18.05.2024, 00:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.05.2024, 13:42 przez Erik Longbottom.)
Ukrywam się pod stołem z Basiliusem.
Odpowiadam na zaczepki Isaaca i Morfeusza.
Młody detektyw chyba po prostu odwykł nieco od tak prozaicznych zabaw. Jeśli zjawiał się w jakimś miejscu, gdzie faktycznie można było zagrać z towarzystwem w jakąś grę, to zazwyczaj był to poker czarodziejów lub... feralne poszukiwanie czekoladowych jaj na Ostarze. Wspinania się na pale podczas Beltane nie uznawał za szczególnie angażującą rozrywkę, a raczej przeszkodę w drodze do celu, jakim było umilenie wieczoru osobom, które postanowiły spędzić z nim obchody. Nawet ostatnie tańce zorganizowane przez Brennę nie były tak... luźne.
Wprawdzie nie miał nic przeciwko temu, aby ubrudzić się ciastem w pościgu za kimś z gości imprezy, tak nie szczególnie uśmiechało mu się ufajdanie ciuchów lukrem, bitą śmietaną i innymi słodkościami. To tylko oznaczało kolejne pranie i rzucanie paru zaklęć, które sprawią, że ciuchy nasiąkną na moment magią, aby doprowadzić je do porządku. Już prędzej wziąłby udział w jakichś wyścigach czy pojedynku szermierczym, ale bawienie się ciastem zdecydowanie nie było w jego... Wzdrygnął się, gdy nieoczekiwanie znalazł się obok niego Basilius.
Zerknął orientacyjnie na jego dłonie, jakby szukał tam zbioru słodkich pocisków, jednak zaraz odetchnął z ulgą, gdy okazało się, że był po prostu kolejnym uchodźcą uciekającym przed tą przedziwną wojną, która rozgrywała się obecnie w sadzie Longbottomów. A myślałby kto, że Warownia uchodziła za fortecę, której nie dało się sforsować. A teraz bariery padły przez kilka słodkich ciast. Eh, co ludzie powiedzą na mieście.
— Ciężko stwierdzić — rzucił dyplomatycznie Erik, kuląc się pod stołem. Gdyby nie to, że zaklęte ciasteczka sprawiły, że był znacznie mniejszy, pewnie ledwo udałoby mu się wślizgnąć do tej kryjówki. — Nie spodziewałem się bitwy ''każdy z każdym''. Może w pewnym momencie obie strony wykrwawią się na tyle, że uda nam się stąd uciec.
Zmełł w ustach przekleństwo na uwagę historyka. Nie miał zamiaru dać się sprowokować przez jeden komentarz. Lata pracy w terenie, ćwiczenia dyscypliny i opanowania nie mogły pójść na marne. Wziął głęboki oddech, po czym wykrzywił usta w kwaśnym uśmiechu, pozwalając, aby kilka kropelek jadu skaziło jego manierę głosu.
— Nie, panie Bagshot. Po prostu nie umiemy się bawić — sarknął, aby zaraz przewrócić oczami, gdy Morfeusz zdecydował się dołączyć do męczenia bratanka. Cóż za lojalność. — To nie ty walczyłeś dzisiaj z błotoryjem-gigantem, czyż nie? — odbił piłeczkę, słysząc uwagę wuja. Nagle wszystkim zebrało się na słabe dowcipy. — Jestem bardziej niż chętny do tego, aby przy walce z ciastem przekazać ci pałeczkę pierwszeństwa.
Odpowiadam na zaczepki Isaaca i Morfeusza.
Młody detektyw chyba po prostu odwykł nieco od tak prozaicznych zabaw. Jeśli zjawiał się w jakimś miejscu, gdzie faktycznie można było zagrać z towarzystwem w jakąś grę, to zazwyczaj był to poker czarodziejów lub... feralne poszukiwanie czekoladowych jaj na Ostarze. Wspinania się na pale podczas Beltane nie uznawał za szczególnie angażującą rozrywkę, a raczej przeszkodę w drodze do celu, jakim było umilenie wieczoru osobom, które postanowiły spędzić z nim obchody. Nawet ostatnie tańce zorganizowane przez Brennę nie były tak... luźne.
Wprawdzie nie miał nic przeciwko temu, aby ubrudzić się ciastem w pościgu za kimś z gości imprezy, tak nie szczególnie uśmiechało mu się ufajdanie ciuchów lukrem, bitą śmietaną i innymi słodkościami. To tylko oznaczało kolejne pranie i rzucanie paru zaklęć, które sprawią, że ciuchy nasiąkną na moment magią, aby doprowadzić je do porządku. Już prędzej wziąłby udział w jakichś wyścigach czy pojedynku szermierczym, ale bawienie się ciastem zdecydowanie nie było w jego... Wzdrygnął się, gdy nieoczekiwanie znalazł się obok niego Basilius.
Zerknął orientacyjnie na jego dłonie, jakby szukał tam zbioru słodkich pocisków, jednak zaraz odetchnął z ulgą, gdy okazało się, że był po prostu kolejnym uchodźcą uciekającym przed tą przedziwną wojną, która rozgrywała się obecnie w sadzie Longbottomów. A myślałby kto, że Warownia uchodziła za fortecę, której nie dało się sforsować. A teraz bariery padły przez kilka słodkich ciast. Eh, co ludzie powiedzą na mieście.
— Ciężko stwierdzić — rzucił dyplomatycznie Erik, kuląc się pod stołem. Gdyby nie to, że zaklęte ciasteczka sprawiły, że był znacznie mniejszy, pewnie ledwo udałoby mu się wślizgnąć do tej kryjówki. — Nie spodziewałem się bitwy ''każdy z każdym''. Może w pewnym momencie obie strony wykrwawią się na tyle, że uda nam się stąd uciec.
Zmełł w ustach przekleństwo na uwagę historyka. Nie miał zamiaru dać się sprowokować przez jeden komentarz. Lata pracy w terenie, ćwiczenia dyscypliny i opanowania nie mogły pójść na marne. Wziął głęboki oddech, po czym wykrzywił usta w kwaśnym uśmiechu, pozwalając, aby kilka kropelek jadu skaziło jego manierę głosu.
— Nie, panie Bagshot. Po prostu nie umiemy się bawić — sarknął, aby zaraz przewrócić oczami, gdy Morfeusz zdecydował się dołączyć do męczenia bratanka. Cóż za lojalność. — To nie ty walczyłeś dzisiaj z błotoryjem-gigantem, czyż nie? — odbił piłeczkę, słysząc uwagę wuja. Nagle wszystkim zebrało się na słabe dowcipy. — Jestem bardziej niż chętny do tego, aby przy walce z ciastem przekazać ci pałeczkę pierwszeństwa.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
aura i nici