18.05.2024, 02:59 ✶
Starczyło kilka chwil, żeby zaspanie całkowicie z niego zeszło, a umysł wrócił do względnie pełnej sprawności. Nie wróżyło to szczególnie dobrze powrotowi do snu, chociaż w tej chwili nie był pewien, czy chciał w ogóle znowu zamykać oczy. Bawiąc się w wieczorną drzemkę, niejako złamał własne zasady dotyczące rozsądnego, nocnego odpoczynku i już teraz czuł, że źle zrobił. Wszystko przez te cholerne sny. No i okno, kto je w ogóle otworzył? Zrobiło się już na tyle późno, że większość domowników budynku ukryła się w swoich prywatnych kwaterach. Towarzyszyła mu więc cisza zakłócana tylko jego krokami, przynajmniej do czasu. W przeciągu tych kilku chwil pozornej samotności myśli niemal odruchowo ciągnęło do koszmarów, z których dopiero co się wyrwał. Niby była to tylko fikcja, ale te irracjonalne obrazy nieprzyjemnie dobrze zgrywały się z tym, jak czuł się przez cały dzień.
Ktoś go obserwował? Nie, to nie było przecież możliwe. No i czemu ktoś miały to robić?
Odpowiedź przybyła nieprzyjemnie szybko. Pokłosie Beltane? Całkiem możliwe, w końcu dalej nie odkryli wszystkich zależności powiązanych z atakiem, do którego doszło w trakcie święta. Śledziło go ministerstwo, czy może ludzie powiązani ze śmierciożerami? Ciężko było mu cokolwiek stwierdzić, ale żadna z tych myśli nie napawała go szczególnym optymizmem. W końcu miał otworzone okno. Nie chciał wierzyć w to, że ktoś przełamał domowe zaklęcia i ot tak wkroczył do jego pokoju, a nawet jeśli — czemu zostawił go w spokoju? Nie miało to żadnego sensu, ale nie potrafił też wyrwać się z tego ciągu myśli. Coraz wolniej stawiał kolejne kroki, nieufnie zerkając w każdy kolejny róg. Bo kto wie, gdzie czai się ów żartowniś? Albo wróg.
Na ratunek przyszedł mu Atreus. W pierwszej chwili nawet nie zwrócił na to uwagi, ale po kilkunastu sekundach dźwięki zaczęły się zgrywać w słowa. Dosłownie odetchnął z ulgą, słysząc znajome głosy. Pozwoliły mu wyrwać się z tych mrocznych i coraz bardziej absurdalnych myśli. Naprawdę ucieszyła go obecność brata, nawet jeśli ten właśnie wykłócał się o coś z ich rodowym skrzatem. Bez większego namysłu ruszył w ich stronę. Nie spodziewał się jednak takiego widoku. Jasne, swoim niecodziennym i bezpardonowym podejściem do życia nieraz go już zaskoczył, ale... do pewnych rzeczy nie da się przywyknąć. Jakich? Chociażby twarzy brata okrutnie umorusanej we krwi.
Na krótką chwilę zamarł, przetrawiając te nowe informacje, ale trwało to dość krótko. Głównie za sprawą samego zainteresowanego, który zdawał się bardziej wystraszony niż Orion. — Ja... uch, wybacz. Nie chciałem, po prostu Was usłyszałem i uznałem, że zerkn... — zaczął, lekko unosząc przy tym otwarte dłonie, ale nagle urwał. Zorientował się, że omijał najważniejszy element tej historii. — Co ci się stało? Nie kojarzę, żebyś miał jakieś nocne zadania w pracy, także... Nieudana noc w kasynie? Czy bójka w pubie? Mam nadzieję, że rano nie będę miał na biurku sprawy pobicia z napastnikiem, który ulotnił się z miejsca zdarzenia? — rzucił, wpatrując się przy tym w brata. Czy zdarzyły się im już historie tego pokroju? Być może i naprawdę nie chciał powtórki.
Bez większego namysłu ruszył do szafki, z której wyjął przybory do pierwszej pomocy. Jasne, mogli użyć magii, ale najpierw wolał ocenić, jak źle było.
— Jeśli nie chcesz Flo to musisz zgodzić się na krótkie sprawdzenie z mojej strony — zaczął, podchodząc do brata, chcąc się nieco lepiej przyjrzeć tej wybitnie nieprzyjemnie wyglądającej twarzy. — Koszulę uratuje zwykłe pranie, ale twarz... nieco śladów ci zostanie, przynajmniej na kilka dni. Zdecydowanie mogło być gorzej, te smugi krwi robią strasznie makabryczne wrażenie. Chcesz opowiedzieć, co się stało? Nie naciskam — rzucił jeszcze, kręcąc przy tym nieco głową. Kto wie, może tym razem wyglądało to gorzej, niż faktycznie było?
