23.12.2022, 18:47 ✶
Brenna zdawała sobie sprawę z tego, że Ida pytała raczej o dokonania Dumbledore’a w zakresie walki z czarną magią albo o prawa mugolaków niż o ulubiony rodzaj słodyczy. Paplała po swojemu… żeby paplać. Może by ukryć własne niepewność i zdenerwowanie. Albo podtrzymać opinię, jaką cieszyła się w pewnych gronach, tej nazbyt rozgadanej, niekoniecznie szczególnie rozgarniętej. Lub dlatego, że uważała, że w tych mrocznych ktoś powinien tak paplać.
Albo weszło jej to nazbyt w nawyk, by mogła przestać. Jej zachowania tego typu niektórzy lubili, innych z kolei szczególnie drażniły. Zdawała sobie z tego sprawę, ale nie próbowała ich zmieniać, bo cóż… była po prostu sobą.
- Oczywiście, że się zgadzam. I narażanie siebie jest jednak dużo łatwiejsze niż innych, więc nie ma problemu – zapewniła, jakby rozmawiały o pogodzie. Dłonie oparła o ciepłą powierzchnię filiżanki, spoglądając na Idę ponad stołem. – A brak prawa i przywilejów brzmi wręcz doskonale. W Ministerstwie mamy ich aż nadto i dlatego nie wolno tam ufać nikomu – skwitowała. Przeszło już jej to przecież przez głowę, gdy czytała ten manifest i później, na pierwszym zebraniu w pracy z tej okazji.
Wśród rodzin czystej krwi zawód aurora uważano za dość prestiżowy. W konsekwencji w tej jednostce, Brenna była niemal pewna, było sporo osób, które same siebie powinny aresztować za posługiwanie się czarną magią. Gdyby się zastanowić, sporo osób w ministerstwie jeżeli nie będzie walczyć ramię w ramię z Voldemortem, to zacznie go przynajmniej po cichu popierać.
Zakon Feniksa, jednostka stworzona przez Dumbledore’a. Tak, Brennie do pewnego stopnia ulżyło. Za sprawę zabrał się ktoś rozsądniejszy niż obecna Minister Magii, i ktoś, kto nie był tak skrępowany zasadami, regulaminami i godzinami pracy, jak szefowa Biura Aurorów. I przy odrobinie szczęścia uda się uniknąć nadmiernej infiltracji szeregów Zakonu, zwłaszcza jeżeli nie przyjmą metody „każdy wie wszystko”, a wątpiła, by ją przyjęto. Nadchodziły mroczne czasy i Brenna mimo pozornego spokoju bała się w ich głębi ducha, ale jakoś łatwiej było jej to znieść na myśl o tym, że widział to ktoś inny. Że zaczął się do tego przygotowywać.
- Powinnam coś podpisać, czy wystarczy moja deklaracja? – spytała, unosząc filiżankę do ust. Dmuchnęła i ostrożnie upiła mały łyk, nim opuściła rękę. – Chcesz do herbaty ciasteczko?
Mogło brzmieć to absurdalnie. Jakby Brenna traktowała to wszystko jako żart i nie wiedziała, na co się pisze, skoro potrafiła na niemal jednym wdechu się zgodzić i pytać o podanie deseru. Ale nawet jeżeli nie zdawała sobie z tego sprawy w pełni – chyba nikt do końca nie tego nie rozumiał – to mogła przeczuwać. Znała pewne podstawy historii magii, słyszała z ust dziadka o walce z Gellertem, widywała widma przeszłości z walką z innym czarnym panem. Ida też nie pozostawiała wątpliwości, że chodzi czy to walkę w pierwszym szeregu, czy konspirację, a to mogło zakończyć się śmiercią. Albo czymś gorszym. Znacznie gorszym.
– Powinnam wiedzieć teraz coś jeszcze, czy szczegóły przyjdą później? I czy potrzebujecie innych członków? Za Mavelle Bones dałabym sobie uciąć rękę. Mogę z nią porozmawiać – powiedziała. Oczywiście, był też Erik, którego nie wymieniła głównie dlatego, że założyła, że jeżeli Ida jeszcze z nim nie rozmawiała, to zrobi to wkrótce. Jeśli szło o Mav: jej ojciec był półkrwi, matka z Longbottomów wpoiła jej zaś typowo… longbottomowskie podejście do życia, więc Brenna nie wątpiła, że ta nie popiera poglądów Voldemorta i że w ten czy inny sposób będzie starała się działać przeciwko niemu.
