18.05.2024, 10:06 ✶
Brenna mogłaby zapewnić Jonatha, żeby się nie martwił, bo szampon nadający włosom połysk właśnie wszedł do oferty, a taki na siwiznę znajduje się w fazie testów. Ale nie czytała mu w myślach, a i nie przyszła tu reklamować specyfików Potterów - chociaż ciotka wspomniała jej kiedyś, że ma takie gadanie, że gdyby dobrze się ubrała, zrobiłaby tutaj na pewno furorę.
- To okropna propozycja - powiedziała, uśmiechając się szeroko na jego reakcję, i jakoś zrobiło się jej trochę lżej na sercu. Może powinno ją zaniepokoić, jak lekko do tego podchodził, ale przecież był starszy od niej, a ona jeszcze nie rozumiała w pełni, co szykuje dla nich los i w co naprawdę weszła i wciągnęła innych. - Ale tak myślałam, że ciebie akurat zainteresuje.
Inaczej by jej tu nie było. Wybrała Jonathana, bo był typowym Gryfonem, i bo łączyło ich to, co niektórzy nazwaliby odwagą, a inni głupotą, oraz zamiłowanie do działania.
Było w tym coś paradoksalnego, że przyszła porozmawiać z nim, nie z wujem. Ale temu twardo sprzeciwiał się Derwin i tak chyba zmartwiony, że nie zdążył zapobiec zwerbowaniu córki i siostrzenicy. Poza tym Morpheus nie był wojownikiem: był profetą i naukowcem. Jonathan z kolei... mógł złapać za różdżkę i nadstawić ucha tu i tam.
Kiwnęła głową, ruszając za nim do wnętrza domu. Skrzat na pewno nie zdradziłby swojego pana, ale nie dało się wykluczyć różnych rzeczy - i lepiej było rozmawiać gdzieś, gdzie ten nie będzie mógł podsłuchać.
- Widzę, że przeglądasz prasę - powiedziała, dostrzegając na blacie Proroka Codziennego. Podeszła bliżej i zastukała palcem w sam środek mrocznego znaku, drgającego na fotografii. - O niego chodzi. O Voldemorta. Dzieje się to samo, gdy Grindewald dochodził do władzy. Ministerstwo nie może zareagować skutecznie. Za dużo biurokracji. Za dużo... zasad. Za dużo ludzi mówiących, że tak, on przesadza, ale przecież w paru sprawach ma rację. Prawie na pewno za dużo szpiegów.
Obróciła się do niego, tym razem z poważnym wyrazem twarzy. Jakby nie było, prosiła o wiele, nawet jeśli Jonathan Selwyn był więcej niż skłonny przyjąć propozycję, która przyniesie mu nieco ekscytacji.
- I tak jak wtedy, zbierają się ludzie, którzy pewne sprawy załatwią... po cichu. Jak łatwo się domyśleć, jeśli to wyjdzie, możemy mieć problemy i ze strony śmierciożerców, i Ministerstwa.
- To okropna propozycja - powiedziała, uśmiechając się szeroko na jego reakcję, i jakoś zrobiło się jej trochę lżej na sercu. Może powinno ją zaniepokoić, jak lekko do tego podchodził, ale przecież był starszy od niej, a ona jeszcze nie rozumiała w pełni, co szykuje dla nich los i w co naprawdę weszła i wciągnęła innych. - Ale tak myślałam, że ciebie akurat zainteresuje.
Inaczej by jej tu nie było. Wybrała Jonathana, bo był typowym Gryfonem, i bo łączyło ich to, co niektórzy nazwaliby odwagą, a inni głupotą, oraz zamiłowanie do działania.
Było w tym coś paradoksalnego, że przyszła porozmawiać z nim, nie z wujem. Ale temu twardo sprzeciwiał się Derwin i tak chyba zmartwiony, że nie zdążył zapobiec zwerbowaniu córki i siostrzenicy. Poza tym Morpheus nie był wojownikiem: był profetą i naukowcem. Jonathan z kolei... mógł złapać za różdżkę i nadstawić ucha tu i tam.
Kiwnęła głową, ruszając za nim do wnętrza domu. Skrzat na pewno nie zdradziłby swojego pana, ale nie dało się wykluczyć różnych rzeczy - i lepiej było rozmawiać gdzieś, gdzie ten nie będzie mógł podsłuchać.
- Widzę, że przeglądasz prasę - powiedziała, dostrzegając na blacie Proroka Codziennego. Podeszła bliżej i zastukała palcem w sam środek mrocznego znaku, drgającego na fotografii. - O niego chodzi. O Voldemorta. Dzieje się to samo, gdy Grindewald dochodził do władzy. Ministerstwo nie może zareagować skutecznie. Za dużo biurokracji. Za dużo... zasad. Za dużo ludzi mówiących, że tak, on przesadza, ale przecież w paru sprawach ma rację. Prawie na pewno za dużo szpiegów.
Obróciła się do niego, tym razem z poważnym wyrazem twarzy. Jakby nie było, prosiła o wiele, nawet jeśli Jonathan Selwyn był więcej niż skłonny przyjąć propozycję, która przyniesie mu nieco ekscytacji.
- I tak jak wtedy, zbierają się ludzie, którzy pewne sprawy załatwią... po cichu. Jak łatwo się domyśleć, jeśli to wyjdzie, możemy mieć problemy i ze strony śmierciożerców, i Ministerstwa.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.