzadko spotykane, interesujące w swej barwie.
- Wrócimy do tego.Zapewnił. Puszczając go, aby pozwolić mu dokończyć przygotowanie herbaty. Mieli czas. Dzień wolny od pracy. Nic im nie ucieknie. Obserwował jego czynności. Nie żeby go kontrolował. Ale obserwując, zastanawiał nad czymś. Tematem, jaki chciał poruszyć. Może i sprawdzić jego reakcję?
- Byłem wczoraj u Laurenta Prewetta.
Odezwał się w końcu. Choć nie musiał poruszać tego tematu. Tej osoby. To jednak było coś, co nie dawało mu spokoju. Informacja, jakiej się dowiedział. A dotyczyła ich organizacji.