Albo weszło jej to nazbyt w nawyk, by mogła przestać. Jej zachowania tego typu niektórzy lubili, innych z kolei szczególnie drażniły. Zdawała sobie z tego sprawę, ale nie próbowała ich zmieniać, bo cóż… była po prostu sobą.
- Oczywiście, że się zgadzam. I narażanie siebie jest jednak dużo łatwiejsze niż innych, więc nie ma problemu – zapewniła, jakby rozmawiały o pogodzie. Dłonie oparła o ciepłą powierzchnię filiżanki, spoglądając na Idę ponad stołem. – A brak prawa i przywilejów brzmi wręcz doskonale. W Ministerstwie mamy ich aż nadto i dlatego nie wolno tam ufać nikomu – skwitowała. Przeszło już jej to przecież przez głowę, gdy czytała ten manifest i później, na pierwszym zebraniu w pracy z tej okazji.
Wśród rodzin czystej krwi zawód aurora uważano za dość prestiżowy. W konsekwencji w tej jednostce, Brenna była niemal pewna, było sporo osób, które same siebie powinny aresztować za posługiwanie się czarną magią. Gdyby się zastanowić, sporo osób w ministerstwie jeżeli nie będzie walczyć ramię w ramię z Voldemortem, to zacznie go przynajmniej po cichu popierać.
Zakon Feniksa, jednostka stworzona przez Dumbledore’a. Tak, Brennie do pewnego stopnia ulżyło. Za sprawę zabrał się ktoś rozsądniejszy niż obecna Minister Magii, i ktoś, kto nie był tak skrępowany zasadami, regulaminami i godzinami pracy, jak szefowa Biura Aurorów. I przy odrobinie szczęścia uda się uniknąć nadmiernej infiltracji szeregów Zakonu, zwłaszcza jeżeli nie przyjmą metody „każdy wie wszystko”, a wątpiła, by ją przyjęto. Nadchodziły mroczne czasy i Brenna mimo pozornego spokoju bała się w ich głębi ducha, ale jakoś łatwiej było jej to znieść na myśl o tym, że widział to ktoś inny. Że zaczął się do tego przygotowywać.
- Powinnam coś podpisać, czy wystarczy moja deklaracja? – spytała, unosząc filiżankę do ust. Dmuchnęła i ostrożnie upiła mały łyk, nim opuściła rękę. – Chcesz do herbaty ciasteczko?
Mogło brzmieć to absurdalnie. Jakby Brenna traktowała to wszystko jako żart i nie wiedziała, na co się pisze, skoro potrafiła na niemal jednym wdechu się zgodzić i pytać o podanie deseru. Ale nawet jeżeli nie zdawała sobie z tego sprawy w pełni – chyba nikt do końca nie tego nie rozumiał – to mogła przeczuwać. Znała pewne podstawy historii magii, słyszała z ust dziadka o walce z Gellertem, widywała widma przeszłości z walką z innym czarnym panem. Ida też nie pozostawiała wątpliwości, że chodzi czy to walkę w pierwszym szeregu, czy konspirację, a to mogło zakończyć się śmiercią. Albo czymś gorszym. Znacznie gorszym.
– Powinnam wiedzieć teraz coś jeszcze, czy szczegóły przyjdą później? I czy potrzebujecie innych członków? Za Mavelle Bones dałabym sobie uciąć rękę. Mogę z nią porozmawiać – powiedziała. Oczywiście, był też Erik, którego nie wymieniła głównie dlatego, że założyła, że jeżeli Ida jeszcze z nim nie rozmawiała, to zrobi to wkrótce. Jeśli szło o Mav: jej ojciec był półkrwi, matka z Longbottomów wpoiła jej zaś typowo… longbottomowskie podejście do życia, więc Brenna nie wątpiła, że ta nie popiera poglądów Voldemorta i że w ten czy inny sposób będzie starała się działać przeciwko niemu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.