— Swoją drogą. Nie miałeś ostatnimi czasy wrażenia, jak gdyby ktoś cię śledził? — dodał niby od niechcenia, dolewając przy tym Atreusowi nieco alkoholu.
Ktoś go obserwował? Nie, to nie było przecież możliwe. No i czemu ktoś miały to robić?
Odpowiedź przybyła nieprzyjemnie szybko. Pokłosie Beltane? Całkiem możliwe, w końcu dalej nie odkryli wszystkich zależności powiązanych z atakiem, do którego doszło w trakcie święta. Śledziło go ministerstwo, czy może ludzie powiązani ze śmierciożerami? Ciężko było mu cokolwiek stwierdzić, ale żadna z tych myśli nie napawała go szczególnym optymizmem. W końcu miał otworzone okno. Nie chciał wierzyć w to, że ktoś przełamał domowe zaklęcia i ot tak wkroczył do jego pokoju, a nawet jeśli — czemu zostawił go w spokoju? Nie miało to żadnego sensu, ale nie potrafił też wyrwać się z tego ciągu myśli. Coraz wolniej stawiał kolejne kroki, nieufnie zerkając w każdy kolejny róg. Bo kto wie, gdzie czai się ów żartowniś? Albo wróg.
Na ratunek przyszedł mu Atreus. W pierwszej chwili nawet nie zwrócił na to uwagi, ale po kilkunastu sekundach dźwięki zaczęły się zgrywać w słowa. Dosłownie odetchnął z ulgą, słysząc znajome głosy. Pozwoliły mu wyrwać się z tych mrocznych i coraz bardziej absurdalnych myśli. Naprawdę ucieszyła go obecność brata, nawet jeśli ten właśnie wykłócał się o coś z ich rodowym skrzatem. Bez większego namysłu ruszył w ich stronę. Nie spodziewał się jednak takiego widoku. Jasne, swoim niecodziennym i bezpardonowym podejściem do życia nieraz go już zaskoczył, ale... do pewnych rzeczy nie da się przywyknąć. Jakich? Chociażby twarzy brata okrutnie umorusanej we krwi.
Na krótką chwilę zamarł, przetrawiając te nowe informacje, ale trwało to dość krótko. Głównie za sprawą samego zainteresowanego, który zdawał się bardziej wystraszony niż Orion. — Ja... uch, wybacz. Nie chciałem, po prostu Was usłyszałem i uznałem, że zerkn... — zaczął, lekko unosząc przy tym otwarte dłonie, ale nagle urwał. Zorientował się, że omijał najważniejszy element tej historii. — Co ci się stało? Nie kojarzę, żebyś miał jakieś nocne zadania w pracy, także... Nieudana noc w kasynie? Czy bójka w pubie? Mam nadzieję, że rano nie będę miał na biurku sprawy pobicia z napastnikiem, który ulotnił się z miejsca zdarzenia? — rzucił, wpatrując się przy tym w brata. Czy zdarzyły się im już historie tego pokroju? Być może i naprawdę nie chciał powtórki.
Bez większego namysłu ruszył do szafki, z której wyjął przybory do pierwszej pomocy. Jasne, mogli użyć magii, ale najpierw wolał ocenić, jak źle było.
— Jeśli nie chcesz Flo to musisz zgodzić się na krótkie sprawdzenie z mojej strony — zaczął, podchodząc do brata, chcąc się nieco lepiej przyjrzeć tej wybitnie nieprzyjemnie wyglądającej twarzy. — Koszulę uratuje zwykłe pranie, ale twarz... nieco śladów ci zostanie, przynajmniej na kilka dni. Zdecydowanie mogło być gorzej, te smugi krwi robią strasznie makabryczne wrażenie. Chcesz opowiedzieć, co się stało? Nie naciskam — rzucił jeszcze, kręcąc przy tym nieco głową. Kto wie, może tym razem wyglądało to gorzej, niż faktycznie było?
— Swoją drogą. Nie miałeś ostatnimi czasy wrażenia, jak gdyby ktoś cię śledził? — dodał niby od niechcenia, dolewając przy tym Atreusowi nieco alkoholu.